V0pk9kpTURBXy9mNjA4ZjJiYmVhNDViMTRhZWMxNTNlNTEyMTlkNDNlNi5qcGeSlQMAPM0HgM0EOJMFzQSwzQKF3gABoTAB

DOBRE STRONY DIETY WEGETARIAŃSKIEJ tekst Anna Kotlarek

Różne formy wegetarianizmu cieszą się w Polsce coraz większą popularnością. Jeszcze w 2019 roku bezmięsną dietę preferowało około 1 miliona Polaków, by po zaledwie roku liczba ta wzrosła do 3 milionów.

 

Wegetariańska dieta była powszechnie stosowana od wieków w różnych kulturach, na całym globie. Zapisy o takim sposobie żywienia pojawiają się w świętych księgach wszystkich religii oraz mitologiach od zarania dziejów.

 

Skutki nadmiernego spożywania mięsa

 

Obecny trend żywieniowy coraz częściej jest wynikiem świadomego dbania o zdrowie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Powojenne lata charakteryzowały się wzrostem spożywania mięsa wśród społeczeństwa. Jednocześnie wzrastały wskaźniki zachorowań na raka, choroby serca, cukrzycę, otyłość, demencję, czy Alzheimera. Z biegiem lat objawy takie jak:  brak energii, złe samopoczucie, zaburzenia snu, problemy z koncentracją, zatrzymywanie wody w organizmie, zaparcia lub biegunki stały się powszechnymi objawami. Wiele badań naukowych, jako główny czynnik sprawczy takiego stanu rzeczy, wskazuje nadmierne spożywanie mięsa i produktów odzwierzęcych.

 

Dieta bogata w białko odzwierzęce – czy warto?

 

Dr Colin Campbell – amerykański biochemik, ponad 50 lat temu brał udział w projekcie na Filipinach, którego celem było odkrycie przyczyn wysokiej zachorowalności wśród tamtejszych dzieci na raka wątroby. W ciągu 10 lat badań okazało się, że najczęściej na tę chorobę zapadały dzieci z bogatych rodzin, których dieta obfitowała w białko pochodzące z mięsa i produktów odzwierzęcych.

Inne badanie, przeprowadzone w Indiach na szczurach, potwierdziło, że zmieniając ilość białka pochodzenia zwierzęcego, a szczególnie kazeiny w diecie, zmienia się nasilenie zmian nowotworowych. Bezpiecznymi okazały się białka pochodzenia roślinnego.

Te odkrycia doprowadziły dr. Campbella w 1983 roku do przeprowadzenia jednego z największych badań, które było wspólnym dziełem Uniwersytetu Cornella w Oxfordzie i Chińskiej Akademii Medycyny Prewencyjnej, znanego jako badanie chińskie.

Projekt trwał przez 20 lat i niezbicie dowiódł, że dzięki naszym wyborom żywieniowym mamy wpływ na własne zdrowie. Badania potwierdziły, że ludzie na diecie roślinnej byli znacznie zdrowsi i nie cierpieli na choroby przewlekłe. Co więcej okazało się, że takie dolegliwości jak:

– choroby serca,

– rak,

– rozedma płuc,

– Alzheimer,

– cukrzyca,

– otyłość,

– choroby wątroby i nerek,

– choroby autoimmunologiczne,

– osteoporoza,

– ciśnienie krwi i wiele innych, ustępują dzięki zmianie nawyków żywieniowych.

 

Zdrowotne korzyści diety wegetariańskiej

 

Dieta jarska zwalcza komórki rakowe 8x lepiej, niż dieta osoby jedzącej mięso. Ponadto, w jednym z badań przeprowadzonym na kobietach, wykazano, że zaledwie 2 tygodnie stosowania diety wegetariańskiej znacząco spowalnia i zatrzymuje rozwój raka piersi.

 

Innym spektakularnym odkryciem jest badanie nad obniżeniem stanów depresyjnych u osób, z których diety usunięto mięso, ryby oraz jajka, a w zamian wprowadzono produkty zielone. Tutaj również wystarczyło 14 dni na poprawę nastroju. Dzieje się tak, ponieważ niektóre owoce i warzywa zawierają wysokie stężenie serotoniny i dopaminy.

 

Warto przytoczyć również Finlandię, która w latach siedemdziesiątych XX wieku była w czołówce krajów spożywających mięso. Niestety przodowała także w liczbie zgonów ludzi spowodowanych chorobami serca. Rozpoczął się wówczas projekt jagodowy, aby pomóc hodowcom bydła mlecznego przejść na uprawę jagód, a w konsekwencji zmniejszenia spożywania mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego. Zmiana żywienia w skali kraju, dała spadek o 80% zachorowalności na dolegliwości związane z układem krążenia..

 

Dlaczego warto zdecydować się na dietę bezmięsną?

 

Ludzie przyzwyczaili się do zaleczania swoich dolegliwości. Zgadzają się na wieloletnie przyjmowanie leków, a co za tym idzie obniżenie jakości życia. Często nie wiedzą, że najlepszym lekarstwem jest jedynie zmiana diety na taką, która zawiera dużo błonnika oraz dobrej jakości tłuszcze roślinne. Dzięki czemu pozytywnie wpływa na perystaltykę jelit oraz pracę układu sercowo-naczyniowego. Dieta roślinna dostarcza dużych ilości kwasów tłuszczowych, witamin i składników mineralnych, wspomagających funkcjonowanie układu immunologicznego, a tym samym może obniżyć ryzyko wystąpienia chorób cywilizacyjnych i nowotworowych, ponieważ zawiera duże ilości przeciwutleniaczy i antyoksydantów.

Anna Kotlarek

Konsultantka Psychobiologii Vedica ® dr M. Radziszewskiej.
Łączy podejście medycyny wschodniej z tym, co nam wiadomo o zdrowiu na Zachodzie.
Mediator, filolog, autorka książki „Rozwód z samym sobą”.

Produkty roślinne do kuchni wegańskiej

Międzynarodowa kuchnia wegańska, czyli roślinne przepisy z całego świata

https://purana.hillconnect.pl/ksiazki/kuchnia-roslinna/

Jaka jest kuchnia wegańska? Przede wszystkim lekka, bezmięsna, ale i bardzo kolorowa oraz doskonale doprawiona! Dużą zasługę mają tu międzynarodowe przepisy, które pokazują, że można na diecie wegańskiej jeść naprawdę fantazyjnie, bez ograniczania się stale do tych samych produktów.

Wegańskie przepisy – czym się charakteryzują?

Na czym polega kuchnia wegańska? Na pozyskiwaniu składników odżywczych wyłącznie ze źródeł roślinnych. Białko czerpie się zatem głównie z nasion roślin strączkowych, tłuszcze – z orzechów, nasion i olejów, a węglowodany ze zbóż, warzyw i owoców. Do tego oczywiście dochodzi cały wachlarz ziół i przypraw, dzięki którym miksowane, formowane, pieczone, gotowane, wyciskane czy smażone potrawy nabierają prawdziwego, wybornego smaku. Kuchnię wegańską mają w swoich tradycjach praktycznie wszystkie kraje świata, choć często możemy nie zdawać sobie z tego sprawy. Przykład? Choćby nasze ulubione pierogi z kapustą i grzybami! Zalety diety wegańskiej są wręcz niezliczone – to przede wszystkim poprawa trawienia, mniejsza kaloryczność potraw, lepsze samopoczucie, poprawa parametrów zdrowotnych. Warto wspomagać się jednak superfoods, takimi jak spirulina czy chlorella, aby mieć pewność, że w organizmie nie zabraknie żadnych składników bioaktywnych.

Dieta roślinna przepisy – skąd czerpać?

Dla osób, które postanowiły przejść na weganizm, początkowo ten sposób odżywiania może stanowić spory kłopot. Z biegiem czasu można jednak nauczyć się, jakimi produktami roślinnymi zastępować produkty zwierzęce. Zatem, jeśli interesuje Cię dieta roślinna, przepisy z dobrej jakości źródeł są zdecydowanie warte uwagi. Dzięki nim nauczysz się podstaw łączenia składników, zagęszczania, doprawiania, smażenia czy pieczenia, a to spowoduje, że późniejsze eksperymenty kulinarne staną się o wiele łatwiejsze. Wegańskie przepisy z kuchni jogina (https://purana.hillconnect.pl/kuchnia-jogina-cz-1-i-2-piotr-henschke/), bądź czerpane bezpośrednio z kuchni indyjskiej (https://purana.hillconnect.pl/weganska-kuchnia-indyjska-i-weganska-kuchnia-indyjska-i-kuchnia-na-co-dzien-richa-hingle/) z pewnością odmienią Twoją dietę na lepsze. A co najważniejsze – będziesz jeść każdego dnia maksymalnie zdrowo i niezwykle smakowicie!

Dlaczego warto czerpać z kuchni świata?

