Podróż wpis

Podroż egzystencjalna tekst Anna Kotlarek

Micah R. Sadigh, „Podróż egzystencjalna”

 

Większość z nas w tym okresie podróżuje, zwiedza, odpoczywa. Jednym słowem – cieszy się życiem. Tymczasem pojawia się informacja pod tytułem „Podróż egzystencjalna”. Ktoś może powiedzieć : „No cóż, artykuł nie na tę porę roku, może na jesień, kiedy będzie bardziej nostalgicznie, może na długie zimowe wieczory”. Ale może jednak ciągle jesteśmy w podróży i brakuje nam czasu, aby się w końcu zatrzymać i zadać sobie pytanie: Dokąd ja właściwie zmierzam?

Profesor Micah R.Sadigh zaprasza nas do odbycia podróży egzystencjalnej. Nawiązując do różnych twórców, pisze o rzeczach codziennych, ale jakże ważnych: miłości, braterstwie, prostocie i przemijaniu.

Szczególne miejsce w jego książce zajmuje dwóch wielkich myślicieli: Viktor Frankl oraz Lew Tołstoj.

Łączyły ich wspólne wartości:

  • głęboka wiara w Boga,
  • wieczność jako punkt odniesienia,
  • służba dla innych jako sposób na rozwój,
  • pisanie jako forma autoterapii i refleksji nad człowieczeństwem.

Obaj traktowali śmierć jako dar pomagający kształtować rzeczywistość. Ta wielka niewiadoma była dla nich motywacją do stawania się każdego dnia lepszym człowiekiem. Zatrzymajmy się na chwilę i spójrzmy na historię życia tych dwóch twórców. Właśnie teraz, kiedy szczególnie potrzebujemy solidarności, zjednoczenia z drugim człowiekiem. Przecież tak bardzo jesteśmy do siebie podobni.

 

Viktor Emil Frankl urodził się w 1905 roku we Wiedniu, w żydowskiej rodzinie. Już jako nastolatek uczęszczał na wykłady akademickie poświęcone psychologii. Miał nawet okazję bezpośrednio korespondować z Zygmuntem Freudem na temat jego idei ludzkich zachowań związanych z nieświadomym umysłem. Uważał, że zachowania te są zdeterminowane przez dwa główne instynkty. Pierwszym z nich jest Eros, popęd życia, czyli poszukiwanie przyjemności. Drugi to Tanatos, popęd śmierci, czyli agresywne, destrukcyjne impulsy skierowane wobec siebie i innych. Twierdził, że te dwa potężne popędy, pragnienia, kierują nami i że możemy je kontrolować tylko do pewnego stopnia. Viktor Frankl po dogłębnym przeanalizowaniu ścieżki psychoanalizy poczuł pewien niedosyt i zainteresował się pismami innego bardzo popularnego w jego czasach psychiatry – Alfreda Adlera, który stworzył nurt psychologii indywidualnej. Adler, będąc osobą wierzącą, negował postrzeganie ludzi wyłącznie przez pryzmat biologii i popędów. Uważał, że mimo wrodzonych instynktów ludzie są w stanie dokonywać wolnych wyborów, a wyznaczanie celów „napędza” człowieka do działania.

Viktor Frankl poczuł, że takie podejście, oparte w dużej mierze na egzystencjalizmie, jest mu bardzo bliskie. Przyłączył się nawet do stowarzyszenia Adlera. Niestety w pewnych kwestiach nie podzielał opinii jego członków. Zaczął podawać w wątpliwość, czy człowiek rzeczywiście kieruje się jedynie instynktami lub celem. Doszedł do wniosku, że koncentrowanie się na sensie warunkuje nasze zachowania o wiele bardziej niż libido czy plany na przyszłość. Głoszenie takich poglądów spowodowało usunięcie go ze stowarzyszenia i przyklejenie mu łatki heretyka. W takich okolicznościach Viktor Frankl przedstawił trzecie podejście, określone przez niego jako „wola sensu”. Według niego zaangażowanie, aktywne poszukiwanie, odkrywanie sensu to głęboki fundament ludzkiej egzystencji.

W latach 1942–1945, będąc więźniem obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu, udowodnił, że zaakceptowanie wyższego sensu daje możliwość pokonania najgorszych dramatów życiowych. Pomógł wielu współwięźniom przejść przez niewyobrażalne cierpienia obozowej rzeczywistości. Człowiek pozbawiony ubrania i włosów, z numerem na ręku, rozdzielony z rodziną, traci w pewien sposób swoją tożsamość. W świecie, w którym wartości utraciły jakiekolwiek znaczenie, poszukiwanie sensu stało się dla wielu jedyną drogą do przeżycia. Siła fizyczna była drugorzędna wobec siły miłości i ufności. Wewnętrznej wolności nie mogły odebrać żadne kraty czy kajdany.

 

Lew Nikołajewicz Tołstoj, prawie o stulecie starszy od Frankla, urodził się w 1828 roku w Rosji w rodzinie arystokratycznej. W okresie wczesnego dzieciństwa stracił nie tylko matkę i ojca, lecz także babcię, która miała sprawować nad nim opiekę. Te wydarzenia odcisnęły się na nim trwałym piętnem na resztę życia. Pytania o sens istnienia, pragnienie rozwoju, jak również silne stany depresyjne miały ogromny wpływ na twórczość tego wielkiego powieściopisarza, dramaturga, krytyka literackiego, myśliciela oraz pedagoga i znalazły odbicie w rysach osobowościowych jego bohaterów. Podobnie jak wielu egzystencjalistów, postrzegał on akceptację śmierci jako warunek pełnego pasji, autentycznego życia.

