aluminium

Aluminium

https://purana.hillconnect.pl/produkt/aluminiuim/

Aluminium stanowi około 8 procent masy skorupy ziemskiej. Jest trzecim pod względem częstości występowania pierwiastkiem chemicznym oraz najczęściej występującym metalem. Bardziej rozpowszechnione są tylko tlen i krzem, które razem z aluminium w niezliczonych kombinacjach i związkach stanowią sporą część grubej na 40 km skorupy ziemskiej. A jednak sto lat temu mało kto miał jakiekolwiek pojęcie o tym surowcu.

Bert Ehgartner, znany austriacki reżyser, w książce Aluminium. O tym nie mówi się głośno przedstawia trzy dogmaty zwolenników wykorzystywania na dużą skalę tego metalu:

1.       szkodliwość zależy od dawki, minimalne ilości nie mogą mieć szkodliwego działania;

2.       w przypadku kontaktu ze zbyt dużą ilością aluminium, metal ten jest przez organizm wydalany;

3.       jeżeli nie zostanie wydalony w całości, zostaje związany w zasobach neutralnych, np. w kościach.

Autor w rzeczowy i bezkompromisowy sposób obala powyższe argumenty „epoki aluminium” jako fałszywe. Mimo błyszczącej powierzchni pierwiastek ten ma swoją ciemną stronę.

W książce Aluminium. O tym nie mówi się głośno, zawierającej aktualne wyniki badań, pokazuje również, jak wiele poważnych problemów przysparza ten pierwiastek w niemal każdej związanej z nim dziedzinie: wydobycia, przeróbki i zastosowania. Najwyższy czas zerwać zasłonę z jednego z najpoważniejszych problemów naszej cywilizacji i rozpocząć otwartą dyskusję. Nie należy oczekiwać, że wyjaśnienie tej kwestii przebiegnie szybko i bez zakłóceń. Operujący na globalnym rynku gracze mają zbyt wiele do stracenia i będą inwestować ogromne kwoty, by wszystko zostało po staremu.

Surowiec ten jest masowo wydobywany przez ostatnie sto lat, a zatem nie da się go uniknąć, gdyż jest wszędzie.

Przemysł farmaceutyczny

Zwolennicy szczepionek zaprzeczają, że anormalne rozprzestrzenianie się chorób przewlekłych ma jakikolwiek związek ze szczepieniami. Tymczasem dawka tego pierwiastka wprowadzana do organizmu niemowląt i małych dzieci ulega systematycznemu zwielokrotnieniu. Pojawia się pytanie, po co w szczepionkach aluminium.

Metal ten jest substancją czynną, tzw. adiuwantem, który wzmacnia działanie szczepionek. Kilkadziesiąt lat temu dodawano do szczepionek rtęć, ponieważ działała ona grzybobójczo. Była tak bardzo trująca, że zarazki nie miały szans na przetrwanie. Po pewnym czasie okazało się, że w dobie lodówek, jednorazowych strzykawek i szybkiego transportu była ona zupełnie zbędna, gdyż wykluczona została możliwość zaatakowania szczepionek przez pleśnie i grzyby. W przypadku aluminium jest jednak inaczej. Nie można go wyeliminować, gdyż potrzebna byłaby inna substancja wzmacniająca działanie.

W krajach zachodnich od 20 do 40 procent ludzi skarży się na nadkwasotę (refluks). Większość zwraca się o pomoc do lekarza, ale jedna czwarta udaje się do apteki, gdzie jest dostępna cała gama specyfików pomocnych przy problemach żołądkowych.

Środki na nadkwasotę zawierają zwykle substancję czynną o nazwie hydrotalcit: „Hydrotalcit ma zdolność wiązania kwasów przez stopniowe oddawanie wodorotlenku aluminium”. Powoduje to neutralizację kwasów żołądkowych.

Bert Ehgartner przytacza fragment ulotki załączonej do leku na nadkwasotę: „Ze względu na zagrożenia przedawkowaniem aluminium należy unikać długotrwałego przyjmowania lub regularnie badać poziom serum aluminium. Nie może on przekroczyć 40 mikrogramów na litr”.

Przemysł kosmetyczny

Niektórzy producenci kosmetyków w dalszym ciągu utrzymują, że aluminium nie wnika do organizmu przez skórę. Tymczasem niemal w każdym dezodorancie metal ten stanowi główną substancję czynną. Natychmiast reaguje z komórkami ciała i radykalnie zmienia ich postać i funkcję. Skóra się napina, gruczoły potowe zostają zaklejone, woda nie może wydobyć się przez pory i człowiek przestaje się pocić. Wiele komórek ulega uszkodzeniu lub obumiera i w związku z tym wydziela się nieprzyjemna woń. Odstawienie tych produktów jest prawie niemożliwe – ku wielkiej radości producentów. `

Skandalem jest przemilczanie związku raka piersi ze stosowaniem antyperspirantów. W badaniach komórek nowotworowych pochodzących z okolic dołów pachowych wykryto bowiem znaczne ilości aluminium. Nieprawdziwa jest teoria mówiąca o tym, że zmutowana pod wpływem aluminium komórka hamująca pocenie powstaje tylko na powierzchni skóry, bowiem wykryto patologiczne komórki zmutowane w głębokich warstwach tkanek okołopachowych.

Szeroka gama produktów kosmetycznych zawierających związki aluminium nie ogranicza się tylko do dezodorantów. Również producenci wszelakiego rodzaju kremów, podkładów, pomadek, a nawet past do zębów nie omieszkali dodać do swoich produktów tego surowca w różnej postaci. Gdy aluminium trafia do przewodu pokarmowego, zostaje w jakimś stopniu częściowo wydalone, gdy natomiast zostanie wchłonięte przez skórę, nie trafia na tę naturalną linię obrony. Skóra nie selekcjonuje substancji na te, które warto wchłonąć, i te, których lepiej się pozbyć. W ten sposób produkty kosmetyczne stanowią większe zagrożenie.

Przemysł spożywczy

Bert Ehgartner wymienia kilka przykładów zastosowania aluminium w przemyśle spożywczym:

·         garnki, patelnie aluminiowe,

·         folie aluminiowe,

·         sproszkowane mleko dla niemowląt,

·         barwniki: E127, E132, E173, E520, E522, E541, E544, E1452,

·         proszek do pieczenia – w celu zwiększenia sypkości,

·         słone paluszki – aby uzyskać chrupiącą skórkę piekarze dodają rozwór ługu sodowego, który ma pH14. Jeżeli do wypieku używana jest aluminiowa blaszka, może dojść do przedostania się tego metalu do żywności,

·         uzdatnianie wody pitnej – ze względu za łatwość wchodzenia w reakcję jest ono stosowane jako koagulant.

Aluminium wchodzi w reakcję z tlenem zawartym w powietrzu i tworzy warstwę oksydacyjną, hamującą dalsze reakcje. Ochronna warstwa oksydacyjna ma grubość ułamka milimetra i gdy zostanie uszkodzona, dochodzi do rozpuszczenia aluminium w jedzeniu. Ta warstwa ochronna ulega zniszczeniu w kontakcie z kwaśną żywnością.

Choroba Alzheimera

Na chorobę Alzheimera, która występuje głównie u ludzi starszych, choruje obecnie 35 mln ludzi. W charakterystycznych dla tej choroby „płytkach starczych”, które tworzą się w mózgu i stopniowo go niszczą, stwierdza się wysokie stężenie aluminium.

Pierwsze badania przeprowadził zespół badaczy Departamentu Biochemii, Mikrobiologii i Immunologii Uniwersytetu w Ottawie w Kanadzie. Na wstępie napisano tam: „Aluminium jest toksyną z grupy metali, łączoną z licznymi chorobami, między innymi z chorobą Alzheimera i chorobą Parkinsona, patologicznymi zmianami w mózgu w przebiegu dializy oraz zmiękczaniem kości”.

W 2000 roku przeprowadzono badania na grupie 3777 osób we Francji, ukazujące potencjalny związek między złogami aluminium powstałymi w wyniku spożywania skażonej wody a prawdopodobieństwem zachorowania na Alzheimera.

Aktualne badania prowadzone na szczurach karmionych występującymi w ludzkim pożywieniu standardowymi dawkami tego pierwiastka pokazują szkody, jakie wyrządza on w mózgu: „Aluminium jest toksyną dla nerwów zarówno u zwierząt, jak i u ludzi”.

Bert Ehgartner jest przekonany, że zdecydowana większość naukowców badająca to zagadnienie nie wyklucza, iż aluminium odgrywa istotną rolę w powstawaniu choroby Alzheimera. Każdy może prześledzić te badania w literaturze i wyrobić sobie własne zdanie. Trudno o większą rozbieżność między tym, co stwierdzono w badaniach naukowych, a uspokajającymi urzędowymi komunikatami stowarzyszeń zajmujących się chorobą Alzheimera i nauki finansowanej przez przemysł aluminiowy.

Intencją autora i polskiego wydawcy książki pod tytułem Aluminium. O tym nie mówi się głośno nie jest zasianie paniki w umysłach konsumentów, lecz przedstawienie rzeczowych faktów, o których przeciętny człowiek miałby małe szanse dowiedzieć się z mediów, a tym bardziej z ulotek produktów zawierających aluminium.

Bert Ehgartner Aluminium. O tym nie mówi się głośno

Wydawnictwo Purana

 

 

orzech czarny blog

Na kłopoty… zielony orzech

Liliann Kristinn Elmborg

Orzech włoski, nazywany jest także królewskim (Juglans regia), choć w Polsce ta ostatnia nazwa właściwie nigdy się nie przyjęła. O orzechu tym mówimy włoski, choć z Włochami niewiele ma wspólnego. Przywędrował bowiem do nas z krainy zwanej Wołoszczyzną. Dlatego zwany był ”wołoski”, a dopiero później stal się orzechem „włoskim”. Ten sam orzech nosi różne nazwy w różnych krajach. W Anglii znany jest pod nazwą orzecha perskiego lub angielskiego, we Włoszech to orzech biały, a w Rosji grecki. Na terenie Ameryki Północnej występuje odmiana tego orzecha zwana orzechem czarnym (Juglans nigra). Ta nazwa pochodzi od koloru kory drzewa, która jest niemalże czarna. Niedojrzałe owoce orzecha włoskiego i czarnego maja kolor zielony. To właśnie one, stosowane do dziś, wykorzystywane były w medycynie ludowej już w starożytnej Persji, Grecji i Chinach.