Dostępność owoców, warzyw, kasz, makaronów, przypraw i innych składników jest obecnie fantastyczna, a to sprawia, że bardzo łatwo jest pozyskać wszystkie produkty niezbędne do wykonania takich potraw jak curry z dyni, soczewicy i kokosa, czy pieczywo z płatków owsianych i ziaren. Czerpiąc swoją wiedzę o kuchni wegańskiej wprost z fantastycznych książek kucharskich, będziesz mógł krok po kroku rozwijać swoje umiejętności kulinarne i zupełnie przy okazji stać się ekspertem od kuchni indyjskiej czy japońskiej! To doskonała opcja dla osób, które nie tylko chcą odżywiać się zdrowo, ale także różnorodnie – smakować zarówno wschodnich słodko-kwaśnych potraw z dużą ilością pikantnych przypraw, jak i przyrządzać sobie lekkie, dodające energii śniadania czy kolacje składające się ze świeżego pieczywa pieczonego w domu i pożywnych past warzywnych. Wbrew pozorom kuchnia wegańska nie jest czasochłonna, monotonna ani skomplikowana – najwyższy czas, abyś się o tym przekonał, sięgając po dobrą kulinarną lekturę!

młody jęczmień na polu

Młody jęczmień – zbawienny wpływ na organizm

Stosowanie suplementów diety jako wsparcia codziennego, zbilansowanego jadłospisu może okazać się dobrym krokiem w stronę lepszego samopoczucia i utrzymania dobrego zdrowia oraz młodego wyglądu przez długie lata. Warto sięgać po tak zwane superfoods – produkty naturalne, których skład jest bardzo bogaty, a przez to cechują się one niezwykłymi właściwościami. Jednym z nich jest młody jęczmień. Jakie ma zalety?

 

Czym jest młody jęczmień?

 

Młody jęczmień to tak naprawdę doskonale wszystkim znane zboże jęczmienia. Kluczowe jest jednak stadium, w którym zostaje ono poddane obróbce w celu pozyskania z niego najbardziej wydajnego, łatwego w przechowywaniu, transporcie i spożywaniu suplementu diety. Otóż młody jęczmień to nie w pełni dojrzała roślina – zielona, o miękkich pędach, bogata w soki. To właśnie sok z młodego jęczmienia, po sproszkowaniu, jest najczęściej stosowany jako suplement diety. Proszek ten o delikatnym trawiastym smaku można łatwo włączyć do diety – wsypując do herbaty, soku, koktajlu czy posypując nim potrawy.

 

Młody jęczmień zalety – co zawiera?

 

Młode pędy jęczmienia są bardzo bogate w aminokwasy roślinne, które mogą przysłużyć się utrzymaniu sytości i budowaniu mięśni. Ma też mnóstwo chlorofilu – zielonego barwnika roślin o silnym działaniu antyoksydacyjnym i przeciwzapalnym, witaminę A, B, C i E, kwas foliowy, biotynę, kwas pantotenowy i pełne spektrum minerałów: selen, cynk, magnez, żelazo, fosfor, potas, miedź, jod, siarkę, brom, mangan, wapń.

 

Młody jęczmień właściwości zdrowotne

 

Przede wszystkim młody jęczmień jest bardzo dobrym wsparciem dla chorób neurodegeneracyjnych. Wymiata wolne rodniki, pomagając zapobiegać chorobie Alzheimera czy Parkinsona. Zapobiega tworzeniu się stanów zapalnych i wspomaga ich leczenie, szczególnie w zestawieniu z dietą przeciwzapalną. Wysoka zawartość witamin, w tym tych o działaniu antyoksydacyjnym, pozwala zapobiegać utlenianiu się komórek na skutek stresu czy niekorzystnego wpływu środowiska. Tym samym, zawarte w młodym jęczmieniu antyoksydanty mogą pomóc utrzymać dłużej młodą skórę czy sprawny wzrok. Liczne związki zawarte w młodym jęczmieniu wspierają także proces detoksykacji przeprowadzany w wątrobie, a nawet regeneracji narządów. Błonnik, który znajduje się w młodym jęczmieniu, pomaga opóźniać wchłanianie glukozy do krwi, a także obniża poziom cholesterolu.

 

Czy młody jęczmień pomaga w odchudzaniu?

 

Jeśli chodzi o młody jęczmień, zalety tego suplementu z pewnością docenią osoby poszukujące sposobu na przyspieszenie przemiany materii. Z uwagi na duże ilości błonnika wspomaga on perystaltykę jelit. W połączeniu ze zdrową, niskokaloryczną dietą oraz aktywnością fizyczną, młody jęczmień może stanowić bardzo dobre wsparcie dla procesu odchudzania. Sprzyja wypełnieniu żołądka, czym wydłuża okres sytości, dostarcza cennych aminokwasów i lekko przyspiesza przemianę materii. Z tego też względu uważać na niego powinny osoby o szczególnie wrażliwym żołądku – warto na początek ostrożnie dawkować ten suplement, sprawdzając reakcję swojego organizmu na jego działanie. Warto go używać nie tylko przy odchudzaniu, ale również wtedy, gdy ma się na co dzień do czynienia z silnym stresem (na przykład zawodowo), chce się utrzymać młody wygląd na dłużej, cierpi się na nawracające stany zapalne albo gdy żyje się w zanieczyszczonym środowisku – na przykład w centrum dużego miasta. Młody jęczmień subtelnie pomoże utrzymać zdrowie, smukłą sylwetkę i młody wygląd na długi czas!

medycyna indyjska

Medycyna Wschodu

Mimo rozwoju medycyny wciąż warto czerpać z naturalnych metod uzdrawiania ciała oraz przywracania równowagi ducha. Techniki znane w medycynie chińskiej czy indyjskiej liczą sobie nierzadko tysiące lat. Sprawdziły się wielokrotnie, do tego poza samym leczeniem koncentrują się również na filozofii życiowej.

 

Medycyna Wschodu – metody

 

W odróżnieniu od medycyny zachodniej, jej wschodni odpowiednik obejmuje szerokie spektrum ludzkiego życia. Medycyna chińska czy hinduska skupia się na zapobieganiu chorobie. Jeśli nie uda się uniknąć zachorowania, wykorzystuje się odpowiednie metody, aby usunąć jej źródło, a nie same objawy. Równowaga musi zostać przywrócona na każdym poziomie ludzkiej egzystencji.

Wśród naturalnych technik uzdrawiania znajduje się m.in. medytacja, ziołolecznictwo oraz regeneracja organizmu, dająca mu czas i energię na odzyskanie sił. Zaliczają się do nich również zabiegi oczyszczające ciało z toksyn fizycznych oraz mentalnych. Kolejne metody to akupresura, akupunktura, feng shui czy tai-chi. Nie bez znaczenia pozostaje zbilansowana dieta oraz ćwiczenia fizyczne.

 

Ajurweda jako holistyczne spojrzenie na człowieka

 

Istotę medyczno-metafizycznej wiedzy o uzdrawianiu, jaką jest ajurweda, stanowi świadome dążenie do uzyskania pełnej równowagi. Nie chodzi jedynie o niwelowanie problemów zdrowotnych. Naturalna równowaga dotyczy zarówno ciała, jak i umysłu. Ajurwedyjskie techniki opierają się na ścisłej więzi z naturą, środowiskiem, w którym żyjemy. Można je nazwać systemem filozoficznym skupionym na badaniu sensu życia – samopoznaniu oraz samospełnieniu.

Według specjalistów ajurwedy, danego człowieka można nazwać zdrowym nie tylko wtedy, gdy nie dokuczają mu żadne dolegliwości. Medycyna indyjska (szczególnie ajurwedyjska) określa w ten sposób osobę z dobrym samopoczuciem. To ktoś, komu nic nie doskwiera, nie gnębią go ponure myśli, śpi spokojnie, a także otaczają go życzliwi ludzie. Cechuje się pełnym zdrowiem, prócz tego bezpiecznie się czuje w swoim środowisku.

Aby korzystać z dobrodziejstw medycyny Wschodu, trzeba wykazać się otwartością umysłu. Sceptycyzm może nie przeszkadzać przy działaniach na ciało, ale zablokuje efektywność procedur służących przywracaniu równowagi duchowej.

Rozwód z samym sobą

Rozwód z samym sobą Anna Kotlarek

https://purana.hillconnect.pl/?s=rozw%C3%B3d+z+samym

 

Miłość, jak podaje Wikipedia, jest typem relacji międzyludzkich. W chrześcijaństwie definiowana jako „dążenie bytu do dobra”, uważana za najważniejszą cnotę oraz sens życia człowieka. Rodzimy się, żyjemy i umieramy albo otoczeni miłością, albo cierpiący z powodu jej braku. Szukamy, czekamy, wypatrujemy jej na każdym kroku. Poświęcamy wszystko dla miłości. Tylko dlaczego, skoro raz ją zdobędziemy, odkryjemy, przypieczętujemy, ślubujemy, bardzo szybko zapominamy, że była podstawą działania? Dlaczego zapominamy, jak było na początku? Co takiego sprawia, że zaczyna nas nużyć?

