Growing vegetables in a wooden tray

Kiełki

Fragment książki –„Kiełki cudowny pokaram” S.Meyerowitz

Kiełki cudowny pokaram

Nie każdy z nas może być ogrodnikiem, wszyscy jednak jemy. Jeżeli sami nie wyhodujemy sobie pożywienia, ktoś musi to zrobić za nas. Brzmi nie najgorzej, ale tak naprawdę to my znajdujemy się na przegranej pozycji. Aby to stwierdzić, wystarczy przejść się do supermarketu. Zmarniała sałata, pociemniały na brzegach, zwiędnięty szpinak i strach przed owocami nafaszerowanymi sztucznymi nawozami, środkami ochrony roślin i pestycydami. Jemy coraz mniej najzdrowszych produktów na świecie – świeżych owoców i warzyw. Gdzie się podziały? Najwięcej znajdziecie na półkach z konserwami. Nic dziwnego, że dzieci ich nie znoszą! Możecie oczywiście robić zakupy w sklepie ze zdrową żywnością, ale na produkty organiczne, jeśli w ogóle uda wam się je znaleźć, musicie często wydać sporo pieniędzy. Czas więc na uprawianie ogródka domowego. Co tydzień czekają cię nowe, świeże plony w twojej własnej kuchni. Bez drogich narzędzi i inwestycji w sprzęt ogrodniczy. Żadnych robaków, brudu i niesprzyjającej pogody. By wyhodować pół kilograma domowych warzyw, wystarczy 20 centymetrów kuchennego blatu i poświęcenie jednej minuty dziennie. Wystarczy namoczyć i posadzić.

Środowisko będzie ci wdzięczne

Prowadząc domowy ogród, stajecie się mniej zależni od odległych źródeł pożywienia, energii i technologii. Nie myśl, że efekt cieplarniany istnieje tylko na papierze. Globalne ocieplenie, zanieczyszczenie powietrza, wycieki ropy, kwaśne deszcze – to wszystko ma wpływ na nasze zdrowie oraz na dostępność i jakość żywności, którą spożywamy. Susze, powodzie, fale upałów i mrozów windują ceny jedzenia tak samo, jak rosnące koszty benzyny potrzebnej do jego transportu. Wystawiona na szkodliwe działanie przemysłu, importowana z daleka, pełna chemii, sztucznie nawożona i pasteryzowana żywność musi przejść do lamusa. Albo sami zmienimy nasz system żywienia, albo to on w końcu zmieni nas. bardziej samowystarczalni.

Domowy ogród to rozwiązanie łatwiejsze, niż się wydaje.

Chcesz wiedzieć, jakie to proste? Nasiona wschodzą same. Twoje jedyne zadanie to nawodnić je dwa razy dziennie (minuta nawadniania na pół kilograma nasion, 30 sekund rano, 30 wieczorem). Bez chwastów do plewienia, szkodników do zwalczania, bez robactwa i grzebania w ziemi, a wszystko to w czasie krótszym od tego, który marnujesz, stojąc w kolejce w supermarkecie. Zaledwie pięć łyżek nasion, których koszt jest naprawdę niewielki, daje pół kilograma kiełków. Tak taniego, a jednocześnie świeżego i pełnego wartościowych składników pożywienia nie znajdziesz nigdzie indziej! Nieważne, czy mieszkasz na trzydziestym piętrze wieżowca w centrum wielkiego miasta, czy w domku na odludnej Alasce. Styczeń czy lipiec – o każdej porze roku możesz mieć mnóstwo świeżych produktów.

Najtańsza i najbardziej wartościowa
żywność na świecie

Ziarna i nasiona możesz przechowywać latami, więc jeśli w przyszłym roku po raz kolejny zdrożeje szpinak, nie musisz się martwić. Zapłacisz śmieszne pieniądze za organicznie wyhodowane kiełki słonecznika (zawierające jeszcze więcej białka niż szpinak) lub lucerny (w których chlorofilu i minerałów jest więcej niż w natce pietruszki). Pół kilograma kiełków zawiera w sobie skumulowaną dawkę wartości odżywczych odpowiadającą tej zawartej w tysiącach wyhodowanych z nasion roślin. Biolodzy podkreślają, że największe stężenie ważnych dla zdrowia substancji roślina osiąga między piątym a dziesiątym dniem wzrostu. Innymi słowy, to właśnie na etapie kiełkowania jest najbardziej wartościowa. Kiełki dosłownie kipią od błyskawicznie namnażających się enzymów, witamin, białka i minerałów potrzebnych do rozwoju dojrzałego warzywa. Samo stężenie witaminy B wzrasta od 300 do 1500% w ciągu zaledwie trzech do sześciu dni. Skrobia rozkładana jest na mniejsze cząsteczki, skraca się czas gotowania, a nasiona i ziarna stają się łatwiejsze do strawienia. Tu aż roi się od enzymów!