Owoce te znane są bowiem z właściwości przeciwpasożytniczych (pozwalają zwalczyć m.in. owsiki, glisty, tasiemce), przeciwbakteryjnych i przeciwzapalnych. Pomagają bowiem w usuwaniu z organizmu szkodliwych produktów przemiany materii. Od dawna używano ich też w celu regulacji pracy układu pokarmowego, w kurowaniu nieżytów żołądka i jelit, niestrawnościach, nadmiernej fermentacji jelitowej i przy wzdęciach. W medycynie ludowej stosowane były także jako środek czyszczący krew.

Najważniejszym aktywnym składnikiem niedojrzałych owoców orzecha jest juglon, organiczny związek chemiczny występujący także w świeżych liściach i korze drzewa. Juglon jest jednym z najsilniejszych związków antyseptycznych znanych w przyrodzie. W miarę dojrzewania owoców i wysychania liści zawarty w nich juglon zanika.

Juglon należy do związków słabo rozpuszczalnych w wodzie, natomiast jest dobrze rozpuszczalny w alkoholu. Jednak nalewka zrobiona na spirytusie jest małowartościowa, ponieważ następuje w niej denaturacja białka, czyli zmiany w strukturze prowadzące do utraty aktywności biologicznej produktu.

Zielona łupina orzecha doceniana jest jako bogate źródło różnych naturalnych związków bioaktywnych o doskonałych właściwościach przeciwutleniających. Dzięki dużej zawartości flawonoli ma właściwości antyoksydacyjne i przeciwzapalne. Ale na tym nie kończy się gama jej pozytywnych oddziaływań na organizm. Jest ona również cennym źródłem polifenoli o właściwościach hamujących proces starzenia się komórek i łagodzących stany zapalne.

Według medycyny ludowej bardzo korzystnym połączeniem jest jednoczesne zażywanie wyciągu z orzecha z wyciągiem z piołunu i goździków. Dzięki temu uzyskujemy efekt synergii, albowiem działanie oczyszczające i przeciwrobacze ekstraktu zielonego orzecha zostaje wzmocnione. Produktów tych jednak nie należy przechowywać zmieszanych, a łączyć je można dopiero tuż przed spożyciem. Tylko w takiej ilości jaka ma być zażyta jednorazowo.

Zakres stosowania ekstraktu z orzecha zielonego rozciąga się także na zabiegi kosmetyczne. Wyciągi alkoholowe mogą być użyte do płukania włosów w celu zatuszowania siwizny. Uważa się także, że przecieranie skóry ekstraktem z zielonego orzecha zmniejsza objawy cery trądzikowej.

Jednym słowem orzech jest dobry na wszystko.

Bibliografia Zamieszczone w artykule informacje bazują na opracowaniach naukowych, między innymi: 1. Hamdollah Delaviz, Jamshid Mohammadi, […], and Naser Farhadi – “A Review Study on Phytochemistry and Pharmacology Applications of Juglans Regia Plant” 2. Ali Jahanban-Esfahlan, Mahnaz Tabibiazar, Alireza Ostadrahimi, Ryszard Amarowicz – “A Comprehensive Review on the Chemical Constituents and Functional Uses of Walnut (Juglans spp.) Husk”

https://purana.hillconnect.pl/oczyszczanie-jelit-nerek-i-watroby/1029-ekstrakt-z-lupin-orzecha-czarnego-90ml-ekstra-mocny.html

Intestine Pain and gastrointestnal digestion inflammation problem as digestion discomfort or constipation and infection as a3D illustration.

O jelitach czego nie widać

Wyobraźmy sobie domy, których kolorowe fasady są malowane – odnawiane corocznie, ale w środku – od drzwi wejściowych po najdalsze zakamarki – nikt nigdy nie sprzątał, niczego nie remontował, nie mył. Brudne ściany, niedrożne rury oraz przewody kanalizacyjne, zaśmiecone podłogi. Nikt nie chciałby tak żyć. A teraz wyobraźmy sobie nasze ciała, w których mieszkamy. Po pracy, wysiłku fizycznym, przed wyjściem na miasto kąpiemy się, czeszemy, perfumujemy – chcemy ładnie i świeżo wyglądać, pięknie pachnieć. Bo to widać, czuć. W środku zaś ciągle bałagan. Co możemy zrobić? Zacząć od oczyszczenia jelit.

Sygnały ostrzegawcze

Bardzo często nie zdajemy sobie sprawy, że pozornie niegroźne, przejściowe objawy, takie jak zmęczenie, depresja, zgrzytanie zębami przez sen, nocne lęki, podkrążone oczy, uporczywe bóle głowy, moczenia nocne, choroby przewodu po karmowego, alergie (metabolity pasożytów są mocnym alergenem, w wyniku czego występują uczulenia) i wiele innych może świadczyć o obecności w organizmie pasożytów oraz zanieczyszczeń. Nawet laboratoryjne badania na obecność szkodliwych drobnoustrojów bywają zawodne. Tym bardziej, że rzadko się im poddajemy. Wybieramy niewiedzę, bo to łatwiejsze. Nie zawsze jednak, na szczęście, bo przecież np. myjemy ręce, nie badając ich na obecność mikroorganizmów. Profilaktycznie? A dla czego nie dbamy o profilaktykę w od niesieniu do jelit, a także innych ważnych wewnętrznych filtrów organizmu? Na prawdę wystarczy kilka kuracji ziołowych, aby usprawnić i zabezpieczyć organizm. To takie proste, a tak niewielu z nas decyduje się na tego rodzaju za biegi. Pasożyty są wszędzie. To żaden wstyd, że znajdują drogę do naszych organizmów. Wstydem powinno być to, że się z nimi nie walczy.

Jak pozbyć się niechcianych współlokatorów

Nie da się uniknąć kontaktów z drobnoustrojami – bo musielibyśmy żyć w sterylnym, wirtualnym świecie, bez jakichkolwiek zanieczyszczeń i zagrożeń. Można natomiast pomóc organizmowi w walce z intruzami, powodującymi problemy trawienne, przewlekłe zmęczenie, nadwagę czy różnego rodzaju uczulenia. Oczyszczając jelita chronimy cały organizm. Pasożyty wędrują bowiem, atakując także inne organy wewnętrzne, m.in.: wątrobę, nerki, płuca, serce, mięśnie, a nawet mózg. Są przy tym źródłem silnie trujących substancji, które system immunologiczny musi neutralizować i zwalczać. W obronie przed nimi od lat pomagały praktyki oczyszczania organizmów.

W niektórych kulturach ci, którzy tego nie czynili, byli uważani za brudnych. A gdyby i dziś skorzystać z mądrości ludowych, poddając się ziołowej kuracji oczyszczającej? Kiedy, dzięki niej, organizm zostanie uwolniony od szkodliwego balastu pasożytów, toksyn oraz złogów, powróci do naturalnej równowagi i wypełni się nową energią. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość, ponieważ proponowane zabiegi są czasochłonne, wymagają wewnętrznej dyscypliny. Na pewno łatwiej coś raz połknąć, wstrzyknąć, wmasować i mieć wszystkie problemy z oczyszczaniem z głowy, tak jak łatwiej byłoby raz w życiu umyć ręce czy wziąć kąpiel.

Nie chodzi jednak o łatwość, a skuteczność.

Liliann Kristinn Elmborg – autorka książki: Skuteczne kuracje oczyszczające. Zarówno w kraju jak i za granicą prowadzi prelekcje na temat medycyny naturalnej.

Artykuł: Nieznany Świat 12.2019 r

https://purana.hillconnect.pl/produkt/produkty-na-oczyszczanie-jelit/https://purana.hillconnect.pl/?s=skuteczne+kuracje

 

metale cieżkie

Metale ciężkie

Metale są w środowisku bardzo rozpowszechnione. W rudach i skałach górotworu występują najczęściej w postaci tlenków. Wówczas są mało groźne dla środowiska. Groźniejsze są tylko metale ciężkie występujące w postaci soli, roztworów, produktów ubocznych oraz w ściekach lub w odpadach różnych gałęzi przemysłu.