Od dzieciństwa przyglądamy się związkom innych. Najpierw z zachwytem, potem z zazdrością, a w końcu pełni rozczarowania i rozgoryczenia. To wszystko miało być wspaniałe, wypełniać wszystkie braki życia. Okazywało się często kłamstwem, zwykłą przykrywką, towarem na pokaz, w końcu towarem deficytowym. Przychodzą pytania o sens przyszłego szczęścia, śnionego pod dziecięcymi powiekami. Czy po to przez chwilę przeżywałaś szczęście, żeby zostały już tylko wspomnienia? Poważnie? To o to tyle krzyku? Tyle pragnień? Żeby na końcu zostać z pustymi rękami? Z pustym sercem? Z żalem pod pachą?

Wiele energii i wysiłku wkładamy w pracę, w zarabianie pieniędzy, żeby stać nas było na życie, na mieszkanie, dom, samochód, wakacje. Gdzieś po drodze zapominamy, że drugi człowiek, który zasypia obok nas, też potrzebuje uwagi. Zapominamy, że jedyne co mamy, to chwile, i tylko od nas zależy, jakie one będą. Przydarzają się cały czas, a większość z nich upychamy pomiędzy jedno a drugie tykanie godziny, czekając na te, które dopiero mają nadejść. Roztrwaniamy te, które właśnie trwają, usychają, blakną, przemijają. Jakby ich nigdy nie było. Pozostają w kolejnej zmarszczce przy oku.

W dzisiejszym świecie łatwo zapomnieć, że życie składa się właśnie z takich fragmentów, które czasem nawet nie pasują do siebie, odstają na brzegach, jak źle dobrane elementy puzzli. Czasem poszarpane i pourywane. Przerwane w pół słowa, w pół gestu, w pół krzyku. Wszystkie zwycięstwa i wszystkie porażki to chwile powstałe z innych momentów, z raptownych pragnień,  niechęci. Wszystkie łzy i wszystkie uśmiechy to chwile zatrzymane na zdjęciach życia. Wcale nie wyretuszowane i niedoskonałe, ale wyjątkowe, bo nasze, własne. Stanowią zapis wszystkich porażek i zwycięstw, które nas ukształtowały, doprowadziły właśnie do tego miejsca.

Takie mamy czasy, że wszystko trzeba ulepszać, upiększać, wystawiać na pokaz, ścigać się w liczbie „łapek w górę”. Więcej czasu spędzamy patrząc w twarze znajomych z pracy, obcych ludzi na ekranie telefonu, niż w twarz człowieka, bez którego kiedyś nie wyobrażaliśmy sobie życia.

Anna Kotlarek, w swojej książce Rozwód z samym sobą podsumowuje, że po latach małżeństwa ludzie mają wszystkie sprawy wspólne i są sobie tak obcy, jak to tylko możliwe. Życie toczy się każdego dnia na swoich „kulawych nogach”. Czasem przynosi jakieś wzruszenia. Żadne z was ani nie szuka siebie, ani nie oczekuje od siebie niczego ponad wspólne codzienne posiłki.

Książka jest zapisem wielu historii różnych kobiet i mężczyzn, zastanych w chwili załamania, które wcale nie pojawia się nagle, ale do którego bohaterowie dochodzili latami. Ludzi, którzy zapomnieli, dlaczego kiedyś przysięgali sobie bycie razem na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie. Historie złożone z emocji, żalu i wściekłości, przepełnione goryczą, w poczuciu zmarnowanego życia. W punkcie, w którym trudno pamiętać to, co było najlepsze.

Prowadzi nas od wspomnień pełnych młodzieńczego zapału i wiary, poprzez fale żalu i zawodu, poczucia bezsilności. Zmierza do ukazania tego, że największa siła drzemie w nas i z nas pochodzi. Nikt cię nie uratuje, jeśli nie zobaczysz siebie prawdziwego. Kiedy spoglądasz w lustrze i widzisz zmęczonego, zagniewanego człowieka, to dokładnie tak samo dostrzeżesz innych.

Tytułowy rozwód, jest zrezygnowaniem z tego wszystkiego, za czym się schowaliśmy. To rozwód z wszystkimi narzuconymi rolami i cudzymi oczekiwaniami. Wciąż niesiesz swoje role córki, wnuczki, siostry, żony, matki, synowej, przyjaciółki. Robiąc, ile możesz, żeby je wypełnić i wciąż słyszysz: „Weź jeszcze moją! Ja jej nie chcę. Ja nie nauczyłem się. Mnie się nie chce nauczyć. Wystąpiłem raz i nie udało mi się. Nie będę tego więcej grał. Weź moją rolę męża i ojca. Ja zostawię sobie tyko rolę syna.

Tylko jak zdjąć z siebie te wszystkie warstwy, które zamiast ciepła i ochrony, dają tylko samotność, ból i złość? Jak rozwieść się z emocjami, które rodzice pokazywali? Odnaleźć siebie. Masz być sobą. To największe przykazanie. Tylko i aż, bo droga do siebie samego okazuje się najtrudniejszą wyprawą na nieznane wody. Autorka nie daje żadnej recepty na szczęśliwe zakończenie, bo każdy ma swoją wersję własnej bajki. Mimo to, po przeczytaniu książki, człowiek czuje w sobie siłę do działania, do wyjścia ze skostniałych schematów ofiary życia. Zaczyna wierzyć, że każdy zdobywa świat po swojemu. Każdy podnosi się z kolan po swojemu.

Książka, wprawdzie zawiera początek i koniec, ale można ją również czytać dowolnie Spoiwem łączącym wszystko są upadki w związkach. Czy pamiętasz, kiedy zaczęliście upadać? Zaczęło się znienacka i cicho, czy od razu głośno i bez żadnych reguł? Pytania o sens zdrady. Odejścia od rodziny. Ucieczki od problemów. Porzucenia partnera dla kogoś innego, nowego, kogo nie zawiodło się wiele razy i kto nie ma jeszcze pretensji o milion spraw. Łatwo jest być miłym dla kogoś, kto nie zna ciebie od tylu lat i widzi tylko powłokę wszystkich rozdarć i pęknięć.

Ile cierpień można by uniknąć, gdyby każdy zaczął od wyprawy w przeszłość? Pobiegł trochę do tyłu, a potem wzdłuż swojego życia. Zatrzymał się na chwilę i przyjrzał, jak było. Zobaczył siebie i człowieka, którego mija codziennie. Następnie z całą tą wiedzą wyprzedził siebie i pobiegł w przyszłość, w której zamienił partnera na kogoś innego. Gdzie czuje się szczęśliwy i spełniony, ale przecież w przeszłość było tak samo. Dopóki tego pierwszego zachwytu nie zaczęły ubierać problemy, zaniedbania, niechcenia i żale. Zatoczyłeś koło. Myślisz, że zmieniając tylko jedną osobę w równaniu, zmienisz przyszłość? Biegnij. Węsz. Szukaj. Czy jutro będziesz tak samo kochać człowieka, który dziś nie zdążył cię jeszcze zranić i nie posypał soli na tę ranę? Przecież już tam byłeś. Twoja przeszłość jest twoją przyszłością. Możesz dojść o wiele dalej, zmieniając tylko siebie.

Tą zmianą może być właśnie przypomnienie sobie pierwszego spotkania, radości, uczucia miłości do tej osoby, której twarz po kilku wspólnych latach częściej wykrzywia grymas nienawiści. Oczu, które patrzą z pogardą, ale przecież coś do tego doprowadziło. Coś się stało. Byłeś tam. Widziałaś to. Cofnij, przewiń, a potem jeszcze raz i jeszcze. Poszukaj wzoru na rozpad. Dokop się do pierwszego oddalenia. Zacznij od pierwszych oczekiwań i braku zgody. Zacznij od pierwszych rozczarowań, bo to właśnie tam, za każdą wielką kłótnią o drobnostkę, która pozornie nic nie znaczy, stoi milion innych drobnostek, które urosły wzmocnione ciągłymi powtórzeniami. Każda drobnostka przypomina wielką sprawę z dzieciństwa, z życia z innym człowiekiem. Milion spraw stojących za jedną, nic nieznaczącą, powoduje eksplozję, której nie sposób zatrzymać, która przyniesie zniszczenia, pożar i zgliszcza.

Nie masz wpływu na drugiego człowieka i jeśli milion razy prosisz o to samo, to w końcu zaczynasz robić to samemu, ale w sercu pozostaje zadra i następnym razem od siebie dasz mniej.

Przecież kiedyś było odwrotnie, pamiętasz? Zaraz na początku. Każdego dnia chciało się dawać więcej i więcej. Twój związek rósł i rozkwitał każdego dnia. I nagle zaczął się jakiś ruch wsteczny. Nagle „czułość za czułość” zmieniła się w „wet za wet”.