Nie potrzebujesz laboratorium, by stwierdzić, że kiełki to bardzo pożywny pokarm. Możesz wyczuć to w ich smaku, zapachu, zobaczyć w barwach. Kiedy ostatnio zachwycił cię kolor sałaty lodowej? To wcale nie wina tej bezbarwnej biedaczki! Została wyhodowana na pozbawionej życia, sztucznie mineralizowanej glebie zniszczonej setki lat temu gigantycznymi zbiorami.

Wszystko, czego potrzebujesz, by wyhodować pół kilograma domowej sałaty:

• 5 łyżek nasion                                  • światło dzienne

• 20 centymetrów kuchennego blatu  • 5–10 dni do wykiełkowania

• 1–2 minut nawadniania dziennie     • kiełkownica o układzie pionowym

TO NIE TYLKO żywność W TWOIM ŻYCIU,
TO RÓWNIEŻ ŻYCIE W TWOjej żywności!

Mówi się, że jeśli jesz świeże, surowe owoce i warzywa, czujesz się dobrze i masz mnóstwo energii. Jeśli jecie stare, zwiędnięte lub zapuszkowane jedzenie, czujecie się… no cóż, starzy, zwiędnięci lub zapuszkowani. Wyhodowane zaś w domu kiełki to szczyt świeżości. Dzięki nim nie traci się ani jednej cennej witaminy. Te nasiona chwytają energię słoneczną i zamieniają ją w chlorofil, a spożywanie świeżych, naturalnych, bogatych w chlorofil produktów odżywia każdą komórkę ciała, jednocześnie zwiększając wigor.

 10 powodów,
by zacząć kiełkować!

OSZCZĘDNOŚĆ Ziarna mogą zwiększyć swoją wagę nawet piętnastokrotnie. Niska cena nasion sprawia, że przy niewielkich nakładach można wyhodować mnóstwo organicznych kiełków!

SUBSTANCJE ODŻYWCZE Kiełki to młode rośliny na etapie największego rozwoju. W tej fazie wzrostu roślina ma najwyższą koncentrację białek, witamin, minerałów, enzymów, RNA, DNA, flawonoidów, saponin, wspomagających pracę limfocytów T, i innych ważnych substancji, których w kiełkach jest więcej niż w pełni dojrzałych warzywach!

HODOWLA ORGANICZNA Bez chemikaliów, środków ochrony roślin i pytań o to, czy żywność ma odpowiedni certyfikat. Możecie być pewni naturalności swoich produktów – sami je przecież wyhodowaliście!

DOSTĘPNOŚĆ W każdym zakątku świata, w styczniu czy w lipcu możesz się w każdej chwili cieszyć świeżym jedzeniem. Również w trakcie rejsu łodzią czy górskiej wspinaczki.

MIEJSCE I CZAS To proste – wystarczy zalać! Bez ziemi, bez robaków. Nie musisz być mistrzem ogrodnictwa, nie potrzebujesz też specjalnego oświetlenia. Pół kilograma kiełków to jedynie 20 centymetrów miejsca na blacie i jedna minuta opieki dziennie.

ŚWIEŻOŚĆ Ponieważ kiełki je się bezpośrednio po wyhodowaniu.

DOBRE TRAWIENIE Ponieważ kiełki to młodziutkie rośliny, delikatne ściany ich komórek łatwo przepuszczają substancje odżywcze. W kiełkach występują one w swojej elementarnej formie, a obfitość enzymów sprawia, że są dobrze przyswajane nawet przez osoby cierpiące na problemy trawienne.

UNIWERSALNOŚĆ Kiełki to wybór warzyw większy od supermarketowego. Gryka, słonecznik, cebula, czosnek bulwiasty, kapusta pekińska, rzepa, jarmuż, rzodkiewka japońska, koniczyna krwistoczerwona, lucerna i wiele innych… Twoje sałatki już nigdy nie będą nudne!