Do najbardziej niebezpiecznych dla środowiska i dla organizmów żywych zalicza się związki rtęci, kadmu, ołowiu, cynku i fluorki. Niewiele mniej niebezpieczne są związki chromu, arsenu, baru, boru i berylu, miedzi, niklu, selenu, antymonu, molibdenu, tytanu. Najpoważniejszym źródłem substancji zagrażających środowisku jest przemysł i jego ścieki oraz nawozy sztuczne. Przez nawożenie zwiększa się zatem ilość metali ciężkich w glebie uprawnej. Niebezpieczeństwo ze strony metali trafiających do środowiska polega głównie na wchodzeniu do łańcucha pokarmowego podobnie jak to się dzieje z wieloma innymi substancjami. Zatrucia metalami ciężkimi notuje się szczególnie wśród pracowników określonej gałęzi przemysłu. Tu też leżą przyczyny niektórych chorób zawodowych (np. ołowicy w wytwórniach bieli ołowiowej, wśród drukarzy). Zatrucia wywołane są też spożywaniem pokarmów zanieczyszczonych związkami metali. Organiczne związki rtęci kumulują się przede wszystkim w systemie nerwowym w mózgu i rdzeniu , a najbardziej poszkodowane są neurony. W dnie niektórych zatok morskich leżą setki ton rtęci, należy więc oczekiwać powstawania jeszcze przez wiele lat związków organicznych metylortęciowych i nieprzerwanego wchodzenia rtęci do łańcucha pokarmowego. Dużą toksyczność kadmu, który jest bardzo rozpowszechniony zarówno w środowisku, jak i w produktach spożywczych poznano stosunkowo niedawno. Zatrucia bardzo lotnymi parami kadmu występują najczęściej w hutnictwie oraz w galwanizerniach, w których wyroby stalowe pokrywa się kadmem. Bardzo silnie kumulują kadm zwierzęta morskie, np. w ostrygach notowano stężenia przekraczające kilkadziesiąt tysięcy razy stężenia w wodzie morskiej. Kadm występuje również w tytoniu, na co jak dotychczas zwraca się małą uwagę. Jeden papieros zawiera l – 2 mg kadmu wdychanego z dymem do płuc. Mieszkaniec Europy kumuluje w swym organizmie przeciętnie 15-30 mg kadmu, przy czym zawartość ta wzrasta z wiekiem. W organizmie człowieka kadm kumuluje się przede wszystkim w wątrobie i w nerkach, gdzie wiąże się nader silnie i na cale lata (około 10 lat) z niskocząsteczkowym białkiem, metalotioneiną. Wydalanie następuje przez nerki i jelita.Na ogół jednak notuje się zatrucia przewlekłe, które przez dłuższy czas (około l roku) mogą przebiegać bezobjawowo. Po dłuższym okresie pochłaniania małych ilości kadmu obserwuje się pierwsze objawy przewlekłej kadmicy: ogólne osłabienie, suchość jamy ustnej, metaliczny posmak, brak łaknienia i wystąpienie charaktery-stycznego żółtego rąbka kadmowego u nasady zębów. Kadm nie należy do metali szeroko używanych w przemyśle, ale jest pierwiastkiem towarzyszącym w licznych procesach wytwórczych i wraz z
odpadami trafia do ścieków (a dalej do wody) i do atmosfery. Ołów i jego trujące właściwości są znane od wieków. Objawy zatrucia ołowiem są zarówno typu psychicznego, jak i fizjologicznego. Notuje się bóle głowy, metaliczny posmak w ustach, nudności, wymioty i bóle brzucha, a także lęki i zaburzenia pamięci, trudności koncentracji i inne. Sam ołów odkłada się w wątrobie, w kościach, uszkadza nerki i wywołuje zaburzenia w syntezie hemoglobiny. Objawy zatrucia ołowiem są zarówno typu psychicznego, jak i fizjologicznego. Notuje się bóle głowy, metaliczny posmak w ustach, nudności, wymioty i bóle brzucha, a także lęki i zaburzenia pamięci, trudności koncentracji i inne. Sam ołów odkłada się w wątrobie, w kościach,
uszkadza nerki i wywołuje zaburzenia w syntezie hemoglobiny. Ołów jest bardzo rozpowszechniony w środowisku wodnym i w glebie i szkodzi organizmom tam występującym. Ołów w postaci różnych związków występuje w niektórych ściekach przemysłowych. To tylko niektóre z najgroźniejszych trucizn w otaczającym nas środowisku. Ponoć nie ma jednego człowieka, który nie miałby w sobie ładunku, większego lub mniejszego ciężkich, toksycznych metali. Środowiska medycyny alternatywnej ostrzegają też przed rtęcią zawartą w plombach dentystycznych.

 

lisć

Zielona rewolucja w jadłospisie

Zielona rewolucja w jadłospisie

Światowej dziś sławy japoński lekarz i farmaceuta, Yoshihide Hagiwara stworzył w Osace największy w Japonii koncern produkujący lekarstwa. Nigdy nie zrezygnował jedak z prowadzenia własnych badań nad nowymi leczniczymi preparatami. Zajęty intensywną pracą na rzecz zdrowia innych, zaniedbał własne. W wieku lat 38 praktycznie stał się wrakiem człowieka. Miał siwe włosy, wypadły mu zęby, a co gorsza uświadomił sobie, że jego umysł nie jest już tak sprawny i twórczy jak kiedyś. Uznał, że najwyższy czas znaleźć lekarstwo dla samego siebie…

Zaczął od studiowania nauk Shin-Huang-ti – starożytnego lekarza, twórcy podstaw medycy chińskiej. Pod wpływem jego pism przede wszystkim zmienił całkowicie dietę, wprowadziwszy do niej liczne chińskie zioła i świeże zielone liście. Odzyskał w końcu siły i radość życia i ze zdwojoną energią wrócił do laboratorium, tym razem po to, by – jak stwierdził: „pracować nad dietą, która korzystnie wpłynęłaby na zdrowie, pobudzając organizm do samoleczenia”. Przy czym zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że w dzisiejszym świecie podstawą jest łatwość stosowania takiej diety – bez czasochłonnych przygotowań. Większość z nas żyje bowiem bardzo „szybko” i nie może, czy też nie chce, sobie pozwolić na zmniejszenie tego tempa.  Zatem chodziło o konkretny produkt – środek, który niejako „w pigułce” dostarczałby organizmowi wszystko, co jest mu niezbędne do zdrowego funkcjonowania – witaminy, minerały, enzymy i inne substancji, których niedobór grozi osłabieniem odporności i zwiększa zapadalność na rozmaite choroby, w tym nowotwory.

Swoją uwagę Hagiwara skupił na ziołach – to ich mocy przypisywał własne wyleczenie.  Wymyślił i opatentował metodę takiego  ich suszenia, by nie traciły cennych właściwości, a równocześnie stały się równie łatwe do przyrządzenia jak kawa rozpuszczalna. Wciąż poszukiwał jednak tego najlepszego środka, jakiegoś panaceum, skupiającego w sobie wszystkie możliwe zalety, za to nie powodującego skutków obocznych. I znalazł!

 Po licznych próbach i doświadczeniach uznał wreszcie, że szczególnie obiecujące jest działanie liści młodego jęczmienia. Napotkał jednak problemy natury technicznej – okazało się, że musi wymyślić także nową technologię ich przetwarzania, gdyż rozwiązania, które stosował w przypadku ziół, tu się nie sprawdzały. Zielony jęczmień należało suszyć w znacznie niższej, pokojowej temperaturze i szybciej, najlepiej natychmiast po zbiorach, bo błyskawicznie brązowiał, tracąc wiele cennych substancji (podobnie jak przy zamrażaniu).

Jednak japońskiemu doktorowi udało się wreszcie osiągnąć cel i opracować recepturę proszku z soku zielonego jęczmienia o właściwościach porównywalnych ze świeżą rośliną. W 1980 roku wprowadził go na rynek japoński. Jedna dekada wystarczyła, by Japończycy przekonali się o jego niezwykłych właściwościach. Wówczas Hagiwara postanowił namówić także Amerykanów, by zadbali o siebie za pomocą jego proszku. W 1981 roku ustanowił Instytut Zdrowia im. Hagiwary, będący dziś głównym źródłem informacji na temat leczniczych właściwości traw. Ale już nie jedynym. Podobne badania prowadzone są między innymi na uniwersytetach w Tokio, Kalifornijskim oraz Davisa i George’a Washingtonów w Waszyngtonie DC. Wszystkie one potwierdzają odkrycia doktora Hagiwary na temat leczniczych właściwości młodych listków zbóż, a zwłaszcza młodego jęczmienia.

Nic dziwnego, że szybko znalazł on naśladowców i na rynku pojawiło się sporo nowych preparatów z zielonego jęczmienia. Przy produkcji żadnego z nich jednakże nie są stosowane wypracowane przez Hagiwarę, podczas lat badań, unikalne metody produkcji, pozwalające zachować wszystkie zalety listków młodziutkiego jęczmienia, a równocześnie przystosowujące uzyskany proszek do błyskawicznego przyrządzania. Dlatego warto zwrócić uwagę na oryginalne produkty firmy Green Foods Corporation, zalecane przez Instytut Zdrowia Hagiwary. Należy do nich Green Magma – suszony sok z młodego jęczmienia, połączony z maltodekstryną (około 5% w całym produkcie), węglowodanem pozyskiwanym ze skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej, pomagającym wiązać enzymy i składniki odżywcze dzięki temu, że chroni je przed utlenianiem. Przy czym jest ona cukrem złożonym, bezpiecznym dla cukrzyków (nie podnosi stężenia cukru we krwi). Zapobiega między innymi rozkładowi cennego chlorofilu, który inaczej w kontakcie  z tlenem mógłby rozłożyć się do postaci toksycznego feoforbitu.

Dodajmy, że Green Foods Corporation mieści się wśród pól uprawnych na ekologicznie czystym terenie, co pozwoliło rozwiązać problem szkodliwego dla młodego jęczmienia transportu – praktycznie w ciągu najwyżej 45 minut od chwili ścięcia trafia on do przetwórni.

Co zawiera ów preparat?

 Otóż znajdujemy w nim następujące składniki odżywcze:

Aminokwasy – tryptofan, kwas glutaminowy, alanina, kwas asparginowy, metionina, arginina, lizyna, cystyna, glicyna, histydyna, izoleucyna, leucyna, fenyloalanina, prolina, seryna, treonina, tyrozyna, walina, małe polipeptydy;

Enzymy – dysmutaza nadtlenowa, peroksydaza, fosfataza, katalaza, oksydaza cytochromowa, DNaza, RNhaza i bardzo wiele innych, w tym 80 jeszcze niezidentyfikowanych;

Fitochemikalia – chlorofil, karotenoidy, bioflawonoidy, hormony wzrostu, RNA, DNA;

Witaminy – C, E (bursztynian), A (beta-karoten), B7 (biotyna), B4 (cholina), kwas foliowy, witamina B1 (tiamina), B2 (ryboflawina), B3 (niacyna), B6 (kwas pantotenowy) oraz K;

Minerały i pierwiastki śladowe – cynk, selen, fosfor, potas, wapń, bor, chlorki, chrom, kobalt, miedź, jod, żelazo, magnez, mangan, nikiel, sód, siarka i inne;

Kwasy tłuszczowe: linoleninowy i linoleowy.

To prawdziwa bomba odżywcza! Trzeba jednak pamiętać, by koktail z “zielonego proszku” należy pić bardzo powoli, zwłaszcza jeśli spożywa się dużo mięsa.