Wydaje nam się, że jeśli już z kimś żyjemy, to posiadamy go na własność, zapominając, że każdy przychodzi ze swoją walizką. Każdy niesie swój ciężar. Umiemy patrzeć tylko z własnej perspektywy i zapominamy, że druga strona robi to samo. Nawet wasze oczy mają różny kolor, więc jak możecie widzieć tę samą rzecz tak samo? Siedzicie na różnych krzesłach. Chodzicie na własnych nogach. Macie dwa różne serca i dwie różne wątroby, przez które przetacza się złość i żal za różne winy.

Sama okładka książki – lustro – ma głęboką wymowę symboliczną. Wszystko co dostajemy od drugiego człowieka, jest tym, co dajemy sobie samym. Spójrz na siebie tak, jak chcesz, aby drugi człowiek spostrzegał cię. Trzeba najpierw samemu zobaczyć, żeby zostać zobaczonym. Przypomnieć sobie wszystkie swoje grzechy i przewinienia. I te z nieuwagi, i te z zapomnienia, i te z wściekłości, i te, których najwięcej – z poczucia niekochania.

Trzeba spojrzeć w lustro, zobaczyć siebie, a nie wciąż patrzeć na cudze osiągnięcia, cudze marzenia. Kiedy biegniemy za innymi wciąż upadamy, ale rzadko dostrzegamy to, o co się potknęliśmy, bo wciąż chcemy komuś dorównać, kogoś prześcignąć. Przecież chodzi o to, żeby pamiętać o sobie, żeby wiedzieć, dokąd się idzie. Nie rozpytywać o drogę, ludzi tak samo pogubionych. Trudno znaleźć własną ścieżkę, bo nikt nią wcześniej nie przechodził. Twojej drogi nikt jeszcze nie oświetlił jasnym płomieniem. Na twojej drodze nikt jeszcze nie upadł. Na twojej drodze nikt jeszcze nie płakał. Twoja droga nie wprawiła jeszcze nikogo w zachwyt.

Każdy z nas ma swoje sprawy do uprzątnięcia, dlatego w związku czasem ktoś wdrapuje się na strych, a ktoś sprząta piwnicę. Każdy potyka się o własne wspomnienia. Zapominamy, że każde szło do siebie z różnych stron. Zapominamy, że wcale nie szukaliśmy siebie, żeby się znaleźć.

Rozwód z samym sobą, jest jak rozwód z drugim człowiekiem: czasem jest źle i czasem brakuje tchu.  Czasem nie ma się sił, żeby wstać. Ale kiedy już się wstaje, ma się najlepsze widoki w pierwszym rzędzie własnego życia.

Anna Kotlarek

Konsultantka Psychobiologii Vedica ® dr M. Radziszewskiej.
Łączy podejście medycyny wschodniej z tym, co nam wiadomo o zdrowiu na Zachodzie.
Mediator, filolog, autorka książki „Rozwód z samym sobą”.

blog

Odkryj swoją Dharmę tekst Anna Kotlarek

ODKRYJ SWOJĄ DHARMĘ. WEDYJSKI PORADNIK POSZUKIWANIA CELU ŻYCIA.

SAHARA ROSE

 

Gdzie jest miejsce na bycie sobą?

https://purana.hillconnect.pl/odkryj-swoja-dharme-sahara-rose/

Przychodzimy na świat zupełnie nadzy i bezbronni. Pojawiają się odwieczne pytania czy jesteśmy czystą kartą i kształtuje nas środowisko czy jednak geny odgrywają kluczową rolę, a co z karmą? Rodzimy się w konkretnej kulturze, w przypisanej nam odgórnie rodzinie. Bardzo szybko jesteśmy uczeni, co nam wolno, a czego niewolno. Okazuję się, że słowo „nie” jest najczęściej padającym z ust rodziców, nauczycieli, środowiska, w którym dorastamy. Uczymy się, że to, co jest największym wykroczeniem, to być sobą. Trzeba być jakimś. Konkretnie opakowanym we wszystkie nakazy i zakazy.

Małe dziecko rośnie przekonane o swojej niedoskonałości. Ma dwa wyjścia: albo się przystosuje, albo zostanie wykluczone. Ostracyzm dla istoty społecznej, jakim jest człowiek, to jedna z najgorszych kar. Dlatego robimy wszystko, aby nie zostać wyrzuconym poza nawias społeczeństwa. Pomimo wewnętrznych rozpaczy, dylematów, każdego przejawu siebie, który nie przystaje do ogólnie akceptowanych norm.

Ciekawy świata człowiek jest usadzany w twardej ławce, razem z innymi pełnymi gotowości do nauki. Szybko okazuję się jednak, że nauka polega głównie na kopiowaniu, na wykuwaniu cudzych prawd, słów, ogólnych wzorów. Jej nieuniknioną częścią jest stopniowanie, nagradzanie i karanie. Wszyscy, którzy nie potrafią się przystosować, szybko poznają gabinet pedagoga i psychologa.  Przejawy bycia sobą, próby zwrócenia na siebie uwagi, krzyki rozpaczy, szybko są zagłuszane uwagami od nauczycieli, naganami szkolnymi, karami od rodziców, odrzuceniem z grupy rówieśniczej. Mamy być przeciętni, chociaż tajemnicą poliszynela jest, że większość przeciętnych ludzi ma depresję.

Samotne zmaganie się z codziennością jest trudne dla dorosłego, a co dopiero dla dziecka, którym „szarpią” hormony i dorośli wyładowujący złość. Czasem jedynym wyjściem, jakie widzi dorastający człowiek to samobójstwo. Niestety jak pokazują ostatnie lata, te drzwi wybiera coraz więcej osób.

 

Idź za swoim wewnętrznym głosem.

 

Sahara Rose w swojej książce Odkryj swoją dharmę Wedyjski poradnik poszukiwania celu życia mówi coś zupełnie innego, niż wszyscy dookoła: Nie mamy być lubiani. Mamy być dziwni. To w naszych dziwactwach jest nasza siła. Życie jest po to, aby przejawić naszą dharmę, czyli cel naszego istnienia. Każdy z nas rodzi się z talentami, które budują kosmiczną strukturę uniwersum i pomagają utrzymać jego globalną równowagę. Przed użyciem tych talentów powstrzymuje nas jedynie strach – najgroźniejszy twór ludzkiego umysłu.

Autorka sama doświadczyła, jak to jest robić wszystko, co społecznie wymagane i jednocześnie być głęboko nieszczęśliwą. Wie, co znaczy zostać odrzuconym przez własnych rodziców, ponieważ odważyła się żyć inaczej, niż oczekiwali od niej. Osiągnęła szczęście w życiu prywatnym, jak również sukces zawodowy, żyjąc zgodnie ze sobą. Dlatego jej książka przynosi prawdę, tak wypieraną przez społeczeństwo: Masz cel – jeśli tu jesteś, istnieje po temu powód. W życiu chodzi o ustalenie, co nim jest.

Sahara Rose podkreśla, że najważniejsze, to uwierzyć intuicji, przebłyskom samoświadomości. To takie momenty, w których zdajemy sobie sprawę, że życie to coś więcej, niż wykonywanie społecznych nakazów i zakazów. Wiesz, czujesz całym sobą, że masz cel, ale jeszcze nie masz pojęcia, jaki. Kiedy posłuchasz tego głosu, to czas zacząć pozbywać się nawyków, które temu nie służą. Cały twój światopogląd zmienia się, gdyż zyskujesz świadomość ograniczających przekonań przekazywanych z pokolenia na pokolenie i rozpoczynasz proces uzdrawiania. Ten etap zazwyczaj jest najtrudniejszy. Przeżywasz go często w samotności, ale dzięki temu zaczynasz dostrzegać możliwości, gdzie wcześniej widać było tylko lęk i wstyd. To te aspekty twojej osobowości, których najbardziej się wstydzisz, są miejscem, w którym kryje się twoja dharma. Kiedy zaczynasz dostrzegać swoją wartość, reszta świata nie ma wyjścia – też musi ją zobaczyć. Dharma, która jest darem twej duszy. Masz jednak również wolną wolę. Możesz włożyć ten dar do szafy i zapomnieć o jego istnieniu. Łatwiej udawać, że nie ma się celu, niż stawić czoła wyzwaniu.

Zastanów się jednak, co dało ci siedzenie w szafie? Może właśnie, dlatego czujesz się nieszczęśliwy, wypalony, brakuje ci energii, aby dalej żyć. Co masz do stracenia? Czy nie jesteś ciekawy, co kryje się za splotami lęków, uprzedzeń i oczekiwań, jakie nakłada na nas świat zewnętrzny?

 

Czas na dokonywanie swoich wyborów.