Współcześnie Lew Tołstoj uważany jest za najwybitniejszego pisarza rosyjskiego. Dzięki wnikliwej, a czasami nawet brutalnej samoocenie posiadł on niezwykłą wiedzę na temat ludzkiej psychiki, co sprawiło, że jego dzieła są tak bardzo głębokie i fascynujące. Bohaterowie, zdejmując maski i odsłaniając swoje myśli, budzą jednocześnie zachwyt i przerażenie, ale ich autentyczność staje się bardzo bliska dawnym i współczesnym czytelnikom. Poprzez kreowanie takich postaci autor zachęca nas do retrospekcji, do niszczenia świata pozorów. Dopiero wtedy, gdy stajemy wobec świata nadzy, bez masek, zaczynamy żyć naprawdę.

Tołstoj wielokrotnie podkreślał, że dobra materialne, uznanie czy sukcesy zawodowe nie dadzą nam szczęścia i trwałego spokoju w obliczu śmierci. Sens istnienia nie może opierać się na takich wartościach, gdyż ostatecznie pozbawione są one znaczenia. Według Lwa Tołstoja to właśnie życie dla innych, okazywanie współczucia, poświęcenie siebie dla bliźnich jest fundamentem człowieczeństwa. Jego słynne idee „nie przeciwstawiania się złu przemocą” miały ogromny wpływ na poglądy Mahatmy Gandhiego czy Martina Luthera Kinga.

Miłość była postrzegana przez Tołstoja jako prawdziwy przewodnik życia, jako siła, która w zderzeniu z  cierpieniem i niesprawiedliwością „dostaje skrzydeł” i prowadzi nas w kierunku poczucia jedności i wspólnoty z drugim człowiekiem. Ten sam motyw wzajemnej służby i braterstwa ludzi znajdujemy również u Viktora Frankla.

 

Rozważania nad sensem życia są ponadczasowe, nieuniknione i od zawsze pochłaniają myśli wielu osób. Dziś, w XXI wieku, w obliczu coraz bardziej nieoczekiwanych zdarzeń, pytania te mogą się pojawiać coraz częściej. Z powodu tak wielu nowych bodźców nasze myśli są z pewnością bardziej rozproszone, a cisza stanowi dla współczesnych ludzi coraz większe wyzwanie. Ale w każdej sekundzie gdzieś za drzwiami nadal stoi śmierć i milcząco towarzyszy życiu.

Anna Kotlarek

Konsultantka Psychobiologii Vedica ® dr M. Radziszewskiej.
Łączy podejście medycyny wschodniej z tym, co nam wiadomo o zdrowiu na Zachodzie.
Mediator, filolog, autorka książki „Rozwód z samym sobą”.

źródło

https://www.onet.pl/styl-zycia/kobietaxl/podroz-egzystencjalna-gdzie-szukac-sensu-zycia/xbmb53x,30bc1058

http://www.kobietaxl.pl/ksiazki/n,228635,podroz-egzystencjalna-gdzie-szukac-sensu-zycia.html

https://purana.hillconnect.pl/podroz-egzystencjalna-micah-r-sadigh/

aluminium

Aluminium

https://purana.hillconnect.pl/produkt/aluminiuim/

Aluminium stanowi około 8 procent masy skorupy ziemskiej. Jest trzecim pod względem częstości występowania pierwiastkiem chemicznym oraz najczęściej występującym metalem. Bardziej rozpowszechnione są tylko tlen i krzem, które razem z aluminium w niezliczonych kombinacjach i związkach stanowią sporą część grubej na 40 km skorupy ziemskiej. A jednak sto lat temu mało kto miał jakiekolwiek pojęcie o tym surowcu.

Bert Ehgartner, znany austriacki reżyser, w książce Aluminium. O tym nie mówi się głośno przedstawia trzy dogmaty zwolenników wykorzystywania na dużą skalę tego metalu:

1.       szkodliwość zależy od dawki, minimalne ilości nie mogą mieć szkodliwego działania;

2.       w przypadku kontaktu ze zbyt dużą ilością aluminium, metal ten jest przez organizm wydalany;

3.       jeżeli nie zostanie wydalony w całości, zostaje związany w zasobach neutralnych, np. w kościach.

Autor w rzeczowy i bezkompromisowy sposób obala powyższe argumenty „epoki aluminium” jako fałszywe. Mimo błyszczącej powierzchni pierwiastek ten ma swoją ciemną stronę.

W książce Aluminium. O tym nie mówi się głośno, zawierającej aktualne wyniki badań, pokazuje również, jak wiele poważnych problemów przysparza ten pierwiastek w niemal każdej związanej z nim dziedzinie: wydobycia, przeróbki i zastosowania. Najwyższy czas zerwać zasłonę z jednego z najpoważniejszych problemów naszej cywilizacji i rozpocząć otwartą dyskusję. Nie należy oczekiwać, że wyjaśnienie tej kwestii przebiegnie szybko i bez zakłóceń. Operujący na globalnym rynku gracze mają zbyt wiele do stracenia i będą inwestować ogromne kwoty, by wszystko zostało po staremu.

Surowiec ten jest masowo wydobywany przez ostatnie sto lat, a zatem nie da się go uniknąć, gdyż jest wszędzie.

Przemysł farmaceutyczny

Zwolennicy szczepionek zaprzeczają, że anormalne rozprzestrzenianie się chorób przewlekłych ma jakikolwiek związek ze szczepieniami. Tymczasem dawka tego pierwiastka wprowadzana do organizmu niemowląt i małych dzieci ulega systematycznemu zwielokrotnieniu. Pojawia się pytanie, po co w szczepionkach aluminium.

Metal ten jest substancją czynną, tzw. adiuwantem, który wzmacnia działanie szczepionek. Kilkadziesiąt lat temu dodawano do szczepionek rtęć, ponieważ działała ona grzybobójczo. Była tak bardzo trująca, że zarazki nie miały szans na przetrwanie. Po pewnym czasie okazało się, że w dobie lodówek, jednorazowych strzykawek i szybkiego transportu była ona zupełnie zbędna, gdyż wykluczona została możliwość zaatakowania szczepionek przez pleśnie i grzyby. W przypadku aluminium jest jednak inaczej. Nie można go wyeliminować, gdyż potrzebna byłaby inna substancja wzmacniająca działanie.