DANIA Piecz chleby z kiełkami pszenicy, żyta i jęczmienia. Zrób przekąski z kiełków orzechowych, dip humusowy z kiełków ciecierzycy, gotowane warzywne przystawki z kiełków grochu, chińskie dania z patelni z kiełkami fasoli mung, fasolki azuki i soczewicy, a nawet pizzę z kiełkami pszenicy!

EKOLOGIA Bez zanieczyszczania środowiska benzyną konieczną do dostarczania ci produktów. Bez opartych na ropie pestycydów i sztucznych nawozów.

Czy jedzenie kiełków jest bezpieczne

Kiełki a salmonella i bakterie E. coli

10 stycznia 1999 w „Journal of the American Medical Association” (JAMA) ukazał się artykuł opisujący przypadki obecności salmonelli w kiełkach lucerny w roku 1995. Ogólnym celem przeprowadzanych wówczas badań było wykrycie źródeł epidemii tej choroby. Ponieważ JAMA stanowi wiarygodne źródło informacji, amerykańskie media szybko zaczęły przestrzegać ludzi przed spożywaniem podejrzanych kiełków. Czy miały rację? Czy jedzenie kiełków naprawdę jest niebezpieczne?

Od roku 1995 nasiona przeznaczone na kiełki były obiektem dokładnych badań. Dziś przeprowadza się specjalne procesy oczyszczania, a główni importerzy i dystrybutorzy przedstawiają certyfikaty, które potwierdzają mikrobiologiczne testy wykonywane na dopuszczanych do sprzedaży nasionach. Zakażenia salmonellą lub bakteriami E. coli są niezwykle rzadkie. Mimo to dla zwiększenia bezpieczeństwa producenci poddają nasiona specjalnemu, zatwierdzonemu przez Agencję Ochrony Środowiska (EPA) procesowi pasteryzacji, który w 99,8% niszczy bakterie E. coli oraz salmonellę. Innymi słowy – jeśli już kupiliśmy zakażone nasiono (co naprawdę jest niemal niemożliwe), prawdopodobieństwo, że obecne w nim kiedyś bakterie przetrwały, wynosi 0,02%.

Pewne przekłamania sprawiły, że kiełki stały się w temacie skażonego jedzenia kozłem ofiarnym. JAMA opisuje jedynie 133 zgłoszone przypadki”, mówi jednak o „20 000 osób dotkniętych problemem”. To jedynie podsyca ludzki strach. Umieśćmy ryzyko zakażenia salmonellą po spożyciu kiełków w szerszej perspektywie. Według Centrum Zwalczania Chorób i Zapobiegania Chorobom (Centers for Disease Control and Prevention, CDC), 4 miliony osób rocznie zaraża się salmonellą po zjedzeniu drobiu, mięsa, jaj, produktów mlecznych lub świeżych owoców i warzyw. Amerykańscy rolnicy dostarczają rocznie 1,4 miliarda 100-gramowych porcji kiełków, które (wg Departamentu Zdrowia stanu Kalifornia) są powodem jedynie 2000 zakażeń. Naturalnie, JAMA słusznie wskazuje, że jako produkt surowy kiełki mogą zawierać więcej drobnoustrojów. To samo dotyczy jednak wszystkich niegotowanych pokarmów. W ciągu ostatnich 5 lat 41 przypadków epidemii wynikało ze spożycia surowych produktów. Jeden z nich – melony kantalupa z Meksyku – spowodował aż 25 000 zakażeń salmonellą (dane za CDC). Jeśli zaś chodzi o kiełki – przez ponad 40 lat były one powodem jedynie 12 przypadków epidemii, z których 4 były powiązane z tymi samymi skażonymi nasionami z 1995 roku. W opisywanym powyżej pięcioletnim okresie 195 przypadków spowodowane było spożyciem mięsa i drobiu, a 178 spożyciem owoców morza. Co roku CDC rejestruje przypadki zgonów na skutek spożycia orzechów ziemnych, mleka, jajek czy skorupiaków, nigdy jednak kiełków.