A jak działa na organizm?

Zwróćmy uwagę na przykład na chlorofil. Słynny uczony E. Bircher nazwał go „skondensowaną energią słoneczną” i ustalił, że „pobudza pracę serca, układu naczyniowego, jelit, macicy i płuc. Działa wzmacniająco ze względu na swe właściwości pobudzające i trudno porównać go z jakąkolwiek inną substancją”. Ma skład podobny do składu hemoglobiny. Od dawna znany jest między innymi ze swojej właściwości leczenia owrzodzeń i ran. Wpływa na pobudzenie pracy tkanek i ich regenerację. Jest lekarstwem na krwawiące dziąsła, opryszczkę pękające wargi, ropotok, zapalenie dziąseł, a nawet ból gardła. Zwalcza bakterie beztlenowe wytwarzające nieprzyjemny zapach, zatem preparaty, w skład których wchodzi, są doskonałym środkiem neutralizującym nieprzyjemne wonie – na przykład potu, a także woni z ust. Działa ponadto przeciwzapalnie i dezynfekująco. Chroni przed szkodliwym promieniowaniem emanowanym przez sprzęt elektroniczny. Dba o dotlenienie organizmu. Dlatego tak ważne jest, by nie zniknął z leczniczego preparatu podczas przetwarzania liści młodego jęczmienia.

Zawarte w Green Magmie składniki (między innymi karotenoidy i witamina E) wzmacniają układ odpornościowy, zmniejszają ryzyko zachorowania na nowotwory (tutaj szczególne znaczenie ma bursztynian a-tokoferolu, postać witaminy E, który stymuluje wytwarzanie prolaktyny hamującej rozwój ludzkich komórek rakowych w kulturach, w których inne tokoferole okazały się nieskuteczne) i choroby naczyniowo sercowe.  Ponadto liście młodego jęczmienia zapobiegają arteriosklerozie i to równie skutecznie jak lek przepisywany przeciw tej chorobie – Probutol – nie wywołując przy tym żadnych skutków ubocznych. Działa przeciwzapalnie w przypadku artretyzmu, obrzęku, podagry, zapalenia torebki stawowej i innych stawów zapalnych.

Jest  niezwykle skutecznym antyutleniaczem zwalczającym wolne rodniki odpowiedzialne za starzenie organizmu i większość chorób – między innymi raka, HIV i innych, związanych z niewydolnością układu odpornościowego. Według dr. Kuboty z Uniwersytetu w Tokio „szczególna cząstka zwana P4D1 będąca składnikiem soku z zielonego jęczmienia wykazuje wyjątkową zdolność odbudowywania DNA komórkowego” – co oznacza, że sok ów regeneruje uszkodzone geny.

Ponadto  Green Magma zapobiega i przyspiesza leczenie choroby wrzodowej układu pokarmowego, wrzodziejącego zapalenia okrężnicy (łagodzi objawy – w tym silne krwawienia odbytnicze), przynosi dobre rezultaty w łagodzeniu patologicznych objawów związanych z zapaleniem trzustki, obniża poziom cholesterolu we krwi, zapobiegając miażdżycy tętnic (co jest ważne np. dla chorych na cukrzycę typu II, szczególnie narażonych na tę przypadłość) i chorobom naczyniowym związanym z hipercholesterolemią. Dobre wyniki osiągnięto również, stosując „zielony proszek” przy chorobach krwi – na przykład talasemii, czyli niedokrwistości tarczowo-krwinkowej, w której pacjent nie wytwarza wystarczającej ilości hemoglobiny.

Do tego pomaga oczyścić organizm z substancji toksycznych zawartych w produktach spożywczych, między innymi sztucznych konserwantów. Poprawia krążenie krwi, pracę jelit. Jest dobrym środkiem zwalczającym choroby skóry –  w tym trądzik, egzemę, atopowe zapalenie skóry,  leukopatię objawiającą się białymi plamkami w ustach. Spowalnia nawet powstawanie zmarszczek! Jak stwierdził Yoshilde Hagiwara: „Silne działanie regenerujące proszku z jęczmienia, skutecznie zapobiegające nowotworom, posiada dodatkowy walor, gdyż sprawia, że skóra jest ładniejsza”.

Przy czym badania w nad tym specyfikiem wciąż trwają, istnieje więc duża szansa, że naukowcy jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa i przetwory z liści młodego jęczmienia sprawią jeszcze niejedną miłą niespodziankę.

nieznana1

Nieznana medycyna

 

Każdy pacjent zainteresowany nietoksycznymi a przy tym niedrogimi metodami leczenia alternatywnymi wobec kosztownych i obciążonych poważnymi skutkami ubocznymi leków farmakologicznych, powinien przeczytać tę książkę.

Autorka opisuje skuteczne leczenie wielu przewlekłych  schorzeń ( stwardnienie rozsiane, epilepsja, toczeń, reumatoidalne zapalenie stawów, choroby wątroby). Zebrane historie przez J.Schopick pozwalają uwierzyć ,że  zażywanie  leków farmakologicznych, które ani nie poprawiają stanu zdrowia, ani nie eliminują przyczyn choroby, nie jest jedyną drogą w procesie leczenia chronicznych chorób.

Proponuje ona cztery terapie:

  •       kwasem alfa-liponowym, który odnosi bardzo dobre efekty w leczeniu schorzeń wątroby
  •      naltreksonem w niskiej dawce, który leczy choroby autoimmunologiczne oraz niektóre postacie raka
  •      dietą ketogenną, która jest bardzo skuteczna w leczeniu padaczki
  •      preparatem srebra w trudno gojących się ranach pooperacyjnych, które mogą zagrażać  życiu i zdrowiu.

Jednym z ważnych celów jakie osiągnęła autorka w tej sumiennie napisanej i pełnej ważnych informacji książce jest zawężenie krzywej uczenia się. Dzięki skrupulatnemu prowadzeniu kroniki wydarzeń opisujących stosowanie tych czterech terapii.  Julia Schopick przedstawia nam żywe historie ludzi, którzy wyleczyli się z przewlekłych chorób stosując powyższe metody leczenia i zdrowienia.

 Kwas alfa liponowy

Podawany dożylnie kwas alfa-liponowy stosowany jest w następujących schorzeniach: cukrzycy, miażdżycy tętnic, chorobach wątroby. Pionierem tej metody był dr Burt Berkson, który zastosował go po raz pierwszy w latach 70-tych w celu regeneracji narządów a szczególnie wątroby.

Dr Berkson pracował jako lekarz rezydent w szpitalu klinicznym. Pewnego dnia przyszedł do niego szef oddziału internistycznego  i  oświadczył , że jest z niego bardzo niezadowolony. Berkson zapytał dlaczego. Z ust przełożonego padło następujące stwierdzenie:  „Nie ma pan żadnych zgonów w przebiegu swojej pracy na tym oddziale. Inni byli świadkami kilku zgonów swoich pacjentów, a pan ani jednego. Dam panu dwie osoby, które na pewno umrą. Mają galopującą chorobę wątroby i są naprawdę w złym stanie. Zjadły trujące grzyby, a nie można dostać dla nich przeszczepu i nie ma niczego co mogłoby je uratować. Proszę iść na górę i obserwować, jak umierają, robić  notatki a potem przedstawić je na naszym konsylium lekarskim.

Berkson bez informowania przełożonych zaczął podawać dożylnie kwas alfa-liponowy, tym dwóm pacjentom, który regeneruje komórki macierzyste do rozwoju, co przyczynia się do tworzenia nowych tkanek narządów. Wątroby tych dwóch osób zregenerowały się w pełni.  Podekscytowany tym wydarzeniem poinformował o tym swoich przełożonych. Niestety rozczarował się bardzo. Nie byli oni zupełnie zainteresowani jaki preparat został zastosowany. Padło tylko stwierdzenie, że nie jest to zaaprobowana metoda leczenia i nie należy do zestawu szpitalnych procedur.

Naltrekson w niskiej dawce

Malcom-West był chory na stwardnienie rozsiane. Przez lata zażywał kosztowne toksyczne środki farmakologiczne, w wyniku których jego stan zdrowia stopniowo pogarszał się. W efekcie czego stracił pracę, a co z tym się wiąże również ubezpieczenie zdrowotne. Zaczął więc poszukiwać tańszych metod leczenia i trafił na naltrekson.  Jego stan zdrowia uległ ogromnej poprawie. Wraz z innymi orędownikami tej metody stworzył portal internetowy zawierający informację o stosowaniu tego leku na całym świecie.

Nalterkson stosowany jest w celach leczniczych u ludzi z uzależnieniami od narkotyków. W latach 80-tych ubiegłego wieku lekarz neurolog Bernard Bihari odkrył, że specyfik ten podawany w małej dawce wykazuje pozytywne działanie na układ immunologiczny i zwiększa ilość endorfin w ustroju. Doszedł do wniosku, że wobec tego lek ten powinien być użyteczny u chorych z zaburzeniami układu immunologicznego. Dr Bihari odkrył, że gdy jego pacjenci zażywali naltrekson w niskiej dawce przed położeniem się spać, skutkowało to wzrostem stężenia endorfin, co było równoznaczne z zatrzymaniem dalszego rozwoju choroby u danej osoby. Najpierw zaczął zalecać ten lek pacjentom z wirusem HIV i chorym na AIDS. U większości z nich terapia ta hamowała dalszy rozwój choroby.  Wywnioskował, że lek ten powinien być również skuteczny w przypadku chorób autoimmunologicznych. Zaczął zalecać go chorym ze stwardnieniem rozsianym, toczniem, i reumatoidalnym zapaleniem stawów.  Wielu z tych pacjentów również doświadczyło zahamowania rozwoju swojej choroby. Terapia okazała się także skuteczna u pacjentów z niektórymi postaciami raka, które nie poddawały się standardowej terapii.