W krajach zachodnich od 20 do 40 procent ludzi skarży się na nadkwasotę (refluks). Większość zwraca się o pomoc do lekarza, ale jedna czwarta udaje się do apteki, gdzie jest dostępna cała gama specyfików pomocnych przy problemach żołądkowych.

Środki na nadkwasotę zawierają zwykle substancję czynną o nazwie hydrotalcit: „Hydrotalcit ma zdolność wiązania kwasów przez stopniowe oddawanie wodorotlenku aluminium”. Powoduje to neutralizację kwasów żołądkowych.

Bert Ehgartner przytacza fragment ulotki załączonej do leku na nadkwasotę: „Ze względu na zagrożenia przedawkowaniem aluminium należy unikać długotrwałego przyjmowania lub regularnie badać poziom serum aluminium. Nie może on przekroczyć 40 mikrogramów na litr”.

Przemysł kosmetyczny

Niektórzy producenci kosmetyków w dalszym ciągu utrzymują, że aluminium nie wnika do organizmu przez skórę. Tymczasem niemal w każdym dezodorancie metal ten stanowi główną substancję czynną. Natychmiast reaguje z komórkami ciała i radykalnie zmienia ich postać i funkcję. Skóra się napina, gruczoły potowe zostają zaklejone, woda nie może wydobyć się przez pory i człowiek przestaje się pocić. Wiele komórek ulega uszkodzeniu lub obumiera i w związku z tym wydziela się nieprzyjemna woń. Odstawienie tych produktów jest prawie niemożliwe – ku wielkiej radości producentów. `

Skandalem jest przemilczanie związku raka piersi ze stosowaniem antyperspirantów. W badaniach komórek nowotworowych pochodzących z okolic dołów pachowych wykryto bowiem znaczne ilości aluminium. Nieprawdziwa jest teoria mówiąca o tym, że zmutowana pod wpływem aluminium komórka hamująca pocenie powstaje tylko na powierzchni skóry, bowiem wykryto patologiczne komórki zmutowane w głębokich warstwach tkanek okołopachowych.

Szeroka gama produktów kosmetycznych zawierających związki aluminium nie ogranicza się tylko do dezodorantów. Również producenci wszelakiego rodzaju kremów, podkładów, pomadek, a nawet past do zębów nie omieszkali dodać do swoich produktów tego surowca w różnej postaci. Gdy aluminium trafia do przewodu pokarmowego, zostaje w jakimś stopniu częściowo wydalone, gdy natomiast zostanie wchłonięte przez skórę, nie trafia na tę naturalną linię obrony. Skóra nie selekcjonuje substancji na te, które warto wchłonąć, i te, których lepiej się pozbyć. W ten sposób produkty kosmetyczne stanowią większe zagrożenie.

Przemysł spożywczy

Bert Ehgartner wymienia kilka przykładów zastosowania aluminium w przemyśle spożywczym:

·         garnki, patelnie aluminiowe,

·         folie aluminiowe,

·         sproszkowane mleko dla niemowląt,

·         barwniki: E127, E132, E173, E520, E522, E541, E544, E1452,

·         proszek do pieczenia – w celu zwiększenia sypkości,

·         słone paluszki – aby uzyskać chrupiącą skórkę piekarze dodają rozwór ługu sodowego, który ma pH14. Jeżeli do wypieku używana jest aluminiowa blaszka, może dojść do przedostania się tego metalu do żywności,

·         uzdatnianie wody pitnej – ze względu za łatwość wchodzenia w reakcję jest ono stosowane jako koagulant.

Aluminium wchodzi w reakcję z tlenem zawartym w powietrzu i tworzy warstwę oksydacyjną, hamującą dalsze reakcje. Ochronna warstwa oksydacyjna ma grubość ułamka milimetra i gdy zostanie uszkodzona, dochodzi do rozpuszczenia aluminium w jedzeniu. Ta warstwa ochronna ulega zniszczeniu w kontakcie z kwaśną żywnością.

Choroba Alzheimera

Na chorobę Alzheimera, która występuje głównie u ludzi starszych, choruje obecnie 35 mln ludzi. W charakterystycznych dla tej choroby „płytkach starczych”, które tworzą się w mózgu i stopniowo go niszczą, stwierdza się wysokie stężenie aluminium.

Pierwsze badania przeprowadził zespół badaczy Departamentu Biochemii, Mikrobiologii i Immunologii Uniwersytetu w Ottawie w Kanadzie. Na wstępie napisano tam: „Aluminium jest toksyną z grupy metali, łączoną z licznymi chorobami, między innymi z chorobą Alzheimera i chorobą Parkinsona, patologicznymi zmianami w mózgu w przebiegu dializy oraz zmiękczaniem kości”.

W 2000 roku przeprowadzono badania na grupie 3777 osób we Francji, ukazujące potencjalny związek między złogami aluminium powstałymi w wyniku spożywania skażonej wody a prawdopodobieństwem zachorowania na Alzheimera.

Aktualne badania prowadzone na szczurach karmionych występującymi w ludzkim pożywieniu standardowymi dawkami tego pierwiastka pokazują szkody, jakie wyrządza on w mózgu: „Aluminium jest toksyną dla nerwów zarówno u zwierząt, jak i u ludzi”.

Bert Ehgartner jest przekonany, że zdecydowana większość naukowców badająca to zagadnienie nie wyklucza, iż aluminium odgrywa istotną rolę w powstawaniu choroby Alzheimera. Każdy może prześledzić te badania w literaturze i wyrobić sobie własne zdanie. Trudno o większą rozbieżność między tym, co stwierdzono w badaniach naukowych, a uspokajającymi urzędowymi komunikatami stowarzyszeń zajmujących się chorobą Alzheimera i nauki finansowanej przez przemysł aluminiowy.