Zagrożenie zakażeniem E. coli po spożyciu mięsa, drobiu, skorupiaków, produktów mlecznych, jaj i produktów rolnych jest mniejsze (1,1 osoby na milion) niż zagrożenie bycia trafionym przez piorun (1,29 osoby na milion). Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że w grupie produktów rolnych ryzyko jest najniższe (41 przypadków w ciągu 5 lat), a w podgrupie kiełków jeszcze niższe (12 przypadków w ciągu 40 lat), okazuje się, że kiełki to najbezpieczniejsze produkty żywnościowe. Amerykański Narodowy Instytut ds. Nowotworów oraz Państwowy Instytut Zdrowia zalecają spożywanie pięciu świeżych produktów dziennie. Zawarte w kiełkach substancje fitochemiczne o działaniu przeciwnowotworowym (udowodnionym w badaniach przeprowadzonych w 1997 na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa) sprawiają, że zdrowotne zalety jedzenia kiełków znacznie przeważają nad ewentualnymi wadami, wynikającymi z zagrożenia zakażeniem salmonellą lub bakteriami E. coli.

Żywność oraz źródła wody nigdy nie będą wolne od szkodliwych bakterii. Nic w naturze nie jest bowiem sterylne. Pamiętajmy jednak, że mikroorganizmy, które możemy znaleźć w świeżych produktach, są w większości nieszkodliwe. W gruncie rzeczy, ludzie mają więc dostęp do zdrowej żywności. Producenci kiełków pracują wraz z FDA oraz USDA, aby przekonać ich, że kiełki to nie tylko jeden z najzdrowszych, lecz także jeden z najbezpieczniejszych dostępnych produktów żywnościowych.

https://purana.hillconnect.pl/kielki-cudowny-pokarm/

nieznana1

Nieznana medycyna

 

Każdy pacjent zainteresowany nietoksycznymi a przy tym niedrogimi metodami leczenia alternatywnymi wobec kosztownych i obciążonych poważnymi skutkami ubocznymi leków farmakologicznych, powinien przeczytać tę książkę.

Autorka opisuje skuteczne leczenie wielu przewlekłych  schorzeń ( stwardnienie rozsiane, epilepsja, toczeń, reumatoidalne zapalenie stawów, choroby wątroby). Zebrane historie przez J.Schopick pozwalają uwierzyć ,że  zażywanie  leków farmakologicznych, które ani nie poprawiają stanu zdrowia, ani nie eliminują przyczyn choroby, nie jest jedyną drogą w procesie leczenia chronicznych chorób.

Proponuje ona cztery terapie:

  •       kwasem alfa-liponowym, który odnosi bardzo dobre efekty w leczeniu schorzeń wątroby
  •      naltreksonem w niskiej dawce, który leczy choroby autoimmunologiczne oraz niektóre postacie raka
  •      dietą ketogenną, która jest bardzo skuteczna w leczeniu padaczki
  •      preparatem srebra w trudno gojących się ranach pooperacyjnych, które mogą zagrażać  życiu i zdrowiu.

Jednym z ważnych celów jakie osiągnęła autorka w tej sumiennie napisanej i pełnej ważnych informacji książce jest zawężenie krzywej uczenia się. Dzięki skrupulatnemu prowadzeniu kroniki wydarzeń opisujących stosowanie tych czterech terapii.  Julia Schopick przedstawia nam żywe historie ludzi, którzy wyleczyli się z przewlekłych chorób stosując powyższe metody leczenia i zdrowienia.

 Kwas alfa liponowy

Podawany dożylnie kwas alfa-liponowy stosowany jest w następujących schorzeniach: cukrzycy, miażdżycy tętnic, chorobach wątroby. Pionierem tej metody był dr Burt Berkson, który zastosował go po raz pierwszy w latach 70-tych w celu regeneracji narządów a szczególnie wątroby.

Dr Berkson pracował jako lekarz rezydent w szpitalu klinicznym. Pewnego dnia przyszedł do niego szef oddziału internistycznego  i  oświadczył , że jest z niego bardzo niezadowolony. Berkson zapytał dlaczego. Z ust przełożonego padło następujące stwierdzenie:  „Nie ma pan żadnych zgonów w przebiegu swojej pracy na tym oddziale. Inni byli świadkami kilku zgonów swoich pacjentów, a pan ani jednego. Dam panu dwie osoby, które na pewno umrą. Mają galopującą chorobę wątroby i są naprawdę w złym stanie. Zjadły trujące grzyby, a nie można dostać dla nich przeszczepu i nie ma niczego co mogłoby je uratować. Proszę iść na górę i obserwować, jak umierają, robić  notatki a potem przedstawić je na naszym konsylium lekarskim.