 

Sahara Rose obiecuje jedno, że kiedy odważymy się, zrezygnować z pozornie komfortowego życia w szafie, zdamy sobie sprawę, że przez cały ten czas żyła w nas prawda. Musisz porzucić wszystko, co nie jest tobą, aby stać się tym, kim naprawdę jesteś. Na tej drodze zacznie towarzyszyć ci poczucie szczęścia, które wcale nie będzie zależało od rzeczy, które posiadasz, czy ludzi, którzy ci przyklaskują. Szczęście to rodzaj kompasu, wskazującego drogę do twojej dharmy. Czas pytań i odpowiedzi, które przyniosą zagojenie ran wielu pokoleń:

  1. Przez co przeszli twoi przodkowie?
  2. Jaki jest wspólny temat, który pojawia się we wszystkich pokoleniach twojej rodziny?
  3. Czy istnieją jakieś traumy, które mogły zostać przekazane z pokolenia na pokolenie?
  4. W jaki sposób wydobędziesz je w tym życiu na powierzchnię, aby zostały uleczone i przeobrażone w coś pozytywnego?
  5. Jakie nauki czerpiesz od kobiet z twojego rodu?
  6. Jakie nauki czerpiesz od mężczyzn z twojego rodu?
  7. W jaki sposób urzeczywistniasz marzenia twoich przodków?

 

Masz prawo żyć swoim życiem, podejmować własne decyzje. Jeśli wciąż będziesz słuchać tych, którzy podobnie jak ty, mieli podcinane skrzydła, to będzie to powielanie tego samego błędu w nieskończoność, a przecież błędy powinny być tylko lekcjami, dzięki którym się uczymy, żeby nie upadać w tym samym miejscu.

Droga ku dharmie to także szczere spojrzenie na siebie: Czy jest coś, co budzi teraz twoje szczególne zainteresowanie? Co to mówi o twojej energii? Co interesowało cię w dzieciństwie? Co to o tobie mówiło? Co się dla ciebie naprawdę liczy? Czy jest coś, co uwielbiasz robić, ale nie masz na to czasu? W jaki sposób zamierzasz uczynić dharmę swoim priorytetem? Z czego przyjdzie zrezygnować, aby zwolnić miejsce na dharmę? Co zamierzasz sobie powiedzieć, gdy pojawią się wymówki?

Kluczem do wypełnienia naszej dharmy jest powrót do energetycznej struktury, z którą się urodziliśmy. Zasadniczo twoim jedynym zadaniem jest być sobą, czyli taką osobą, jaką jesteś. Bez masek i pozorów. Bez spełniania cudzych oczekiwań, które tłamszą.

 

Poznaj swoje talenty

 

W książce Odkryj swoją dharmę znajdziemy kilka testów, które mogą być pomocne w odkryciu naszych predyspozycji.

Archetyp dharmy, pokaże czy jesteś:

  • Nauczycielem, który ma uczyć i wskazywać drogę.
  • Opiekunem, łączącym ludzi i troszczącym się o nich.
  • Wizjonerem otwierającym drogę nowemu paradygmatowi.
  • Przedsiębiorcą tworzącym rentowny biznes, który zmienia świat.
  • Artystą tworzącym piękno.
  • Badaczem, pragnącym rozumieć świat.
  • Performerem budzącym emocje.
  • Aktywistą, który czyni świat bardziej sprawiedliwym.
  • Wojownikiem, który chroni i przewodzi.

Poszukując swojej dharmy nie musimy udawać się na drugi koniec świata, a widoki będą niesamowite. Pewne jest, że każdy, kto zaczyna szukać, znajduje. Może czas odpiąć „pasy bezpieczeństwa”, które zamiast nas chronić, uwięziły. Pamiętaj, nie jesteś winny tego życia nikomu, oprócz siebie.    

Źródło

https://www.onet.pl/styl-zycia/kobietaxl/odkryj-swoja-dharme-jest-za-twoim-wstydem/y2zpj94,30bc1058

Anna Kotlarek

Konsultantka Psychobiologii Vedica ® dr M. Radziszewskiej.
Łączy podejście medycyny wschodniej z tym, co nam wiadomo o zdrowiu na Zachodzie.
Mediator, filolog, autorka książki „Rozwód z samym sobą”.

Nieskończone 1

Nieskończone życie tekst Anna Kotlarek

https://purana.hillconnect.pl/nieskonczone-zycie-joaquin-camara/

Nieskończone  życie. Podróż duszy po śmierci.

Joaquin Cámara

Od momentu narodzin plan życia, który nosisz w sobie, jako dusza, zaczyna się realizować: wszędzie, w każdej sytuacji i każdym doświadczeniu, które napotkasz na swojej drodze. Nie ma przypadków.

 

W grudniu 2021 roku stan populacji wynosił około 7,9 miliarda. W ciągu roku rodzi się około 131 milionów ludzi, a umiera około 55 milionów. Konsekwencją narodzin jest ostatecznie śmierć. Temat nielubiany, niereklamowany, unikany na każdym etapie życia. Czyżby przerażało nas to, co nieznane a może poczucie, że pewnego dnia świat będzie dalej kręcił się bez nas, jest tak paraliżujące.

Wielu ludzi ufa, że życie to cud dany od Boga – jakkolwiek ten Bó jest nazywany – do którego po śmierci wraca dusza. Innych przekonuje ewolucja. Są także tacy, którzy nie wierzą w żadną siłę. Niektórzy nie przywiązują wagi, w jaki sposób zostaną pochowani, bo przecież ich już i tak nie będzie. Z kolei inni wykupują miejsce na cmentarzu, z wieloletnim wyprzedzeniem i piszą cały scenariusz pogrzebowy z dokładnością, na jaką nigdy nie zdobyli się w kwestii życia.

Wszyscy chcemy przeżyć szczęśliwie życie. Warto się zastanowić, co słowo „szczęście” oznacza dla nas. Niestety z reguły porównujemy się do innych. Nie widzimy własnego potencjału. Wstydzimy się swojej wyjątkowości, zagłuszając własną intuicję. Niektórzy mają poczucie zagubienia we własnym życiu, tkwiąc w wyniszczających nałogach, toksycznych relacjach, w depresji, w poczuciu beznadziejności. Czują, że mają dużo więcej do zaoferowania, ale coś ich zamraża, utrzymując w bezruchu.

 

Joaquín Cámara autor książki Nieskończone życie od wielu lat zajmuje się pomaganiem w odnalezieniu wyjścia z tego rodzaju poczucia „zamknięcia”. Pisze, że z czysto materialnego punktu widzenia można wierzyć, że życie jest niesprawiedliwe, bolesne lub bezsensowne. Jednak, kiedy poszerzy się perspektywę, kiedy odkryje się prawdziwą duchową naturę człowieka i prawdziwe działanie świata duchowego, wszystko nabiera nowego, znacznie głębszego znaczenia i mądrości. Nadal można odczuwać ból, nadal można doświadczać sytuacji, których się nie akceptuje, ale teraz można spojrzeć na nie w inny sposób, bo zna się ich przyczynę.

Autor zgłębia temat umierania i żałoby. Zajmuje się także regresingiem, techniką polegającą na cofnięciu pacjenta w przeszłość. Celem jest dotarcie do źródła traum, które są przyczyną zaburzeń psychicznych i emocjonalnych. Wprowadzony w stan hipnozy pacjent przypomina sobie zdarzenia z przeszłości, zarówno z obecnego wcielenia jak i z poprzednich żyć.

Kiedy poznajemy prawdziwą naturę śmierci i tego, co się dzieje po niej, tak naprawdę poznajemy życie. Cały sens naszej egzystencji zmienia się, kiedy otrzymujemy odpowiedzi na pytania: Skąd pochodzimy? Dokąd idziemy po śmierci? Co tu robimy? Dokąd zmierzamy?

Książka Joaquina Cámara jest wynikiem wielu lat wnikliwych badań nie tylko samego autora, ale innych naukowców, zgłębiających temat życia po życiu. Stanowi zapis regresji pacjentów, który pozwala zaobserwować, co się dzieje z człowiekiem od chwili śmierci, do ponownego wcielenia i do życia między wcieleniami. Śledzimy losy dusz, które w zależności od tego, jaka energia im towarzyszy w chwili śmierci, przechodzą przez różne płaszczyzny astralne.

             Obecne czasy są szczególnie trudne, łatwo pogubić się w chaosie informacyjnym, technologicznym, społecznym. Od najmłodszych lat jesteśmy wdrażani w schematy panujące w naszej kulturze. Nie mamy czasu lub ochoty na pobycie w ciszy. Nasze wewnętrzne potrzeby zagłuszane są przez potrzeby ogólnie pożądane.

 

Joaquin Cámara daje kilka praktycznych wskazówek, aby wejść w kontakt z samym sobą:

 

  1. Zwróć uwagę na powtarzające się wydarzenia w twoim życiu.

Musisz odpowiedzieć sobie, co je łączy? Uświadomić sobie, że jeśli z jakąś sytuacją sobie nie radzisz, to ona ma cię czegoś nauczyć. Zobacz przekaz, jaki niesie.