Intencją autora i polskiego wydawcy książki pod tytułem Aluminium. O tym nie mówi się głośno nie jest zasianie paniki w umysłach konsumentów, lecz przedstawienie rzeczowych faktów, o których przeciętny człowiek miałby małe szanse dowiedzieć się z mediów, a tym bardziej z ulotek produktów zawierających aluminium.

Bert Ehgartner Aluminium. O tym nie mówi się głośno

Wydawnictwo Purana

 

 

Green superfood detox - barley grass powder and sprouts, vegetarian diet and healthy lifestyle concept

Schorzenia skóry – Młody jęczmień

SCHORZENIA SKÓRY

 

Skóra  jest największym narządem naszego organizmu, stanowi bowiem 16 procent masy ciała. Jako organ bezpośrednio kontaktujący się ze środowiskiem wspomaga organizm w pobieraniu tlenu z powietrza i w oczyszczaniu go ze zbędnych, toksycznych substancji. Prócz tego jest odpowiedzialna za regulację temperatury ciała, zabezpiecza nas przed przegrzaniem oraz nadmiernym wychłodzeniem. Chroni narządy wewnętrzne, pomaga usuwać szkodliwe produkty końcowe przemiany materii. Dlatego też bardzo szybko reaguje na nadmiar zanieczyszczenia w organizmie, w postaci różnego rodzaju wyrzutów skórnych, sączących zmian, owrzodzeń, zaognień lub stanów zapalnych.

Zanieczyszczenia skóry mają ścisły związek z zanieczyszczeniem organizmu. Aby przyśpieszyć detoksykację powinniśmy wspomóc płuca, nerki, wątrobę, krew
i śledzionę. Wówczas nasz organizm wydali wraz ze śluzem, potem, moczem oraz
z kałem wszystko to co jest zbędne, wręcz trujące, co okrada nas ze zdrowia.

Najlepsze efekty uzyskamy korzystając z paru propozycji regeneracji organizmu. Gorąco polecam Państwu, m.in.: zastosowanie niezwykle skutecznej
i zarazem bardzo przyjemnej kuracji Green magmą Dr Yoshihide Hagiwary. Światowej sławy naukowca, który przez wiele lat pracował nad sporządzeniem skutecznej, naturalnej receptury mogącej znaleźć zastosowanie w różnych dolegliwościach zdrowotnych.

Poniżej zalecane kuracje  i ich uzasadnienie terapeutyczne.

Terapie naturalne

Hydrocolonoterapia lub lewatywy przy pomocy irygatora wg Siemionowej lub Małachowa. Dzięki nim usuniemy z Naszych jelit – fundamentu naszego zdrowia zbędny balast, tzn.: substancje polekowe, konserwanty z żywności oraz zalegające masy kałowe pochodzące z resztek pokarmu, które nie zostały dokładnie strawione. Polecam również m.in.: ozonoterapię i tlenoterapię, jako niezwykle istotne elementy kuracji pomagające wzbogacić nasz organizm w życiodajny tlen. Równie korzystnie oddziaływujące na naszą skórę będą także hydroterapia (sauna, termy), światłoterapia, chromoterapia oraz akupresura, które wspomogą nas w detoksykacji, zminimalizują dyskomfort złego samopoczucia, czy bólu. Są to rekomendowane nie tylko przeze mnie, ale i przez wielu doświadczonych naturoterapeutów skuteczne formy wspomagania oczyszczania. Warto zatem rozważyć indywidualny ich dobór 
a następnie  wdrożenie ich do kuracji.

Aktywność fizyczna

 

W każdej dolegliwości, w tym w schorzeniach skórnych bardzo pożądana jest także aktywność fizyczna zwłaszcza na świeżym powietrzu. Z racji poprawy krążenia, dotleniania, a co za tym idzie przyśpieszenia procesu wydalania zbędnych chorobotwórczych toksyn. Dlatego też gorąco namawiam do praktykowania ćwiczeń fizycznych indywidualnie dobranych do naszych preferencji i możliwości. Dzięki ich regularnemu praktykowaniu poprawie ulegnie nasze samopoczucie, kondycja psycho-fizyczna, zdrowie naszej skóry i nie tylko.

 

Jedzenie i płyny.

 

Większość chorób skóry przeważnie jest rezultatem zaburzeń przemiany materii, w tym nieprawidłowego metabolizmu tłuszczów. W celu usunięcia powyższego zaburzenia należy spożywać pokarmy o dużej zawartości kwasów tłuszczowych omega 3 i GLA. Poleca się także umiarkowane ilości wprowadzenia oleinowych kwasów tłuszczowych. Pomagają one w nawilżeniu i natłuszczeniu komórek oraz tkanek, a także ułatwiają przyswajanie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, poza tym są nośnikiem dla hormonów.

Działanie lecznicze w chorobach skóry, zwłaszcza tym, którym towarzyszą stany zapalne posiadają pokarmy bogate w beta-karoten, czyli: marchew, dynia, botwinka, szpinak, kapusta włoska, rukiew wodna. Korzystny wpływ wywierają również siarka organiczna, w którą obfitują przede wszystkim pokarmy białkowe: jaja, nabiał, groch, fasole, brokuły, chrzan, kapusta, rzeżucha, szparagi, figi, czarne
i czerwone porzeczki. Ponadto chlorofil obecny we wszystkich zielonych warzywach lądowych oraz wodnych, któremu przypisuje się właściwości oczyszczania krwi
z toksyn, niwelowania wszelkich stanów zapalnych, odświeżania i relaksowania ciała, a także wręcz odmładzania go. Błonnik zapewniający sprawną pracę układu pokarmowego i antytoksyczność mas kałowych. Jego dobre źródła to np. kasza jaglana, brązowy ryż, rośliny strączkowe, owoce i warzywa.