Berkson bez informowania przełożonych zaczął podawać dożylnie kwas alfa-liponowy, tym dwóm pacjentom, który regeneruje komórki macierzyste do rozwoju, co przyczynia się do tworzenia nowych tkanek narządów. Wątroby tych dwóch osób zregenerowały się w pełni.  Podekscytowany tym wydarzeniem poinformował o tym swoich przełożonych. Niestety rozczarował się bardzo. Nie byli oni zupełnie zainteresowani jaki preparat został zastosowany. Padło tylko stwierdzenie, że nie jest to zaaprobowana metoda leczenia i nie należy do zestawu szpitalnych procedur.

Naltrekson w niskiej dawce

Malcom-West był chory na stwardnienie rozsiane. Przez lata zażywał kosztowne toksyczne środki farmakologiczne, w wyniku których jego stan zdrowia stopniowo pogarszał się. W efekcie czego stracił pracę, a co z tym się wiąże również ubezpieczenie zdrowotne. Zaczął więc poszukiwać tańszych metod leczenia i trafił na naltrekson.  Jego stan zdrowia uległ ogromnej poprawie. Wraz z innymi orędownikami tej metody stworzył portal internetowy zawierający informację o stosowaniu tego leku na całym świecie.

Nalterkson stosowany jest w celach leczniczych u ludzi z uzależnieniami od narkotyków. W latach 80-tych ubiegłego wieku lekarz neurolog Bernard Bihari odkrył, że specyfik ten podawany w małej dawce wykazuje pozytywne działanie na układ immunologiczny i zwiększa ilość endorfin w ustroju. Doszedł do wniosku, że wobec tego lek ten powinien być użyteczny u chorych z zaburzeniami układu immunologicznego. Dr Bihari odkrył, że gdy jego pacjenci zażywali naltrekson w niskiej dawce przed położeniem się spać, skutkowało to wzrostem stężenia endorfin, co było równoznaczne z zatrzymaniem dalszego rozwoju choroby u danej osoby. Najpierw zaczął zalecać ten lek pacjentom z wirusem HIV i chorym na AIDS. U większości z nich terapia ta hamowała dalszy rozwój choroby.  Wywnioskował, że lek ten powinien być również skuteczny w przypadku chorób autoimmunologicznych. Zaczął zalecać go chorym ze stwardnieniem rozsianym, toczniem, i reumatoidalnym zapaleniem stawów.  Wielu z tych pacjentów również doświadczyło zahamowania rozwoju swojej choroby. Terapia okazała się także skuteczna u pacjentów z niektórymi postaciami raka, które nie poddawały się standardowej terapii.

Dieta ketogenna

Dieta ketogenna odnosi bardzo dobre efekty w leczeniu padaczki. Jean Mc Cawley opowiada poruszającą historię swojej  córeczki Julie chorej na epilepsję.  Matka  dziewczynki pierwsze informacje o diecie ketogennej usłyszała, gdy jej córka miała 10 miesięcy i wystąpiły pierwsze napady padaczki. Lekarze odradzali jej tę dietę argumentując, że jest ona skomplikowana i obciążająca wątrobę dziecka.  W szpitalu lekarze zastosowali u dziewczynki  lek przeciwdrgawkowy – fenobarbital, którego jedynym skutkiem ubocznym miała być senność. Tymczasem reakcją na lek był zespół Stevensa Johnsona, który spowodował nieodwracalne uszkodzenia mózgu, słuchu i wzroku. Dzień w którym  Jean Mc Cawley zastosowała dietę ketogenną był ostatnim dniem napadów padaczki u jej córeczki, niestety już na trwale okaleczonej.

Preparat srebra

Julia Schopick autorka książki „Nieznana medycyna” opisuje  z kolei historię swojego męża chorego na guza mózgu. W październiku 1990 roku jej 41 letni mąż przeszedł operację usunięcia ogromnego gwiaździaka o III stopniu zaawansowania w lewej półkuli mózgu. Tim w ciągu 4 lat przeszedł serie napromieniowań oraz 10 operacji co wiązało się z całą serią skutków ubocznych włącznie z padaczką.