 

  1. Zaobserwuj nagromadzone emocje, w których utknąłeś i które wciąż cię ranią. Zacznij od zdania sobie sprawy z ich istnienia. Następnie zastanów się co je wywołuje i co powstrzymuje cię  od ruszenia z miejsca.

 

  1. Zdaj sobie sprawę z powtarzających się myśli, które blokują twój rozwój. Dotyczą one najczęściej przeszłości, albo obaw o przyszłość, a przecież najważniejsze jest teraz.

 

  1. Zadaj sobie pytanie. Dlaczego określony typ ludzi wyprowadza mnie z równowagi? Może czyjeś zachowanie przypomina osobę, przez którą zostałeś zraniony?

 

  1. Słuchaj swojej intuicji, Usłyszenie wewnętrznego głosu, możliwe jest, kiedy uwolnisz się od strachu i wstydu.  Wszystko, co staje na naszej drodze ma sens, a im szybciej zdobędziesz się na szczerość wobec samego siebie, tym łatwiej odnajdziesz własną drogę.

 

Z pewnością opisana w książce Joaquina Cámara rzeczywistość, może pomóc zrozumieć duchowe znaczenie wielu rzeczy, które nam się przytrafiają, ale jest to jedna z wielu możliwości prowadząca  do poznania samego siebie.

źródło Onet.pl

Anna Kotlarek

Konsultantka Psychobiologii Vedica ® dr M. Radziszewskiej.
Łączy podejście medycyny wschodniej z tym, co nam wiadomo o zdrowiu na Zachodzie.
Mediator, filolog, autorka książki „Rozwód z samym sobą”.

 

Do zobaczenia zdjecie

Do zobaczenia na szczycie tekst Anna Kotlarek

DO ZOBACZENIA NA SZCZYCIE.

Zig Ziglar

https://purana.hillconnect.pl/do-zobaczenia-na-szczycie/

Oglądałam kiedyś film o singielce, która wiecznie była na diecie, szukała wymarzonego partnera i rzucała palenie. Co kilka tygodni kupowała kolejne poradniki, żeby po jakimś czasie wszystkie wyrzucić do kosza i kupić następny. Każdy kolejny był związany z innym obszarem życia. Nie brała pod uwagę właściwego balansu między sferą fizyczną, psychiczną i duchową, co przekłada się na szczęście w życiu osobistym, rodzinnym i zawodowym.

Wielu z nas często sięga po jakiś poradnik skupiający się, tak jak w filmie, tylko na jednym aspekcie życia, zaniedbując inne. Na początkowym etapie nie doświadczamy negatywnych skutków, wynikających z braku właściwej równowagi. Ignorujemy brak czasu czy zmęczenie. Nasza codzienność, mimo, że dzieli się na wiele różnych aktywności, to stanowi całość. Osiągamy zadowolenie w życiu, kiedy wszystkie jego części mają się dobrze. Czy sukces zawodowy gwarantuje nam pełnię szczęścia, jeśli życie rodzinne runie w gruzach.

 

Zig Ziglar w swojej książce: Do zobaczenia na szczycie, połączył wszystko w całość, bo kiedy poskładasz siebie, twój świat też będzie poskładany. Dążenie do pełnego sukcesu porównał do wchodzenia po schodach:

 

  • 1 stopnień – budujemy zdrowy obraz siebie

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Istotne jest budowanie własnej wartości. Oczywiście niska samoocena bierze się głównie z dzieciństwa. Wielu z nas wciąż rozmyśla o niepowodzeniach. Pochyla się ze wstydem, kiedy inni rzucają upokarzające uwagi, myląc działanie z człowiekiem. Wciąż porównuje siebie, wyolbrzymiając cudzy sukces i pomniejszając własny. Zapomina, że doświadczenie nie ma nic wspólnego ze zdolnościami.

 

  • 2 stopień – uczymy się uznania wartości i zdolności innych ludzi oraz akceptowania konieczności życia i współpracy z nimi

Wszystko co dajemy innym, wraca do nas jak echo. Widzimy, traktujemy bliźnich tak, jak postrzegamy siebie. Zbudowanie zdrowego obrazu siebie jest fundamentem do budowania relacji z drugim człowiekiem. Nasza samoocena rzutuje na spostrzeganie rzeczywistości i pojawiają się zupełnie nowe możliwości. Zmienia się nie tylko relacja z najbliższą rodziną, ale ze znajomymi i współpracownikami.

Zig Ziglar wielokrotnie podkreśla, że możesz zobaczyć w innych tylko to, co jest w tobie. Szukaj w innych dobra – to najlepszy sposób znalezienia dobra w sobie.

 

  • 3 stopień – określamy cel długoterminowy

Cel to plan, który chcemy zrealizować. Jeżeli wiesz, co chcesz osiągnąć w życiu, to uwalniasz własną energię i zaczynasz przyciągać dobre dla ciebie rzeczy. Z reguły jesteśmy świetni w mówieniu, czego nie chcemy i zazwyczaj właśnie to dostajemy. Bardzo istotne jest spisanie celów życiowych ponieważ dają one nam pełny obraz. Można je modyfikować, zmieniać, dodawać, lub z czegoś zrezygnować.

Zig Ziglar przedstawia konkretne wytyczne:

muszą być wielkie,

– dalekosiężne, żeby można było iść tak daleko jak widzisz, a kiedy tam dotrzesz, zawsze będziesz w stanie zobaczyć coś, co jest jeszcze dalej,

– muszą być codzienne, bo wielkość buduje się każdego dnia po trochu,

– muszą być konkretne, jak z określaniem adresu – nie wystarczy nazwa miasta – potrzebujesz nazwy ulicy i numeru domu,

– musisz zaakceptować, że ty jesteś odpowiedzialny za realizację celu,

– nie mogą być poza polem twojego widzenia – zbyt wielki, albo oderwany od rzeczywistości,

– nie mogą znajdować się poza sferą twoich zainteresowań.

Najważniejsze jest, aby ustalić punkt początkowy, bo nawet najdokładniejsza mapa świata nigdzie cię nie doprowadzi,  jeżeli nie wiesz gdzie się znajdujesz.

Bez celu będziesz dryfować, jak statek bez steru, a nie płynąć w określonym kierunku. Osiądziesz na plażach rozpaczy, porażki i przygnębienia.

 

  • 4 stopień uczymy się właściwego nastawienia psychicznego.

Wszystko zależy od tego, co wpuszczamy do naszego umysłu, jest to czynnik, który potrafi zmienić życie o 180 stopni. Pozytywne nastawienie buduje pozytywne nawyki. Dobre nawyki trudno wypracować, ale łatwo z nimi żyć natomiast złe łatwo nabyć, ale trudno z nimi żyć. Możemy kontrolować własne zachowania, dopóki nie stają się tak silne, że już nie można ich zatrzymać. Bez względu na to, co nam się przydarza,  reakcja  zawsze należy do nas.

 

  • 5 stopień przygotowuje do pracy, która jest niezbędnym elementem sukcesu.

Praca jest ceną, jaką trzeba zaakceptować, żeby jeździć po autostradach sukcesu.

Samo ustalenie celu nie przyniesie nic dobrego, jeśli nie wprowadzimy go w życie. To tak, jak wybudowanie domu, w którym nie zamieszkamy. Zniechęcenie, porażki są naturalnym elementem drogi na szczyt. Istotna jest praca z właściwym nastawieniem i wypracowanymi nawykami. Jeśli uparcie podniesiemy się po każdym upadku, to wszelkie niepowodzenia nas tylko wzmocnią.

 

 

  • Na stopniu 6 uczymy się, że pragnienie pozwala wykorzystać każdą z naszych zdolności, które mogą nas wynieść na szczyt, ale potrzebujemy charakteru, żeby tam wytrwać.

 

Książka Ziglara nie jest zbiorem absurdalnie wysokich wymagań. Jest opowieścią o ludziach, którzy rozwijali tkwiący w nich talent. Wykorzystywali własne umiejętności. Odnajdywali swoją drogę i nie zatrzymywali się na niej, ale wytrwale, krok za krokiem, podążali w kierunku własnych pragnień. Wspinali się na upragnione szczyty, pokonując jedynie własne słabości.

Autor podkreśla, że nikt nie urodził się skazany na porażkę, a okazja do osiągnięcia sukcesu tkwi w człowieku, nie w wykonywanej przez niego pracy. Tłumaczy, że jeśli jesteś spłukany, zniechęcony i przygnębiony, jeśli nie dogadujesz się z rodziną i kiepsko idzie ci w pracy, to możliwe, że otrzymałeś błędne wskazówki, które wpłynęły na ciebie negatywnie i sprawiły, że cierpisz na Śmieciowe Myślenie. Twój przyszły rozwój i wzrost spoczywa twardo na twoich ramionach, nawet jeżeli w przeszłości mogłeś kogoś obwiniać o swoją sytuację.