Oprócz codziennego dostarczania organizmowi wszystkich niezbędnych substancji odżywczych: witamin (m.in. antyoksydantów), fitohormonów, enzymów, minerałów, aminokwasów, błonnika do prawidłowej pracy skóry niezwykle istotne znaczenie ma również transport wody i płynów o właściwościach nawadniających. Niestety wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste i przestrzegane. Generalnie za mało pijemy oraz zbyt często sięgamy po napoje, które wręcz odwadniają organizm.

Wielokrotnie w swojej praktyce zawodowej spotykam osoby, które mają niedobory wody i nie zdają sobie z owego faktu sprawy. Dlaczego? ponieważ
z jednej strony organizm każdego z nas ma niesamowite zdolności przystosowawcze do ekstremalnie niekorzystnych warunków i wysyła sygnały dopiero w fazie zaawansowanej jako dolegliwości zdrowotne. Z drugiej nie zawsze kojarzymy np. bóle głowy, zaburzenia pracy nerek czy brak jędrności skóry z owym deficytem. Najczęściej przez przypadek, podczas wizyty u dietetyka dokonując pomiarów ciała oprócz zawartości tkanki tłuszczowej i mięśniowej, także sprawdzamy zawartość wody w organizmie i odkrywamy powyższy fakt lub podczas konsultacji lekarskiej, do której zmusiły nas złe samopoczucie i problemy zdrowotne.

W ciągu dnia należy pić w zależności od pory roku, wykonywanej pracy, dolegliwości zdrowotnych około 6-8 szklanek dziennie czystej wody plus naturalne soki z warzyw i owoców, czy traw i drzew oraz napary z indywidualnie dobranych ziół. W przypadku schorzeń skórnych powinny to być zioła o właściwościach oczyszczających i ochładzających toksyczne gorąco, osuszające wilgotne złogi śluzowe występujące we krwi i układzie limfatycznym. Prócz tego poprawiające perystaltykę jelita grubego oraz ułatwiające wypróżnienia. Organ ten bowiem ma ścisły związek z pracą i wyglądem skóry.

Kuracja Green Magmą.

Green magma to synergistyczna mieszanka soku z młodego jęczmienia,
 z maltodekstryną i brązowym ryżem, produkt finalny długoletnich poszukiwań
i badań Dr Hagiwary.

Doktor farmacji uświadomiwszy sobie jak wieloma skutkami ubocznymi obarczona jest każda kuracja farmakologiczna poświęcił swoją karierę zawodową na poszukiwanie alternatywnych metod powrotu do zdrowia. Powyższy produkt to efekt finalny jego pracy. Naturalny, prosty i niezwykle wygodny w przygotowaniu. Poza tym smaczny i niskokaloryczny, chociaż bardzo energetyczny.

Niektóre z opinii naukowców na temat leczenia trawami, np. trawą jęczmienną:

 „Źdźbło trawy zawiera wszystkie elementy, z jakich zbudowany jest organizm, w tym również substancje odbudowujące i regenerujące, które pobudzają do wytwarzania energii i wydalania z organizmu kwasów będących produktami ubocznymi przemiany materii. (…)” – dr Ann Wigmore

 

„Trawy to pełnowartościowe pożywienie podtrzymujące życie”- Steve Meyerowitz

 

„Sok z traw zbóż to orzeźwiający nektar, plazma młodości, krew wszelkiego życia. Elementy, których brakuje w komórkach organizmu – zwłaszcza enzymy, witaminy, hormony i kwasy nukleinowe – pozyskać można przez tę codzienną zieloną transfuzję słońca”. – Viktoras Kulvinskas, autor książki Surival into the 21st Century.

Sok w formie proszku należy rozpuścić w wodzie, w celu uzyskania konsystencji płynnej (z jednej płaskiej łyżeczki i szklanki wody po wymieszaniu otrzymamy szklankę soku). Taki rodzaj napoju należy pić codziennie, najlepiej
2 razy dziennie. Czas trwania kuracji jest sprawą indywidualną, uzależnioną od stopnia zanieczyszczenia i niedoborów w organizmie.

Reasumując nasze powyższe rozważania. Co zrobić by jak najszybciej uporać się z wszelkiego rodzaju dolegliwościami skórnymi? Począwszy od tych najbardziej błahych, jak brak jędrności, czy nadmierna jego suchość, opóźnienie procesu starzenia oraz tych bardziej kłopotliwych: trądzik, atopowe zapalenie skóry, a także alergie, uciążliwe dermatozy, np. egzemy czy grzybice?

Na podstawie moich obserwacji i doświadczeń pacjentów polecam Państwu kurację Green magmą – wyjątkowym, zielonym sokiem z natury. Dlaczego? ponieważ to łatwa i przyjemna oraz skuteczna kuracja, której efekty są bardzo szybko dostrzegalne gołym okiem. Czysty, enzymatycznie żywy sok, produkt bezglutenowy, synergistycznie oddziaływującym na wszystkie organy. Jego wyjątkowość polega m.in. na tym, iż posiada bardzo łatwo przyswajalną formę wszelkich niezbędnych do oczyszczenia i regeneracji substancji. Należą do nich m.in.: przeciwutleniacze (aż pięćset razy wyższe niż działanie witaminy E), pełna gama sadników mineralnych, witamin (w tym pełen komplet witamin z grupy B
i bardzo wysoką zawartość karetonoidów: alf-karoten, beta-karoten, ksantofile niezwykle istotne w regeneracji skóry). Prócz tego około dwadzieścia aminokwasów, życiodajne enzymy oraz chlorofil – substancję o niezwykle dobroczynnych właściwościach leczniczych i pielęgnacyjnych.