Dieta ketogenna

Dieta ketogenna odnosi bardzo dobre efekty w leczeniu padaczki. Jean Mc Cawley opowiada poruszającą historię swojej  córeczki Julie chorej na epilepsję.  Matka  dziewczynki pierwsze informacje o diecie ketogennej usłyszała, gdy jej córka miała 10 miesięcy i wystąpiły pierwsze napady padaczki. Lekarze odradzali jej tę dietę argumentując, że jest ona skomplikowana i obciążająca wątrobę dziecka.  W szpitalu lekarze zastosowali u dziewczynki  lek przeciwdrgawkowy – fenobarbital, którego jedynym skutkiem ubocznym miała być senność. Tymczasem reakcją na lek był zespół Stevensa Johnsona, który spowodował nieodwracalne uszkodzenia mózgu, słuchu i wzroku. Dzień w którym  Jean Mc Cawley zastosowała dietę ketogenną był ostatnim dniem napadów padaczki u jej córeczki, niestety już na trwale okaleczonej.

Preparat srebra

Julia Schopick autorka książki „Nieznana medycyna” opisuje  z kolei historię swojego męża chorego na guza mózgu. W październiku 1990 roku jej 41 letni mąż przeszedł operację usunięcia ogromnego gwiaździaka o III stopniu zaawansowania w lewej półkuli mózgu. Tim w ciągu 4 lat przeszedł serie napromieniowań oraz 10 operacji co wiązało się z całą serią skutków ubocznych włącznie z padaczką.

Po pierwszej operacji mózgu na głowie pozostał szew, który nie chciał się goić. Kolejne operacje pogłębiały rany pooperacyjne. W 2001 roku po wykonaniu kolejnej operacji okazało się, że niegojący się szew powoduje u jej męża przedostawanie się powietrza do mózgu. Było to przyczyną zaburzeń psycho-motorycznych włącznie z nietrzymaniem moczu. Lekarze stwierdzili, że doszło do zakażenia i zaaplikowali mu serie antybiotyków oraz próbowano kilkakrotnie zszyć niegojącaą się ranę niestety bezskutecznie.

Mąż Julie był niemal umierający, gdy dotarła ona do lekarza internisty, który powiedział jej o preaparcie „Silver” skaładajacym się z kawałków tkaniny zawierającej jony srebra. Ułatwia  on gojenie nawet najgorszych  ran. Lekarz ten stosował  opisany preparat srebra u cukrzyków z niegojącymi się ranami.  Okazało się, on również skuteczny w przypadku Tima. Lekarze jednak stwierdzili, że to był zwykły przypadek.

Cechy charakterystyczne dla tych metod leczenia to:

·         Są dostępne od wielu lat, a ich istnienie i stosowanie obejmuje okres  od 25 do 90 lat.

·         Skorzystały z nich setki osób.

·         Wszystkie te terapie zalecane są przez praktyków medycyny – najczęściej przez lekarzy – którzy je przepisują i otwarcie opowiadają się za nimi.

·         Terapie te są skuteczne w chorobach, w których przypadku medycyna konwencjonalna często nie dysponuje skutecznymi metodami leczenia.

·         Niektóre z terapii są metodami naturalnymi, na przykład dieta lub suplemeny, inne polegają na nietypowym zastosowaniu leków generycznych, ale wszystkie mają cechę wspólną: nikt nie zarabia na nich wielkich pieniędzy – zwłaszcza jeżeli porówna się kwoty uzyskiwane ze sprzedaży leków produkowanych przez przemysł farmaceutyczny. Większość badań klinicznych nad lekami jest przeprowadzana przez firmy farmaceutyczne, a nie rząd. A jeżeli nawet badania tego rodzaju są finansowane przez rząd, istnieją dowody na to, że prowadzą je badacze powiązani finansowo z firmami farmaceutycznymi.

·         W większości przypadków pacjenci, którzy odnieśli korzyści ze stosowania tych metod leczenia, wykazują ogromną pasje w działaniu, by inni ludzie mogli o tych metodach dowiedzieć się. Według autorki dowody pochodzące od pacjentów mogą w istocie być jedynym rodzajem dowodów skuteczności, które nie zostały skażone żadnymi  machinacjami.

·         Terapie te są skuteczne w chorobach, w których przypadku medycyna konwencjonalna często nie dysponuje skutecznymi metodami leczenia.

conceptual 3d design of false pill.( placebo and nocebo effect. red and green colored version)

Umysł silniejszy od medycyny

 

Drogi Czytelniku jak zareagujesz na stwierdzenie, że dbanie o ciało to najmniej istotny aspekt dbania o zdrowie? Oczywiście zbilansowana dieta, codzienne ćwiczenia, dbanie o wagę, osiem godzin snu, witaminy, regularne badania lekarskie to wszystko jest bardzo istotne, ale pomijamy coś jeszcze bardziej ważnego.

Autorka książki Umysł silniejszy od medycyny po 12 latach edukacji  i 8 latach praktyki medycznej doszła do wniosku, że wystarczy zmienić sposób, w jaki  myślimy i czujemy, by obudzić w nas siłę samoleczenia.

Efekt placebo

Szukając dowodów na to, że samo przekonanie pacjenta, iż jest leczony wystarczy, by złagodzić objawy choroby, dr Lissa Rankin zaczęła studiować specjalistyczną prasę. Dzięki temu dotarła do następujących informacji:

–  prawie 50% cierpiących na astmę czuje się lepiej po użyciu pustego inhalatora,

– około 40% cierpiących na migrenę czuje znaczną poprawę po terapii placebo,

– 50% osób z zapaleniem jelita grubego odczuwa znaczną poprawę po terapii placebo,

– około 40% bezpłodnych pacjentek zachodzi w ciążę po przyjmowaniu neutralnych pastylek podawanych jako leki na bezpłodność.

Konkluzja była następująca: placebo nie zmieniało wyłącznie samopoczucia, lecz wpływało na procesy biochemiczne.

Efekt nocebo

Dr Lissa Rankin  jako studentka I roku medycyny zgłębiała tajniki ludzkiego ciała, wkuwając litanię procesów patologicznych, które mogą prowadzić do tysiąca różnych chorób.

Pewnego dnie poczuła, że coś pełznie tuż pod jej skórą i uznała to za nitkowca podskórnego. Któregoś dnia, kiedy wstała rano, miała zdrętwiałe stopy, stwierdziła  u siebie trąd, a patrząc na swoje pokryte plamkami dłonie, zaczęła podejrzewać rumień. W czasie studiów zdiagnozowano u niej kilka przewlekłych chorób. Nie była w środowisku studenckim  odosobnionym przypadkiem.  Jedno z badań pokazało, iż 79% studentów medycyny wykazuje objawy chorób, o których uczy się w trakcie studiów.

Kod genetyczny

Dziedzina wiedzy zwana epigenetyką bada mechanizmy kontroli ponad genami. Determinizm genetyczny opisany przez Jamesa Watsona i Francisa Cricka, autorów modeli podwójnej helisy DNA, głosi, że wszystko jest kontrolowane przez geny i to właśnie w genach zapisane jest przeznaczenie. Jednym słowem rodzisz się z DNA, które następnie replikuje się na RNA i służy do syntezy białek.

Badania epigenetyczne rzucają nowe światło na ten temat. Naukowcy uważają dziś, iż zewnętrzne czynniki (odżywianie, środowisko, w którym żyjemy, a nawet myśli i emocje) mają wpływ na białka regulujące transkrypcję, określające na wielu poziomach ekspresję genu.

Lekarzu wylecz się sam

W środowisku lekarskim istnieje mit „dobrego lekarza”. Zgodnie z nim jest – to taki lekarz który skupiając się na potrzebach innych, zaniedbuje własne zdrowie i  higienę psychiczną. W związku z tym wielu lekarzy mało śpi, szybko je, nie ma wsparcia na poziomie emocji i ducha, co może prowadzić do znieczulicy, zobojętnienia na cierpienie ludzkie. Lekarze nie do końca są świadomi,  jak ogromny wpływ na proces zdrowienia ma ich postawa w relacji z pacjentem.

W 1974 roku dr Clifton Meador powiedział swemu pacjentowi cierpiącemu na raka, iż jego stan ocenia jako krytyczny.  Kilka tygodni po usłyszeniu „wyroku” pacjent zmarł. Wyniki przeprowadzonej sekcji zwłok zaskoczyły lekarzy. Zmiany nowotworowe były tak niewielkie, że nie mogły być przyczyną zgonu. W wypowiedzi dla kanału Discovery Health Channel dr Meador podsumował: pacjent zmarł z rakiem, ale nie na raka. Prawdopodobnie złe wieści wywołały reakcję stresową o sile przekraczającej możliwości organizmu.

Siła emocji

Związek stresu z chorobą wydaje się nam dziś oczywisty, jednak jeszcze w latach 60 stwierdzenie, że zdenerwowanie bezpośrednio wpływa na zdrowie uznawano za bujdę i herezję. Człowiekiem, który jako jeden z pierwszych zainteresował się potencjalnym wpływem nerwów na problemy z układem krążenia był dr Herbert Benson. Wyniki jego badań były rewolucyjne jak na tamte czasy: Organizm ma naturalny mechanizm, który jest w stanie wprowadzić nas w fizjologiczny stan ciszy i spokoju umożliwiający regenerację po reakcji stresowej. Kiedy myślimy pozytywnie, nasze świadome przodomózgowie odczuwa emocje, takie jak miłość, więź, intymność, przyjemność, nadzieję, w tym czasie podwzgórze przestaje wyzwalać reakcje stresowe, współczulny układ nerwowy przestaje działać. Poziom adrenaliny i kortyzonu spada. Przywspółczulny układ nerwowy przejmuje kontrolę a system immunologiczny znów funkcjonuje. Ciało może skupić się na naturalnym procesie leczenia.