Historie przytaczane w książce udowadniają, że nie ma znaczenia pochodzenie i wykształcenie. Zdarzają się osoby, które pomimo doskonałego startu borykają się z życiem każdego dnia ponieważ  uwierzyli komuś, że niczego nie osiągną.

Liczy się:

  • wiara we własny sukces,
  • wykorzystywanie swoich zdolności,
  • wyruszenie w kierunku własnych pragnień.

Anna Kotlarek

Konsultantka Psychobiologii Vedica ® dr M. Radziszewskiej.
Łączy podejście medycyny wschodniej z tym, co nam wiadomo o zdrowiu na Zachodzie.
Mediator, filolog, autorka książki „Rozwód z samym sobą”.

 

zwiazek-rozstanie-760x428

Kilka słów o związkach “Efekt miesiąca miodowego” tekst Anna Kotlarek

https://purana.hillconnect.pl/efekt-miesiaca-miodowego-dr-bruce-h-lipton/

dr Bruce H. Lipton, „Efekt miesiąca miodowego. Naukowy sposób na raj na ziemi”

 Od wielu lat do sądów okręgowych coraz liczniej wpływają pozwy rozwodowe. Do lipca 2021 roku w Polsce wpłynęło ich aż 38 662.

Co się wydarzyło pomiędzy dniem, w którym dwoje pełnych ufności ludzi składało sobie przysięgę miłości i wierności, a dniem, kiedy postanowili to odwołać? Przecież miało być na zawsze. Przecież mieli żyć długo i szczęśliwie. Co poszło nie tak?

 Związek jest jak taniec

Przez pierwsze dni, tygodnie, czasem nawet miesiące nowego związku ludzie są najlepszą wersją siebie samych. Po jakimś czasie dogania ich jednak codzienność. Praca, rachunki… miliony spraw, które na jakiś czas zostały zepchnięte z piedestału, wraca na swoje miejsce. Wszystko to, co sprawiało, że związek wzrastał, zostaje przesunięte do działu ogarniania praktycznej strony życia. Relacja z drugim człowiekiem staje się rutyną, przywiązaniem, a czasami denerwującym obowiązkiem.

Niektórzy ze zdumieniem dostrzegają coraz liczniejsze podobieństwa do relacji swoich rodziców. Problem jednak w tym, że czasy się zmieniły i to, co jeszcze trzy czy cztery dekady temu mimo wszystko trzymało małżeństwa razem, teraz straciło rację bytu. Stare wzorce mają się nijak do codzienności dwojga ludzi. W pogoni za coraz szybciej zmieniającą się rzeczywistością często gubimy po drodze cierpliwość dla drugiego człowieka, który całkiem niedawno był dla nas pępkiem świata. Pierwsze pocałunki i chwile uniesień zamieniają się w pierwsze kamienie wzajemnych oskarżeń i niechęci, celnie wymierzane w tego, któremu przysięgało się miłość i wierność do końca swoich dni. Przerzucamy się nawzajem oskarżeniami, które są pożywką dla coraz większego oddalenia. Wciąż jesteśmy przekonani, że to ta druga osoba ma się zmienić i oboje jednocześnie pozostajemy na swoim krześle przekonań.

Ten nieustanny taniec między dwojgiem ludzi trwa, bo jesteśmy poszukiwaczami miłości, choćby niedoskonałej i bolesnej. Co jednak zrobić, żeby nie skończyć po przeciwnej stronie korytarza sądowego w oczekiwaniu na rozprawę rozwodową? Jak sprawić, żeby te pierwsze miesiące były na stałe wpisane w nasz związek?

 Przeprogramowanie podświadomego umysłu

Rozwiązanie tych dylematów daje dr Bruce H. Lipton, z wykształcenia biolog komórkowy. W swojej książce „Efekt miesiąca miodowego. Naukowy sposób na raj na ziemi” dowodzi, że „nasz świadomy umysł wysyła nas na wyprawę w poszukiwaniu wielkiej miłości, a kiedy ją znajdujemy, nasza podświadomość niszczy cały ten wysiłek”.

https://purana.hillconnect.pl/efekt-miesiaca-miodowego-dr-bruce-h-lipton/

Sposobem na odtworzenie szczęścia w związku jest przeprogramowanie podświadomego umysłu. Własnego podświadomego umysłu, nie partnera. Autor z lekkością prowadzi nas w swojej książce przez meandry nauki – od fizyki kwantowej, poprzez biologię i chemię po duchowość. Bazuje na badaniach naukowych, które  wykazują, że w naszym życiu przejawia się to, z czym rezonują nasze myśli. Jeśli obwiniamy siebie, jeśli nie mamy do siebie szacunku i miłości, tworzymy takie właśnie relacje.

Lipton udowadnia, że „rodzaj substancji wydzielanych przez mózg jest związany z naszymi spostrzeżeniami i przekonaniami. Zmieniając sposób, w jaki reagujemy na otaczającą nas rzeczywistość, zmieniamy jednocześnie chemiczną kompozycję krwi”.

 Emocjonalne pliki

W książce biologa granica między fizyką kwantową, miłością i genetyką rozmywa się. Autor w obrazowy sposób porównuje mózg do radia, które ma zaprogramowane dwie stacje: „podświadomy umysł” i „świadomy umysł”.

Przez 95 procent czasu ludzie słuchają tej pierwszej, nie zdając sobie sprawy, że została ona zaprogramowana wcześniej, że jest pełna kopii i kalek. Mózg zyskuje pamięć już w czasie życia płodowego, czyli w momencie narodzin dziecko ma pobrane „emocjonalne pliki”, „muzykę” czy zachowania, których ton będzie słyszało przez całe życie. Rodzi się „pogwizdując określoną melodię”, która została zaprogramowana przez emocjonalną chemię, jakiej doświadczyło w łonie matki. Chemię, którą tworzą nie pojedyncze zdarzenia, lecz powtarzające się schematy zachowań i związanych z nimi emocji. Dlatego, mimo że obiecujemy sobie, że nigdy nie powielimy schematu postępowania rodziców, nasza zaprogramowana podświadomość będzie dążyła do takiego właśnie wzorca.

Nowe nawyki

Dr Bruce Lipton w „Efekcie miesiąca miodowego” dzieli się własnym doświadczeniem. Podpowiada, jak każdego dnia budować swój związek, jak wzmacniać delikatną strukturę życia z drugim człowiekiem.

Mówi:

  1. Uświadom sobie, czego pragniesz w swoim związku.
  2. Upewnij się, że w twojej podświadomości mocno osadzone jest fundamentalne przekonanie o miłości do samego siebie.
  3. Rozpocznij przeprogramowanie pamiętając, że tworzenie nowych nawyków to podstawa.

 

            Nic nie wydarzy się samo, ale skoro dajemy z siebie tyle energii, żeby niszczyć więź z drugim człowiekiem, dlaczego nie zamienić jej na taką, która wzmacnia miłość?

Skoro cierpliwie dzień za dniem powtarzamy nasze żale i oskarżenia, dlaczego nie zacząć dzień za dniem cierpliwie pracować nad nowymi nawykami? Chcielibyśmy od razu mieć efekty – wiadomo – żyjemy w świecie, gdzie czekanie jest nudne. Zapominamy, że do rozpadu związku nie doprowadziliśmy w dwa dni. Niszczony był miesiącami, latami, w dzień i w nocy.

Z podświadomymi nawykami jest jak z nauką jazdy samochodem albo tabliczki mnożenia – dzięki praktyce mogą one zostać wyparte przez nowe, automatyczne zachowania. Nawyk to nie karteczka przyczepiona do lodówki, to zachowanie, które ćwiczysz, dopóki nie stanie się częścią ciebie.

Gdy świadomy umysł poszukuje partnerstwa z osobami spełniającymi nasze pragnienia, nasza podświadomość szuka osób mających cechy uzupełniające nasze osobiste, przeoczone zaburzenia równowagi.

Chodzi o to, żeby być w równowadze, nie oczekiwać, że ktoś nas naprawi, że nas podeprze. Możemy to osiągnąć, jeśli zaczniemy od siebie. Każdego dnia.

Anna Kotlarek

Konsultantka Psychobiologii Vedica ® dr M. Radziszewskiej.
Łączy podejście medycyny wschodniej z tym, co nam wiadomo o zdrowiu na Zachodzie.
Mediator, filolog, autorka książki „Rozwód z samym sobą”.