Jego wyższość jako koncentratu odżywczego nad suplementami polega na jakościowej przewadze synergistycznej, dużo większej bioaktywności,  dzięki czemu jest lepiej przyswajalnym i skuteczniej wykorzystywanym przez nasz organizm.

Agnieszka Biernat

terapeuta-dietetyk

specjalista ds. profilaktyki

i promocji  zdrowia

                                    

pedicure on legs and beautiful manicure on hands closeup.

Grzybice

Grzybica, drożdżyca, kandydoza, candida, drożdżyca, grzybica pochwy, grzybica stóp

Niemal co drugi człowiek jest nosicielem Candida

Drożdżak ten bytuje w jelicie lub na skórze człowieka, często nie wywołując żadnych objawów chorobowych.
Osłabienie odporności, uszkodzenie naturalnej bariery obronnej organizmu lub zaburzenia w obrębie flory jelitowej mogą sprawić, że ten w zasadzie niegroźny przybysz zamieszkujący organizm człowieka staje się pasożytem i wywołuje chorobę u swojego gospodarza. Grzybicze zapalenie jelita, powszechnie nazywane grzybicą, drożdżycą lub kandydozą wywoływane jest najczęściej przez drożdżaka białego, zwanego po łacinie Candida Albiensis.
Badacze naukowi zajmujące sie tym grzybem, badają w jaki sposób grzybom tym udaje się przenikać z błony śluzowej jelita do głębiej położonych tkanek i do innych narządów.

  • Znane są: grzybica oskrzeli, grzybica płuc oraz grzybice zewnętrzne: grzybica stóp, grzybica paznokci, grzybica pochwy, grzybica skóry głowy.
    Jeśli bakterie przedostaną się do naszego organizmu przez osłabiony układ odpornościowy, u człowieka rozwija się ostra choroba – inaczej jest w przypadku grzybów. Wnikają one do organizmu w sposób podstępny, niezauważalny.
    Osiedlają się na osłabionych błonach śluzowych jelit, skąd zaczynają wędrówkę do innych narządów podkopując zdrowie. Wiedzą doskonale jak się ukrywać i czekają na sposobność, aby zaatakować organizm w chwili osłabienia.
    Wykrycie grzybicy narządów wewnętrznych jest bardzo trudne, ale niezbędne. Jeśli uskarżamy się na dolegliwości niewiadomego pochodzenia, a wyniki laboratoryjne są w normie, może to być oznaką, że mamy grzybicę.

W normalnych warunkach Candida albicans, w postaci jednokomórkowego drożdżaka żyje w jelicie grubym człowieka (i licznych zwierząt), dokąd dostaje się zazwyczaj podczas porodu lub tuż po nim, od osób, które mają kontakt z noworodkiem, stąd m.in. pleśniawki. W jelicie grubym, gdy zachowana jest równowaga, drożdżak pobiera z masy kałowej resztki substancji odżywczych i zużywa je na własne potrzeby, przez co nie pozostawia pożywki dla drobnoustrojów napływowych spoza jelita grubego, jednocześnie wydala jako produkty przemiany materii, kilkadziesiąt potężnych toksyn, które uniemożliwiają zasiedlenie jelita grubego przez drobnoustroje chorobotwórcze, a równocześnie zmusza układ odpornościowy do ciągłej czujności. Czyli w normalnych warunkach w jelicie grubym Candida żyje w równowadze z innymi pożytecznymi bakteriami i jest ważnym elementem układu obronnego organizmu.

  • Problem zaczyna się wówczas, gdy drożdżak zaczyna się bez kontroli rozrastać, a dzieje się to wtedy, gdy w jelicie zaczyna brakować tzw. dobrej flory bakteryjnej.
  • Po kuracji antybiotykowej, dobra flora bakteryjna ginie na kilka miesięcy. Jednocześnie antybiotyki stanowią doskonałą pożywkę dla drożdży, na skutek czego zwiększa się ich ilość . Kończy się równowaga i Candida zaczyna dominować, rozmnażając się w niepohamowany sposób, eliminując nie tylko bakterie chorobotwórcze ale przede wszystkim wszystkie drobnoustroje pożyteczne. Brak bakterii symbiotycznych, produkujących witaminy, doprowadza organizm do awitaminozy. Niedobór witamin prowadzi nieuchronnie do osłabienia skóry i śluzówki, które stają się kolejną pożywką dla drożdżaka. Natrafiwszy na osłabioną tkankę – drożdżak Candida ulega transformacji. Zanurza agresywnie w osłabiona tkankę swoją wypustkę, z której rozrastają sie strzałkowate korzenie tworzące tzw. plechę i z jednokomórkowego drożdżaka przeistacza się w wielokomórczakowego grzyba – pasożyta, z charakterystyczną dla tego gatunku plechą.
  • Grzybice w śluzówce jelit rozrastają się coraz bardziej, tworząc nadżerki (rodzaj niezabezpieczonych drzwi), przez które przedostają się do organizmu szkodliwe substancje (toksyny), które organizm musi następnie wydalić, czy to w postaci zmian skórnych, czy złogów wewnętrznych takich jak torbiele, cysty lub wrzody. Prócz toksyn, przez te drzwi przedostają się również drobnoustroje, także Candida , który po dotarciu do krwioobiegu może zawędrować i osiedlić się wszędzie tam, gdzie napotyka odpowiednie warunki do bytowania tj. osłabioną tkankę.
  • Rozwojowi grzybicy sprzyjają: niektóre lekarstwa, ( leki immunosupresyjne, sterydy , pigułki antykoncepcyjne oraz antybiotyki), również jedzenie mięsa często “nafaszerowanego” antybiotykami, dieta bogata w cukier, niepełnowartościowa, oczyszczona żywność, które są doskonałą pożywką dla Candidy powodują ich jeszcze szybszy wzrost.
  • Ale trwałe efekty może przynieść tylko likwidacja drożdżaków przy pomocy znanych od wieków metod, czyli zastosowania ziół niszczących te pasożyty, równocześnie z dieta bogatą w błonnik, z jak najmniejszą ilością cukru i węglowodanów.