Lissa Rankin, Umysł silniejszy od medycyny, Wydawnictwo Purana

 

Green superfood detox - barley grass powder and sprouts, vegetarian diet and healthy lifestyle concept

Schorzenia skóry – Młody jęczmień

SCHORZENIA SKÓRY

 

Skóra  jest największym narządem naszego organizmu, stanowi bowiem 16 procent masy ciała. Jako organ bezpośrednio kontaktujący się ze środowiskiem wspomaga organizm w pobieraniu tlenu z powietrza i w oczyszczaniu go ze zbędnych, toksycznych substancji. Prócz tego jest odpowiedzialna za regulację temperatury ciała, zabezpiecza nas przed przegrzaniem oraz nadmiernym wychłodzeniem. Chroni narządy wewnętrzne, pomaga usuwać szkodliwe produkty końcowe przemiany materii. Dlatego też bardzo szybko reaguje na nadmiar zanieczyszczenia w organizmie, w postaci różnego rodzaju wyrzutów skórnych, sączących zmian, owrzodzeń, zaognień lub stanów zapalnych.

Zanieczyszczenia skóry mają ścisły związek z zanieczyszczeniem organizmu. Aby przyśpieszyć detoksykację powinniśmy wspomóc płuca, nerki, wątrobę, krew
i śledzionę. Wówczas nasz organizm wydali wraz ze śluzem, potem, moczem oraz
z kałem wszystko to co jest zbędne, wręcz trujące, co okrada nas ze zdrowia.

Najlepsze efekty uzyskamy korzystając z paru propozycji regeneracji organizmu. Gorąco polecam Państwu, m.in.: zastosowanie niezwykle skutecznej
i zarazem bardzo przyjemnej kuracji Green magmą Dr Yoshihide Hagiwary. Światowej sławy naukowca, który przez wiele lat pracował nad sporządzeniem skutecznej, naturalnej receptury mogącej znaleźć zastosowanie w różnych dolegliwościach zdrowotnych.

Poniżej zalecane kuracje  i ich uzasadnienie terapeutyczne.

Terapie naturalne

Hydrocolonoterapia lub lewatywy przy pomocy irygatora wg Siemionowej lub Małachowa. Dzięki nim usuniemy z Naszych jelit – fundamentu naszego zdrowia zbędny balast, tzn.: substancje polekowe, konserwanty z żywności oraz zalegające masy kałowe pochodzące z resztek pokarmu, które nie zostały dokładnie strawione. Polecam również m.in.: ozonoterapię i tlenoterapię, jako niezwykle istotne elementy kuracji pomagające wzbogacić nasz organizm w życiodajny tlen. Równie korzystnie oddziaływujące na naszą skórę będą także hydroterapia (sauna, termy), światłoterapia, chromoterapia oraz akupresura, które wspomogą nas w detoksykacji, zminimalizują dyskomfort złego samopoczucia, czy bólu. Są to rekomendowane nie tylko przeze mnie, ale i przez wielu doświadczonych naturoterapeutów skuteczne formy wspomagania oczyszczania. Warto zatem rozważyć indywidualny ich dobór 
a następnie  wdrożenie ich do kuracji.

Aktywność fizyczna

 

W każdej dolegliwości, w tym w schorzeniach skórnych bardzo pożądana jest także aktywność fizyczna zwłaszcza na świeżym powietrzu. Z racji poprawy krążenia, dotleniania, a co za tym idzie przyśpieszenia procesu wydalania zbędnych chorobotwórczych toksyn. Dlatego też gorąco namawiam do praktykowania ćwiczeń fizycznych indywidualnie dobranych do naszych preferencji i możliwości. Dzięki ich regularnemu praktykowaniu poprawie ulegnie nasze samopoczucie, kondycja psycho-fizyczna, zdrowie naszej skóry i nie tylko.

 

Jedzenie i płyny.

 

Większość chorób skóry przeważnie jest rezultatem zaburzeń przemiany materii, w tym nieprawidłowego metabolizmu tłuszczów. W celu usunięcia powyższego zaburzenia należy spożywać pokarmy o dużej zawartości kwasów tłuszczowych omega 3 i GLA. Poleca się także umiarkowane ilości wprowadzenia oleinowych kwasów tłuszczowych. Pomagają one w nawilżeniu i natłuszczeniu komórek oraz tkanek, a także ułatwiają przyswajanie witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, poza tym są nośnikiem dla hormonów.

Działanie lecznicze w chorobach skóry, zwłaszcza tym, którym towarzyszą stany zapalne posiadają pokarmy bogate w beta-karoten, czyli: marchew, dynia, botwinka, szpinak, kapusta włoska, rukiew wodna. Korzystny wpływ wywierają również siarka organiczna, w którą obfitują przede wszystkim pokarmy białkowe: jaja, nabiał, groch, fasole, brokuły, chrzan, kapusta, rzeżucha, szparagi, figi, czarne
i czerwone porzeczki. Ponadto chlorofil obecny we wszystkich zielonych warzywach lądowych oraz wodnych, któremu przypisuje się właściwości oczyszczania krwi
z toksyn, niwelowania wszelkich stanów zapalnych, odświeżania i relaksowania ciała, a także wręcz odmładzania go. Błonnik zapewniający sprawną pracę układu pokarmowego i antytoksyczność mas kałowych. Jego dobre źródła to np. kasza jaglana, brązowy ryż, rośliny strączkowe, owoce i warzywa.

Oprócz codziennego dostarczania organizmowi wszystkich niezbędnych substancji odżywczych: witamin (m.in. antyoksydantów), fitohormonów, enzymów, minerałów, aminokwasów, błonnika do prawidłowej pracy skóry niezwykle istotne znaczenie ma również transport wody i płynów o właściwościach nawadniających. Niestety wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste i przestrzegane. Generalnie za mało pijemy oraz zbyt często sięgamy po napoje, które wręcz odwadniają organizm.

Wielokrotnie w swojej praktyce zawodowej spotykam osoby, które mają niedobory wody i nie zdają sobie z owego faktu sprawy. Dlaczego? ponieważ
z jednej strony organizm każdego z nas ma niesamowite zdolności przystosowawcze do ekstremalnie niekorzystnych warunków i wysyła sygnały dopiero w fazie zaawansowanej jako dolegliwości zdrowotne. Z drugiej nie zawsze kojarzymy np. bóle głowy, zaburzenia pracy nerek czy brak jędrności skóry z owym deficytem. Najczęściej przez przypadek, podczas wizyty u dietetyka dokonując pomiarów ciała oprócz zawartości tkanki tłuszczowej i mięśniowej, także sprawdzamy zawartość wody w organizmie i odkrywamy powyższy fakt lub podczas konsultacji lekarskiej, do której zmusiły nas złe samopoczucie i problemy zdrowotne.

W ciągu dnia należy pić w zależności od pory roku, wykonywanej pracy, dolegliwości zdrowotnych około 6-8 szklanek dziennie czystej wody plus naturalne soki z warzyw i owoców, czy traw i drzew oraz napary z indywidualnie dobranych ziół. W przypadku schorzeń skórnych powinny to być zioła o właściwościach oczyszczających i ochładzających toksyczne gorąco, osuszające wilgotne złogi śluzowe występujące we krwi i układzie limfatycznym. Prócz tego poprawiające perystaltykę jelita grubego oraz ułatwiające wypróżnienia. Organ ten bowiem ma ścisły związek z pracą i wyglądem skóry.

Kuracja Green Magmą.

Green magma to synergistyczna mieszanka soku z młodego jęczmienia,
 z maltodekstryną i brązowym ryżem, produkt finalny długoletnich poszukiwań
i badań Dr Hagiwary.

Doktor farmacji uświadomiwszy sobie jak wieloma skutkami ubocznymi obarczona jest każda kuracja farmakologiczna poświęcił swoją karierę zawodową na poszukiwanie alternatywnych metod powrotu do zdrowia. Powyższy produkt to efekt finalny jego pracy. Naturalny, prosty i niezwykle wygodny w przygotowaniu. Poza tym smaczny i niskokaloryczny, chociaż bardzo energetyczny.

Niektóre z opinii naukowców na temat leczenia trawami, np. trawą jęczmienną:

 „Źdźbło trawy zawiera wszystkie elementy, z jakich zbudowany jest organizm, w tym również substancje odbudowujące i regenerujące, które pobudzają do wytwarzania energii i wydalania z organizmu kwasów będących produktami ubocznymi przemiany materii. (…)” – dr Ann Wigmore

 

„Trawy to pełnowartościowe pożywienie podtrzymujące życie”- Steve Meyerowitz

 

„Sok z traw zbóż to orzeźwiający nektar, plazma młodości, krew wszelkiego życia. Elementy, których brakuje w komórkach organizmu – zwłaszcza enzymy, witaminy, hormony i kwasy nukleinowe – pozyskać można przez tę codzienną zieloną transfuzję słońca”. – Viktoras Kulvinskas, autor książki Surival into the 21st Century.

Sok w formie proszku należy rozpuścić w wodzie, w celu uzyskania konsystencji płynnej (z jednej płaskiej łyżeczki i szklanki wody po wymieszaniu otrzymamy szklankę soku). Taki rodzaj napoju należy pić codziennie, najlepiej
2 razy dziennie. Czas trwania kuracji jest sprawą indywidualną, uzależnioną od stopnia zanieczyszczenia i niedoborów w organizmie.

Reasumując nasze powyższe rozważania. Co zrobić by jak najszybciej uporać się z wszelkiego rodzaju dolegliwościami skórnymi? Począwszy od tych najbardziej błahych, jak brak jędrności, czy nadmierna jego suchość, opóźnienie procesu starzenia oraz tych bardziej kłopotliwych: trądzik, atopowe zapalenie skóry, a także alergie, uciążliwe dermatozy, np. egzemy czy grzybice?

Na podstawie moich obserwacji i doświadczeń pacjentów polecam Państwu kurację Green magmą – wyjątkowym, zielonym sokiem z natury. Dlaczego? ponieważ to łatwa i przyjemna oraz skuteczna kuracja, której efekty są bardzo szybko dostrzegalne gołym okiem. Czysty, enzymatycznie żywy sok, produkt bezglutenowy, synergistycznie oddziaływującym na wszystkie organy. Jego wyjątkowość polega m.in. na tym, iż posiada bardzo łatwo przyswajalną formę wszelkich niezbędnych do oczyszczenia i regeneracji substancji. Należą do nich m.in.: przeciwutleniacze (aż pięćset razy wyższe niż działanie witaminy E), pełna gama sadników mineralnych, witamin (w tym pełen komplet witamin z grupy B
i bardzo wysoką zawartość karetonoidów: alf-karoten, beta-karoten, ksantofile niezwykle istotne w regeneracji skóry). Prócz tego około dwadzieścia aminokwasów, życiodajne enzymy oraz chlorofil – substancję o niezwykle dobroczynnych właściwościach leczniczych i pielęgnacyjnych.