źródło:

https://www.kobietaxl.pl/ksiazki/n,240630,dlaczego-zwiazki-tak-szybko-sie-koncza.html

https://www.onet.pl/styl-zycia/kobietaxl/dlaczego-zwiazki-tak-szybko-sie-koncza/1vwlwbx,30bc1058

BANER purana

Matki, które nie potrafią kochać tekst Anna Kotlarek

dr Susan Forward, Donna Frazier-Glynn,„Matki, które nie potrafią kochać. Uzdrawiający poradnik dla córek”

https://purana.hillconnect.pl/matki-ktore-nie-potrafia-kochac-dr-susan-forward-donna-frazier-glynn/

 Każda z nas chce dorosnąć i stać się silną, niezależną kobietą. Każda nosi w sobie inny obraz tej dorosłości, każda chce doświadczyć pochwał i akceptacji oraz tego, aby nasze wybory zostały uznane przez tę, która, świadomie i podświadomie, była i jest dla nas wzorem kobiecości przez matkę. Jak gdyby przyzwalające kiwnięcie matczyne było wszystkim, co przesądza o wartości życia dorosłej córki. Każda z nas ma zupełnie inne relacje z matką. Nie można też zmierzyć bólu i cierpienia, który niesiemy od dzieciństwa w dorosłość. Mówi się, że wszyscy szczęśliwi ludzie są podobni do siebie, a wszyscy nieszczęśliwi – są nieszczęśliwi na swój własny sposobów.

Kiedy już dojrzałość pozwala nam zobaczyć źródło cierpienia, o wiele szybciej wychodzimy z sytuacji kryzysowych. Gdy natomiast mamy tendencję do obarczania siebie winą za przydarzające się nam nieszczęścia, a tak się zazwyczaj dzieje w przypadku dziewczynek wychowanych w domach pozbawionych matczynego ciepła, jest to sygnał, aby przypatrzyć się uważnie relacji z matką. Najczęściej takie kobiety zwracają się przeciwko sobie samym, bo przecież żyjemy w kulturze, w której broń Boże nie wolno mówić źle o własnej matce.

 

Znamy słynne powiedzenie: „Ojciec jak ojciec, ale Matka jest tylko jedna”! Z takim przekazem wiele z nas rodzi się, żyje i umiera. Oczywiście jest to zupełnie zrozumiałe w odniesieniu do matki, która kocha swoje dziecko, która pomimo błędów wychowawczych – kto z nas ich nie popełnia, „niech pierwszy rzuci kamieniem” – jest matką czujną, bezpieczną przystanią, akceptującą swoje dziecko bez względu na wszystko. A jeśli cena, jaką przychodzi nam zapłacić za wyniesienie własnej matki  na wewnętrzny tron, okupiona jest łzami i bólem? Co się dzieje, gdy ten tron to jedyne, co zajmuje nasze jestestwo? Co wtedy, gdy najważniejsze jest, żeby spłacić „dług” bycia noszonym pod sercem, urodzenia i wychowania?

 

Susan Forward – psychoterapeutka z wieloletnim doświadczeniem -odczarowuje ten mit. Śmiało nazywa w swojej książce niełatwą prawdę, że są takie „Matki, które nie potrafią kochać”.

W „uzdrawiającym poradniku dla córek”, skupia się głównie na tych, które „po kądzieli” dziedziczą nie tylko nos, włosy czy oczy, ale i brak miłości do siebie samej, bo jak tu kochać siebie, skoro nigdy nie zaznało się miłości od kobiety, która cię urodziła? Jak tu mieć rozeznanie, gdzie jest twoja wina, skoro ma się poczucie, że winą samą w sobie jest już fakt, że się przyszło na świat? Jak mieć zaufanie do własnych wyborów, skoro całe życie się słyszało, że nic nie jesteś warta, od tej, która zgodnie z płynącym zewsząd przekazem jest najważniejsza? I że kocha? A co jeśli człowiek całe życie czuł, że nie jest kochany, i tej miłości szukał wszędzie, a znajdował wciąż i wciąż ten sam schemat?

 

Autorka nie zajmuje się rozgrzeszaniem matek, lecz przywracaniem córkom ich własnej wartości, wiary w to, że są i zawsze były godne kochania i że, nic co wydarzyło się w ich dzieciństwie, nie jest ich winą. Obiecuje, że na tej niełatwej drodze można znaleźć odpowiedź na pytanie, co zaprogramowało wszystkie negatywne przekonania, co doprowadziło do emocji, które każdy dzień zamieniają w walkę. Zawsze opłaca się zadać sobie trud dotarcia do zachowań będących aktem autosabotażu.

 

Susan Forward okazuje zrozumienie dla strachu, gdyż droga prowadząca wstecz, do pełnego krzywd dzieciństwa, jest bolesna. Na przykładzie kobiet, którym pomagała przebyć taką drogę, udowadnia jednak, że jest ona konieczna i, co najważniejsze, nie zmusza do ponownego przeżywania złych doświadczeń. Wystarczy je sobie przypomnieć. Bardzo istotne jest, aby o tym wiedzieć, ponieważ często mamy skłonność do masochistycznego odtwarzania chwil, które dawno minęły, a w nas wciąż żyją, wciąż sieją spustoszenie, jakby ciągle trwały.

 

Dr Susan Forward mówi: musisz przejść przez swój smutek, nie obok niego ani dookoła. Bowiem dopiero pozwalając sobie na smutek małej, skrzywdzonej dziewczynki, możesz mu pozwolić odejść, tym samym robiąc w sobie miejsce na nowe.

Wówczas uda ci się opuścić świat stworzony i zdominowany przez matkę, która nie uznawała ciebie, twoich uczuć, twoich pragnień. Dopiero kiedy staniesz naprzeciw tego małego dziecka, którego uczucia i potrzeby nigdy się nie liczyły, kiedy zobaczysz, że wszystkie jego granice były przekraczane, możesz zobaczyć, że teraz

  • nie jesteś już dzieckiem,
  • masz prawo do własnego życia,
  • jesteś jedyną osobą, która może wyznaczać granice,
  • jesteś jedyną osobą, która przytuli to małe zaniedbane dziecko tkwiące w tobie, bo są takie matki, które nie potrafią kochać, i twoja była jedną z nich.

Oczywiste jest, że trzeba przeżyć w sobie żałobę, jak po pogrzebie kogoś najbliższego,  przecież całe życie wciąż wszystko robiłaś, żeby zasłużyć na to, czego nigdy nie dostałaś i czego dostać nie możesz – i nigdy nie była to twoja wina.

Potem przyjdzie czas na zrzucenie tego ciężkiego balastu, jakim jest poczucie odpowiedzialności za życie i szczęście twojej matki, za jej nastrój, uczucia.

Pomimo ogromnego poczucia winy, które pojawi się na początku, musisz oddzielić swoje życie od życia matki, bo dopóki tego nie zrobisz, dopóki skupiasz się na matce, umyka ci wiedza, kim jesteś i czego naprawdę chcesz.

 

W książce dr Forward znajdziemy przykłady pięciu różnych typów niekochających matek.

https://purana.hillconnect.pl/matki-ktore-nie-potrafia-kochac-dr-susan-forward-donna-frazier-glynn/

  • Narcystyczna–zawsze przekierowuje uwagę na siebie.
  • Zaborcza– pod pozorem tulenia dusi.
  • Despotyczna–żąda i karze.
  • Wymagająca matkowania.
  • Zwyrodniała–albo sama jest oprawcą własnego dziecka, albo na zło wobec niego milcząco się zgadza.

 

Wszystkie przywołane typy matczynych postaw zostały przyobleczone w konkretne przykłady, znane autorce z własnej pracy psychoterapeutycznej z dorosłymi córkami takich matek. Każda skrzywdzona córka dysfunkcyjnej matki może nie tylko odkryć swoje rany emocjonalne, lecz także dostać przepis na „plaster”.

Książka została podzielona na dwie części, z których pierwsza opisuje różne typy matek i nasze konflikty związane z nimi, a druga jest propozycją pracy autoterapeutycznej. Daje nadzieję, że pomimo wielu zranień nie wszystko zostało zniszczone. Pomaga zobaczyć, że najważniejsze to zacząć od bycia dobrą dla siebie, od wzięcia odpowiedzialności za własne szczęście i zrozumienia, że nie jest się odpowiedzialną za szczęście i nieszczęście swojej matki.

 

Pamiętaj:

  • na miłość matki nie trzeba sobie zasłużyć,
  • nie trzeba za nią płacić,
  • jako dziecko ma się prawo do miłości bezwarunkowej,
  • ma się prawo do dzieciństwa, do własnego życia, do własnych wyborów,
  • nie trzeba rezygnować z siebie, żeby zasłużyć na miano dobrej córki.

 

Trudne dzieciństwo nie kończy się wraz z dorosłością. Mała dziewczynka wciąż chowa się w szafach kobiecych oczu. Aby ją uzdrowić, trzeba ją wypłakać, ale „pamiętaj, łzy niczym rzeka biorą początek w jednym miejscu, ale zdążają do innego – niewykluczone, że popłyniesz wraz z nimi w stronę uzdrowienia”.

 

źródło

https://www.onet.pl/…/matki-ktore-nie…/eltc4mh,30bc1058