Bibliografia: Grzyby Candida Ann Boroch

lisć

Zielona rewolucja w jadłospisie

Zielona rewolucja w jadłospisie

Światowej dziś sławy japoński lekarz i farmaceuta, Yoshihide Hagiwara stworzył w Osace największy w Japonii koncern produkujący lekarstwa. Nigdy nie zrezygnował jedak z prowadzenia własnych badań nad nowymi leczniczymi preparatami. Zajęty intensywną pracą na rzecz zdrowia innych, zaniedbał własne. W wieku lat 38 praktycznie stał się wrakiem człowieka. Miał siwe włosy, wypadły mu zęby, a co gorsza uświadomił sobie, że jego umysł nie jest już tak sprawny i twórczy jak kiedyś. Uznał, że najwyższy czas znaleźć lekarstwo dla samego siebie…

Zaczął od studiowania nauk Shin-Huang-ti – starożytnego lekarza, twórcy podstaw medycy chińskiej. Pod wpływem jego pism przede wszystkim zmienił całkowicie dietę, wprowadziwszy do niej liczne chińskie zioła i świeże zielone liście. Odzyskał w końcu siły i radość życia i ze zdwojoną energią wrócił do laboratorium, tym razem po to, by – jak stwierdził: „pracować nad dietą, która korzystnie wpłynęłaby na zdrowie, pobudzając organizm do samoleczenia”. Przy czym zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że w dzisiejszym świecie podstawą jest łatwość stosowania takiej diety – bez czasochłonnych przygotowań. Większość z nas żyje bowiem bardzo „szybko” i nie może, czy też nie chce, sobie pozwolić na zmniejszenie tego tempa.  Zatem chodziło o konkretny produkt – środek, który niejako „w pigułce” dostarczałby organizmowi wszystko, co jest mu niezbędne do zdrowego funkcjonowania – witaminy, minerały, enzymy i inne substancji, których niedobór grozi osłabieniem odporności i zwiększa zapadalność na rozmaite choroby, w tym nowotwory.

Swoją uwagę Hagiwara skupił na ziołach – to ich mocy przypisywał własne wyleczenie.  Wymyślił i opatentował metodę takiego  ich suszenia, by nie traciły cennych właściwości, a równocześnie stały się równie łatwe do przyrządzenia jak kawa rozpuszczalna. Wciąż poszukiwał jednak tego najlepszego środka, jakiegoś panaceum, skupiającego w sobie wszystkie możliwe zalety, za to nie powodującego skutków obocznych. I znalazł!

 Po licznych próbach i doświadczeniach uznał wreszcie, że szczególnie obiecujące jest działanie liści młodego jęczmienia. Napotkał jednak problemy natury technicznej – okazało się, że musi wymyślić także nową technologię ich przetwarzania, gdyż rozwiązania, które stosował w przypadku ziół, tu się nie sprawdzały. Zielony jęczmień należało suszyć w znacznie niższej, pokojowej temperaturze i szybciej, najlepiej natychmiast po zbiorach, bo błyskawicznie brązowiał, tracąc wiele cennych substancji (podobnie jak przy zamrażaniu).

Jednak japońskiemu doktorowi udało się wreszcie osiągnąć cel i opracować recepturę proszku z soku zielonego jęczmienia o właściwościach porównywalnych ze świeżą rośliną. W 1980 roku wprowadził go na rynek japoński. Jedna dekada wystarczyła, by Japończycy przekonali się o jego niezwykłych właściwościach. Wówczas Hagiwara postanowił namówić także Amerykanów, by zadbali o siebie za pomocą jego proszku. W 1981 roku ustanowił Instytut Zdrowia im. Hagiwary, będący dziś głównym źródłem informacji na temat leczniczych właściwości traw. Ale już nie jedynym. Podobne badania prowadzone są między innymi na uniwersytetach w Tokio, Kalifornijskim oraz Davisa i George’a Washingtonów w Waszyngtonie DC. Wszystkie one potwierdzają odkrycia doktora Hagiwary na temat leczniczych właściwości młodych listków zbóż, a zwłaszcza młodego jęczmienia.

Nic dziwnego, że szybko znalazł on naśladowców i na rynku pojawiło się sporo nowych preparatów z zielonego jęczmienia. Przy produkcji żadnego z nich jednakże nie są stosowane wypracowane przez Hagiwarę, podczas lat badań, unikalne metody produkcji, pozwalające zachować wszystkie zalety listków młodziutkiego jęczmienia, a równocześnie przystosowujące uzyskany proszek do błyskawicznego przyrządzania. Dlatego warto zwrócić uwagę na oryginalne produkty firmy Green Foods Corporation, zalecane przez Instytut Zdrowia Hagiwary. Należy do nich Green Magma – suszony sok z młodego jęczmienia, połączony z maltodekstryną (około 5% w całym produkcie), węglowodanem pozyskiwanym ze skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej, pomagającym wiązać enzymy i składniki odżywcze dzięki temu, że chroni je przed utlenianiem. Przy czym jest ona cukrem złożonym, bezpiecznym dla cukrzyków (nie podnosi stężenia cukru we krwi). Zapobiega między innymi rozkładowi cennego chlorofilu, który inaczej w kontakcie  z tlenem mógłby rozłożyć się do postaci toksycznego feoforbitu.

Dodajmy, że Green Foods Corporation mieści się wśród pól uprawnych na ekologicznie czystym terenie, co pozwoliło rozwiązać problem szkodliwego dla młodego jęczmienia transportu – praktycznie w ciągu najwyżej 45 minut od chwili ścięcia trafia on do przetwórni.

Co zawiera ów preparat?