Jego wyższość jako koncentratu odżywczego nad suplementami polega na jakościowej przewadze synergistycznej, dużo większej bioaktywności,  dzięki czemu jest lepiej przyswajalnym i skuteczniej wykorzystywanym przez nasz organizm.

Agnieszka Biernat

terapeuta-dietetyk

specjalista ds. profilaktyki

i promocji  zdrowia

                                    

Growing vegetables in a wooden tray

Kiełki

Fragment książki –„Kiełki cudowny pokaram” S.Meyerowitz

Kiełki cudowny pokaram

Nie każdy z nas może być ogrodnikiem, wszyscy jednak jemy. Jeżeli sami nie wyhodujemy sobie pożywienia, ktoś musi to zrobić za nas. Brzmi nie najgorzej, ale tak naprawdę to my znajdujemy się na przegranej pozycji. Aby to stwierdzić, wystarczy przejść się do supermarketu. Zmarniała sałata, pociemniały na brzegach, zwiędnięty szpinak i strach przed owocami nafaszerowanymi sztucznymi nawozami, środkami ochrony roślin i pestycydami. Jemy coraz mniej najzdrowszych produktów na świecie – świeżych owoców i warzyw. Gdzie się podziały? Najwięcej znajdziecie na półkach z konserwami. Nic dziwnego, że dzieci ich nie znoszą! Możecie oczywiście robić zakupy w sklepie ze zdrową żywnością, ale na produkty organiczne, jeśli w ogóle uda wam się je znaleźć, musicie często wydać sporo pieniędzy. Czas więc na uprawianie ogródka domowego. Co tydzień czekają cię nowe, świeże plony w twojej własnej kuchni. Bez drogich narzędzi i inwestycji w sprzęt ogrodniczy. Żadnych robaków, brudu i niesprzyjającej pogody. By wyhodować pół kilograma domowych warzyw, wystarczy 20 centymetrów kuchennego blatu i poświęcenie jednej minuty dziennie. Wystarczy namoczyć i posadzić.

Środowisko będzie ci wdzięczne

Prowadząc domowy ogród, stajecie się mniej zależni od odległych źródeł pożywienia, energii i technologii. Nie myśl, że efekt cieplarniany istnieje tylko na papierze. Globalne ocieplenie, zanieczyszczenie powietrza, wycieki ropy, kwaśne deszcze – to wszystko ma wpływ na nasze zdrowie oraz na dostępność i jakość żywności, którą spożywamy. Susze, powodzie, fale upałów i mrozów windują ceny jedzenia tak samo, jak rosnące koszty benzyny potrzebnej do jego transportu. Wystawiona na szkodliwe działanie przemysłu, importowana z daleka, pełna chemii, sztucznie nawożona i pasteryzowana żywność musi przejść do lamusa. Albo sami zmienimy nasz system żywienia, albo to on w końcu zmieni nas. bardziej samowystarczalni.

Domowy ogród to rozwiązanie łatwiejsze, niż się wydaje.

Chcesz wiedzieć, jakie to proste? Nasiona wschodzą same. Twoje jedyne zadanie to nawodnić je dwa razy dziennie (minuta nawadniania na pół kilograma nasion, 30 sekund rano, 30 wieczorem). Bez chwastów do plewienia, szkodników do zwalczania, bez robactwa i grzebania w ziemi, a wszystko to w czasie krótszym od tego, który marnujesz, stojąc w kolejce w supermarkecie. Zaledwie pięć łyżek nasion, których koszt jest naprawdę niewielki, daje pół kilograma kiełków. Tak taniego, a jednocześnie świeżego i pełnego wartościowych składników pożywienia nie znajdziesz nigdzie indziej! Nieważne, czy mieszkasz na trzydziestym piętrze wieżowca w centrum wielkiego miasta, czy w domku na odludnej Alasce. Styczeń czy lipiec – o każdej porze roku możesz mieć mnóstwo świeżych produktów.

Najtańsza i najbardziej wartościowa
żywność na świecie

Ziarna i nasiona możesz przechowywać latami, więc jeśli w przyszłym roku po raz kolejny zdrożeje szpinak, nie musisz się martwić. Zapłacisz śmieszne pieniądze za organicznie wyhodowane kiełki słonecznika (zawierające jeszcze więcej białka niż szpinak) lub lucerny (w których chlorofilu i minerałów jest więcej niż w natce pietruszki). Pół kilograma kiełków zawiera w sobie skumulowaną dawkę wartości odżywczych odpowiadającą tej zawartej w tysiącach wyhodowanych z nasion roślin. Biolodzy podkreślają, że największe stężenie ważnych dla zdrowia substancji roślina osiąga między piątym a dziesiątym dniem wzrostu. Innymi słowy, to właśnie na etapie kiełkowania jest najbardziej wartościowa. Kiełki dosłownie kipią od błyskawicznie namnażających się enzymów, witamin, białka i minerałów potrzebnych do rozwoju dojrzałego warzywa. Samo stężenie witaminy B wzrasta od 300 do 1500% w ciągu zaledwie trzech do sześciu dni. Skrobia rozkładana jest na mniejsze cząsteczki, skraca się czas gotowania, a nasiona i ziarna stają się łatwiejsze do strawienia. Tu aż roi się od enzymów!

Nie potrzebujesz laboratorium, by stwierdzić, że kiełki to bardzo pożywny pokarm. Możesz wyczuć to w ich smaku, zapachu, zobaczyć w barwach. Kiedy ostatnio zachwycił cię kolor sałaty lodowej? To wcale nie wina tej bezbarwnej biedaczki! Została wyhodowana na pozbawionej życia, sztucznie mineralizowanej glebie zniszczonej setki lat temu gigantycznymi zbiorami.

Wszystko, czego potrzebujesz, by wyhodować pół kilograma domowej sałaty:

• 5 łyżek nasion                                  • światło dzienne

• 20 centymetrów kuchennego blatu  • 5–10 dni do wykiełkowania

• 1–2 minut nawadniania dziennie     • kiełkownica o układzie pionowym

TO NIE TYLKO żywność W TWOIM ŻYCIU,
TO RÓWNIEŻ ŻYCIE W TWOjej żywności!

Mówi się, że jeśli jesz świeże, surowe owoce i warzywa, czujesz się dobrze i masz mnóstwo energii. Jeśli jecie stare, zwiędnięte lub zapuszkowane jedzenie, czujecie się… no cóż, starzy, zwiędnięci lub zapuszkowani. Wyhodowane zaś w domu kiełki to szczyt świeżości. Dzięki nim nie traci się ani jednej cennej witaminy. Te nasiona chwytają energię słoneczną i zamieniają ją w chlorofil, a spożywanie świeżych, naturalnych, bogatych w chlorofil produktów odżywia każdą komórkę ciała, jednocześnie zwiększając wigor.

 10 powodów,
by zacząć kiełkować!

OSZCZĘDNOŚĆ Ziarna mogą zwiększyć swoją wagę nawet piętnastokrotnie. Niska cena nasion sprawia, że przy niewielkich nakładach można wyhodować mnóstwo organicznych kiełków!

SUBSTANCJE ODŻYWCZE Kiełki to młode rośliny na etapie największego rozwoju. W tej fazie wzrostu roślina ma najwyższą koncentrację białek, witamin, minerałów, enzymów, RNA, DNA, flawonoidów, saponin, wspomagających pracę limfocytów T, i innych ważnych substancji, których w kiełkach jest więcej niż w pełni dojrzałych warzywach!

HODOWLA ORGANICZNA Bez chemikaliów, środków ochrony roślin i pytań o to, czy żywność ma odpowiedni certyfikat. Możecie być pewni naturalności swoich produktów – sami je przecież wyhodowaliście!

DOSTĘPNOŚĆ W każdym zakątku świata, w styczniu czy w lipcu możesz się w każdej chwili cieszyć świeżym jedzeniem. Również w trakcie rejsu łodzią czy górskiej wspinaczki.

MIEJSCE I CZAS To proste – wystarczy zalać! Bez ziemi, bez robaków. Nie musisz być mistrzem ogrodnictwa, nie potrzebujesz też specjalnego oświetlenia. Pół kilograma kiełków to jedynie 20 centymetrów miejsca na blacie i jedna minuta opieki dziennie.

ŚWIEŻOŚĆ Ponieważ kiełki je się bezpośrednio po wyhodowaniu.

DOBRE TRAWIENIE Ponieważ kiełki to młodziutkie rośliny, delikatne ściany ich komórek łatwo przepuszczają substancje odżywcze. W kiełkach występują one w swojej elementarnej formie, a obfitość enzymów sprawia, że są dobrze przyswajane nawet przez osoby cierpiące na problemy trawienne.

UNIWERSALNOŚĆ Kiełki to wybór warzyw większy od supermarketowego. Gryka, słonecznik, cebula, czosnek bulwiasty, kapusta pekińska, rzepa, jarmuż, rzodkiewka japońska, koniczyna krwistoczerwona, lucerna i wiele innych… Twoje sałatki już nigdy nie będą nudne!

DANIA Piecz chleby z kiełkami pszenicy, żyta i jęczmienia. Zrób przekąski z kiełków orzechowych, dip humusowy z kiełków ciecierzycy, gotowane warzywne przystawki z kiełków grochu, chińskie dania z patelni z kiełkami fasoli mung, fasolki azuki i soczewicy, a nawet pizzę z kiełkami pszenicy!

EKOLOGIA Bez zanieczyszczania środowiska benzyną konieczną do dostarczania ci produktów. Bez opartych na ropie pestycydów i sztucznych nawozów.