Po pierwszej operacji mózgu na głowie pozostał szew, który nie chciał się goić. Kolejne operacje pogłębiały rany pooperacyjne. W 2001 roku po wykonaniu kolejnej operacji okazało się, że niegojący się szew powoduje u jej męża przedostawanie się powietrza do mózgu. Było to przyczyną zaburzeń psycho-motorycznych włącznie z nietrzymaniem moczu. Lekarze stwierdzili, że doszło do zakażenia i zaaplikowali mu serie antybiotyków oraz próbowano kilkakrotnie zszyć niegojącaą się ranę niestety bezskutecznie.

Mąż Julie był niemal umierający, gdy dotarła ona do lekarza internisty, który powiedział jej o preaparcie „Silver” skaładajacym się z kawałków tkaniny zawierającej jony srebra. Ułatwia  on gojenie nawet najgorszych  ran. Lekarz ten stosował  opisany preparat srebra u cukrzyków z niegojącymi się ranami.  Okazało się, on również skuteczny w przypadku Tima. Lekarze jednak stwierdzili, że to był zwykły przypadek.

Cechy charakterystyczne dla tych metod leczenia to:

·         Są dostępne od wielu lat, a ich istnienie i stosowanie obejmuje okres  od 25 do 90 lat.

·         Skorzystały z nich setki osób.

·         Wszystkie te terapie zalecane są przez praktyków medycyny – najczęściej przez lekarzy – którzy je przepisują i otwarcie opowiadają się za nimi.

·         Terapie te są skuteczne w chorobach, w których przypadku medycyna konwencjonalna często nie dysponuje skutecznymi metodami leczenia.

·         Niektóre z terapii są metodami naturalnymi, na przykład dieta lub suplemeny, inne polegają na nietypowym zastosowaniu leków generycznych, ale wszystkie mają cechę wspólną: nikt nie zarabia na nich wielkich pieniędzy – zwłaszcza jeżeli porówna się kwoty uzyskiwane ze sprzedaży leków produkowanych przez przemysł farmaceutyczny. Większość badań klinicznych nad lekami jest przeprowadzana przez firmy farmaceutyczne, a nie rząd. A jeżeli nawet badania tego rodzaju są finansowane przez rząd, istnieją dowody na to, że prowadzą je badacze powiązani finansowo z firmami farmaceutycznymi.

·         W większości przypadków pacjenci, którzy odnieśli korzyści ze stosowania tych metod leczenia, wykazują ogromną pasje w działaniu, by inni ludzie mogli o tych metodach dowiedzieć się. Według autorki dowody pochodzące od pacjentów mogą w istocie być jedynym rodzajem dowodów skuteczności, które nie zostały skażone żadnymi  machinacjami.

·         Terapie te są skuteczne w chorobach, w których przypadku medycyna konwencjonalna często nie dysponuje skutecznymi metodami leczenia.

conceptual 3d design of false pill.( placebo and nocebo effect. red and green colored version)

Umysł silniejszy od medycyny

 

Drogi Czytelniku jak zareagujesz na stwierdzenie, że dbanie o ciało to najmniej istotny aspekt dbania o zdrowie? Oczywiście zbilansowana dieta, codzienne ćwiczenia, dbanie o wagę, osiem godzin snu, witaminy, regularne badania lekarskie to wszystko jest bardzo istotne, ale pomijamy coś jeszcze bardziej ważnego.

Autorka książki Umysł silniejszy od medycyny po 12 latach edukacji  i 8 latach praktyki medycznej doszła do wniosku, że wystarczy zmienić sposób, w jaki  myślimy i czujemy, by obudzić w nas siłę samoleczenia.

Efekt placebo

Szukając dowodów na to, że samo przekonanie pacjenta, iż jest leczony wystarczy, by złagodzić objawy choroby, dr Lissa Rankin zaczęła studiować specjalistyczną prasę. Dzięki temu dotarła do następujących informacji:

–  prawie 50% cierpiących na astmę czuje się lepiej po użyciu pustego inhalatora,

– około 40% cierpiących na migrenę czuje znaczną poprawę po terapii placebo,

– 50% osób z zapaleniem jelita grubego odczuwa znaczną poprawę po terapii placebo,

– około 40% bezpłodnych pacjentek zachodzi w ciążę po przyjmowaniu neutralnych pastylek podawanych jako leki na bezpłodność.