 Otóż znajdujemy w nim następujące składniki odżywcze:

Aminokwasy – tryptofan, kwas glutaminowy, alanina, kwas asparginowy, metionina, arginina, lizyna, cystyna, glicyna, histydyna, izoleucyna, leucyna, fenyloalanina, prolina, seryna, treonina, tyrozyna, walina, małe polipeptydy;

Enzymy – dysmutaza nadtlenowa, peroksydaza, fosfataza, katalaza, oksydaza cytochromowa, DNaza, RNhaza i bardzo wiele innych, w tym 80 jeszcze niezidentyfikowanych;

Fitochemikalia – chlorofil, karotenoidy, bioflawonoidy, hormony wzrostu, RNA, DNA;

Witaminy – C, E (bursztynian), A (beta-karoten), B7 (biotyna), B4 (cholina), kwas foliowy, witamina B1 (tiamina), B2 (ryboflawina), B3 (niacyna), B6 (kwas pantotenowy) oraz K;

Minerały i pierwiastki śladowe – cynk, selen, fosfor, potas, wapń, bor, chlorki, chrom, kobalt, miedź, jod, żelazo, magnez, mangan, nikiel, sód, siarka i inne;

Kwasy tłuszczowe: linoleninowy i linoleowy.

To prawdziwa bomba odżywcza! Trzeba jednak pamiętać, by koktail z “zielonego proszku” należy pić bardzo powoli, zwłaszcza jeśli spożywa się dużo mięsa.

A jak działa na organizm?

Zwróćmy uwagę na przykład na chlorofil. Słynny uczony E. Bircher nazwał go „skondensowaną energią słoneczną” i ustalił, że „pobudza pracę serca, układu naczyniowego, jelit, macicy i płuc. Działa wzmacniająco ze względu na swe właściwości pobudzające i trudno porównać go z jakąkolwiek inną substancją”. Ma skład podobny do składu hemoglobiny. Od dawna znany jest między innymi ze swojej właściwości leczenia owrzodzeń i ran. Wpływa na pobudzenie pracy tkanek i ich regenerację. Jest lekarstwem na krwawiące dziąsła, opryszczkę pękające wargi, ropotok, zapalenie dziąseł, a nawet ból gardła. Zwalcza bakterie beztlenowe wytwarzające nieprzyjemny zapach, zatem preparaty, w skład których wchodzi, są doskonałym środkiem neutralizującym nieprzyjemne wonie – na przykład potu, a także woni z ust. Działa ponadto przeciwzapalnie i dezynfekująco. Chroni przed szkodliwym promieniowaniem emanowanym przez sprzęt elektroniczny. Dba o dotlenienie organizmu. Dlatego tak ważne jest, by nie zniknął z leczniczego preparatu podczas przetwarzania liści młodego jęczmienia.

Zawarte w Green Magmie składniki (między innymi karotenoidy i witamina E) wzmacniają układ odpornościowy, zmniejszają ryzyko zachorowania na nowotwory (tutaj szczególne znaczenie ma bursztynian a-tokoferolu, postać witaminy E, który stymuluje wytwarzanie prolaktyny hamującej rozwój ludzkich komórek rakowych w kulturach, w których inne tokoferole okazały się nieskuteczne) i choroby naczyniowo sercowe.  Ponadto liście młodego jęczmienia zapobiegają arteriosklerozie i to równie skutecznie jak lek przepisywany przeciw tej chorobie – Probutol – nie wywołując przy tym żadnych skutków ubocznych. Działa przeciwzapalnie w przypadku artretyzmu, obrzęku, podagry, zapalenia torebki stawowej i innych stawów zapalnych.

Jest  niezwykle skutecznym antyutleniaczem zwalczającym wolne rodniki odpowiedzialne za starzenie organizmu i większość chorób – między innymi raka, HIV i innych, związanych z niewydolnością układu odpornościowego. Według dr. Kuboty z Uniwersytetu w Tokio „szczególna cząstka zwana P4D1 będąca składnikiem soku z zielonego jęczmienia wykazuje wyjątkową zdolność odbudowywania DNA komórkowego” – co oznacza, że sok ów regeneruje uszkodzone geny.

Ponadto  Green Magma zapobiega i przyspiesza leczenie choroby wrzodowej układu pokarmowego, wrzodziejącego zapalenia okrężnicy (łagodzi objawy – w tym silne krwawienia odbytnicze), przynosi dobre rezultaty w łagodzeniu patologicznych objawów związanych z zapaleniem trzustki, obniża poziom cholesterolu we krwi, zapobiegając miażdżycy tętnic (co jest ważne np. dla chorych na cukrzycę typu II, szczególnie narażonych na tę przypadłość) i chorobom naczyniowym związanym z hipercholesterolemią. Dobre wyniki osiągnięto również, stosując „zielony proszek” przy chorobach krwi – na przykład talasemii, czyli niedokrwistości tarczowo-krwinkowej, w której pacjent nie wytwarza wystarczającej ilości hemoglobiny.

Do tego pomaga oczyścić organizm z substancji toksycznych zawartych w produktach spożywczych, między innymi sztucznych konserwantów. Poprawia krążenie krwi, pracę jelit. Jest dobrym środkiem zwalczającym choroby skóry –  w tym trądzik, egzemę, atopowe zapalenie skóry,  leukopatię objawiającą się białymi plamkami w ustach. Spowalnia nawet powstawanie zmarszczek! Jak stwierdził Yoshilde Hagiwara: „Silne działanie regenerujące proszku z jęczmienia, skutecznie zapobiegające nowotworom, posiada dodatkowy walor, gdyż sprawia, że skóra jest ładniejsza”.

Przy czym badania w nad tym specyfikiem wciąż trwają, istnieje więc duża szansa, że naukowcy jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa i przetwory z liści młodego jęczmienia sprawią jeszcze niejedną miłą niespodziankę.