Konkluzja była następująca: placebo nie zmieniało wyłącznie samopoczucia, lecz wpływało na procesy biochemiczne.

Efekt nocebo

Dr Lissa Rankin  jako studentka I roku medycyny zgłębiała tajniki ludzkiego ciała, wkuwając litanię procesów patologicznych, które mogą prowadzić do tysiąca różnych chorób.

Pewnego dnie poczuła, że coś pełznie tuż pod jej skórą i uznała to za nitkowca podskórnego. Któregoś dnia, kiedy wstała rano, miała zdrętwiałe stopy, stwierdziła  u siebie trąd, a patrząc na swoje pokryte plamkami dłonie, zaczęła podejrzewać rumień. W czasie studiów zdiagnozowano u niej kilka przewlekłych chorób. Nie była w środowisku studenckim  odosobnionym przypadkiem.  Jedno z badań pokazało, iż 79% studentów medycyny wykazuje objawy chorób, o których uczy się w trakcie studiów.

Kod genetyczny

Dziedzina wiedzy zwana epigenetyką bada mechanizmy kontroli ponad genami. Determinizm genetyczny opisany przez Jamesa Watsona i Francisa Cricka, autorów modeli podwójnej helisy DNA, głosi, że wszystko jest kontrolowane przez geny i to właśnie w genach zapisane jest przeznaczenie. Jednym słowem rodzisz się z DNA, które następnie replikuje się na RNA i służy do syntezy białek.

Badania epigenetyczne rzucają nowe światło na ten temat. Naukowcy uważają dziś, iż zewnętrzne czynniki (odżywianie, środowisko, w którym żyjemy, a nawet myśli i emocje) mają wpływ na białka regulujące transkrypcję, określające na wielu poziomach ekspresję genu.

Lekarzu wylecz się sam

W środowisku lekarskim istnieje mit „dobrego lekarza”. Zgodnie z nim jest – to taki lekarz który skupiając się na potrzebach innych, zaniedbuje własne zdrowie i  higienę psychiczną. W związku z tym wielu lekarzy mało śpi, szybko je, nie ma wsparcia na poziomie emocji i ducha, co może prowadzić do znieczulicy, zobojętnienia na cierpienie ludzkie. Lekarze nie do końca są świadomi,  jak ogromny wpływ na proces zdrowienia ma ich postawa w relacji z pacjentem.

W 1974 roku dr Clifton Meador powiedział swemu pacjentowi cierpiącemu na raka, iż jego stan ocenia jako krytyczny.  Kilka tygodni po usłyszeniu „wyroku” pacjent zmarł. Wyniki przeprowadzonej sekcji zwłok zaskoczyły lekarzy. Zmiany nowotworowe były tak niewielkie, że nie mogły być przyczyną zgonu. W wypowiedzi dla kanału Discovery Health Channel dr Meador podsumował: pacjent zmarł z rakiem, ale nie na raka. Prawdopodobnie złe wieści wywołały reakcję stresową o sile przekraczającej możliwości organizmu.

Siła emocji

Związek stresu z chorobą wydaje się nam dziś oczywisty, jednak jeszcze w latach 60 stwierdzenie, że zdenerwowanie bezpośrednio wpływa na zdrowie uznawano za bujdę i herezję. Człowiekiem, który jako jeden z pierwszych zainteresował się potencjalnym wpływem nerwów na problemy z układem krążenia był dr Herbert Benson. Wyniki jego badań były rewolucyjne jak na tamte czasy: Organizm ma naturalny mechanizm, który jest w stanie wprowadzić nas w fizjologiczny stan ciszy i spokoju umożliwiający regenerację po reakcji stresowej. Kiedy myślimy pozytywnie, nasze świadome przodomózgowie odczuwa emocje, takie jak miłość, więź, intymność, przyjemność, nadzieję, w tym czasie podwzgórze przestaje wyzwalać reakcje stresowe, współczulny układ nerwowy przestaje działać. Poziom adrenaliny i kortyzonu spada. Przywspółczulny układ nerwowy przejmuje kontrolę a system immunologiczny znów funkcjonuje. Ciało może skupić się na naturalnym procesie leczenia.

Lissa Rankin, Umysł silniejszy od medycyny, Wydawnictwo Purana