Czy jedzenie kiełków jest bezpieczne

Kiełki a salmonella i bakterie E. coli

10 stycznia 1999 w „Journal of the American Medical Association” (JAMA) ukazał się artykuł opisujący przypadki obecności salmonelli w kiełkach lucerny w roku 1995. Ogólnym celem przeprowadzanych wówczas badań było wykrycie źródeł epidemii tej choroby. Ponieważ JAMA stanowi wiarygodne źródło informacji, amerykańskie media szybko zaczęły przestrzegać ludzi przed spożywaniem podejrzanych kiełków. Czy miały rację? Czy jedzenie kiełków naprawdę jest niebezpieczne?

Od roku 1995 nasiona przeznaczone na kiełki były obiektem dokładnych badań. Dziś przeprowadza się specjalne procesy oczyszczania, a główni importerzy i dystrybutorzy przedstawiają certyfikaty, które potwierdzają mikrobiologiczne testy wykonywane na dopuszczanych do sprzedaży nasionach. Zakażenia salmonellą lub bakteriami E. coli są niezwykle rzadkie. Mimo to dla zwiększenia bezpieczeństwa producenci poddają nasiona specjalnemu, zatwierdzonemu przez Agencję Ochrony Środowiska (EPA) procesowi pasteryzacji, który w 99,8% niszczy bakterie E. coli oraz salmonellę. Innymi słowy – jeśli już kupiliśmy zakażone nasiono (co naprawdę jest niemal niemożliwe), prawdopodobieństwo, że obecne w nim kiedyś bakterie przetrwały, wynosi 0,02%.

Pewne przekłamania sprawiły, że kiełki stały się w temacie skażonego jedzenia kozłem ofiarnym. JAMA opisuje jedynie 133 zgłoszone przypadki”, mówi jednak o „20 000 osób dotkniętych problemem”. To jedynie podsyca ludzki strach. Umieśćmy ryzyko zakażenia salmonellą po spożyciu kiełków w szerszej perspektywie. Według Centrum Zwalczania Chorób i Zapobiegania Chorobom (Centers for Disease Control and Prevention, CDC), 4 miliony osób rocznie zaraża się salmonellą po zjedzeniu drobiu, mięsa, jaj, produktów mlecznych lub świeżych owoców i warzyw. Amerykańscy rolnicy dostarczają rocznie 1,4 miliarda 100-gramowych porcji kiełków, które (wg Departamentu Zdrowia stanu Kalifornia) są powodem jedynie 2000 zakażeń. Naturalnie, JAMA słusznie wskazuje, że jako produkt surowy kiełki mogą zawierać więcej drobnoustrojów. To samo dotyczy jednak wszystkich niegotowanych pokarmów. W ciągu ostatnich 5 lat 41 przypadków epidemii wynikało ze spożycia surowych produktów. Jeden z nich – melony kantalupa z Meksyku – spowodował aż 25 000 zakażeń salmonellą (dane za CDC). Jeśli zaś chodzi o kiełki – przez ponad 40 lat były one powodem jedynie 12 przypadków epidemii, z których 4 były powiązane z tymi samymi skażonymi nasionami z 1995 roku. W opisywanym powyżej pięcioletnim okresie 195 przypadków spowodowane było spożyciem mięsa i drobiu, a 178 spożyciem owoców morza. Co roku CDC rejestruje przypadki zgonów na skutek spożycia orzechów ziemnych, mleka, jajek czy skorupiaków, nigdy jednak kiełków.

Zagrożenie zakażeniem E. coli po spożyciu mięsa, drobiu, skorupiaków, produktów mlecznych, jaj i produktów rolnych jest mniejsze (1,1 osoby na milion) niż zagrożenie bycia trafionym przez piorun (1,29 osoby na milion). Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że w grupie produktów rolnych ryzyko jest najniższe (41 przypadków w ciągu 5 lat), a w podgrupie kiełków jeszcze niższe (12 przypadków w ciągu 40 lat), okazuje się, że kiełki to najbezpieczniejsze produkty żywnościowe. Amerykański Narodowy Instytut ds. Nowotworów oraz Państwowy Instytut Zdrowia zalecają spożywanie pięciu świeżych produktów dziennie. Zawarte w kiełkach substancje fitochemiczne o działaniu przeciwnowotworowym (udowodnionym w badaniach przeprowadzonych w 1997 na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa) sprawiają, że zdrowotne zalety jedzenia kiełków znacznie przeważają nad ewentualnymi wadami, wynikającymi z zagrożenia zakażeniem salmonellą lub bakteriami E. coli.

Żywność oraz źródła wody nigdy nie będą wolne od szkodliwych bakterii. Nic w naturze nie jest bowiem sterylne. Pamiętajmy jednak, że mikroorganizmy, które możemy znaleźć w świeżych produktach, są w większości nieszkodliwe. W gruncie rzeczy, ludzie mają więc dostęp do zdrowej żywności. Producenci kiełków pracują wraz z FDA oraz USDA, aby przekonać ich, że kiełki to nie tylko jeden z najzdrowszych, lecz także jeden z najbezpieczniejszych dostępnych produktów żywnościowych.

https://purana.hillconnect.pl/kielki-cudowny-pokarm/

pedicure on legs and beautiful manicure on hands closeup.

Grzybice

Grzybica, drożdżyca, kandydoza, candida, drożdżyca, grzybica pochwy, grzybica stóp

Niemal co drugi człowiek jest nosicielem Candida

Drożdżak ten bytuje w jelicie lub na skórze człowieka, często nie wywołując żadnych objawów chorobowych.
Osłabienie odporności, uszkodzenie naturalnej bariery obronnej organizmu lub zaburzenia w obrębie flory jelitowej mogą sprawić, że ten w zasadzie niegroźny przybysz zamieszkujący organizm człowieka staje się pasożytem i wywołuje chorobę u swojego gospodarza. Grzybicze zapalenie jelita, powszechnie nazywane grzybicą, drożdżycą lub kandydozą wywoływane jest najczęściej przez drożdżaka białego, zwanego po łacinie Candida Albiensis.
Badacze naukowi zajmujące sie tym grzybem, badają w jaki sposób grzybom tym udaje się przenikać z błony śluzowej jelita do głębiej położonych tkanek i do innych narządów.

  • Znane są: grzybica oskrzeli, grzybica płuc oraz grzybice zewnętrzne: grzybica stóp, grzybica paznokci, grzybica pochwy, grzybica skóry głowy.
    Jeśli bakterie przedostaną się do naszego organizmu przez osłabiony układ odpornościowy, u człowieka rozwija się ostra choroba – inaczej jest w przypadku grzybów. Wnikają one do organizmu w sposób podstępny, niezauważalny.
    Osiedlają się na osłabionych błonach śluzowych jelit, skąd zaczynają wędrówkę do innych narządów podkopując zdrowie. Wiedzą doskonale jak się ukrywać i czekają na sposobność, aby zaatakować organizm w chwili osłabienia.
    Wykrycie grzybicy narządów wewnętrznych jest bardzo trudne, ale niezbędne. Jeśli uskarżamy się na dolegliwości niewiadomego pochodzenia, a wyniki laboratoryjne są w normie, może to być oznaką, że mamy grzybicę.

W normalnych warunkach Candida albicans, w postaci jednokomórkowego drożdżaka żyje w jelicie grubym człowieka (i licznych zwierząt), dokąd dostaje się zazwyczaj podczas porodu lub tuż po nim, od osób, które mają kontakt z noworodkiem, stąd m.in. pleśniawki. W jelicie grubym, gdy zachowana jest równowaga, drożdżak pobiera z masy kałowej resztki substancji odżywczych i zużywa je na własne potrzeby, przez co nie pozostawia pożywki dla drobnoustrojów napływowych spoza jelita grubego, jednocześnie wydala jako produkty przemiany materii, kilkadziesiąt potężnych toksyn, które uniemożliwiają zasiedlenie jelita grubego przez drobnoustroje chorobotwórcze, a równocześnie zmusza układ odpornościowy do ciągłej czujności. Czyli w normalnych warunkach w jelicie grubym Candida żyje w równowadze z innymi pożytecznymi bakteriami i jest ważnym elementem układu obronnego organizmu.

  • Problem zaczyna się wówczas, gdy drożdżak zaczyna się bez kontroli rozrastać, a dzieje się to wtedy, gdy w jelicie zaczyna brakować tzw. dobrej flory bakteryjnej.
  • Po kuracji antybiotykowej, dobra flora bakteryjna ginie na kilka miesięcy. Jednocześnie antybiotyki stanowią doskonałą pożywkę dla drożdży, na skutek czego zwiększa się ich ilość . Kończy się równowaga i Candida zaczyna dominować, rozmnażając się w niepohamowany sposób, eliminując nie tylko bakterie chorobotwórcze ale przede wszystkim wszystkie drobnoustroje pożyteczne. Brak bakterii symbiotycznych, produkujących witaminy, doprowadza organizm do awitaminozy. Niedobór witamin prowadzi nieuchronnie do osłabienia skóry i śluzówki, które stają się kolejną pożywką dla drożdżaka. Natrafiwszy na osłabioną tkankę – drożdżak Candida ulega transformacji. Zanurza agresywnie w osłabiona tkankę swoją wypustkę, z której rozrastają sie strzałkowate korzenie tworzące tzw. plechę i z jednokomórkowego drożdżaka przeistacza się w wielokomórczakowego grzyba – pasożyta, z charakterystyczną dla tego gatunku plechą.
  • Grzybice w śluzówce jelit rozrastają się coraz bardziej, tworząc nadżerki (rodzaj niezabezpieczonych drzwi), przez które przedostają się do organizmu szkodliwe substancje (toksyny), które organizm musi następnie wydalić, czy to w postaci zmian skórnych, czy złogów wewnętrznych takich jak torbiele, cysty lub wrzody. Prócz toksyn, przez te drzwi przedostają się również drobnoustroje, także Candida , który po dotarciu do krwioobiegu może zawędrować i osiedlić się wszędzie tam, gdzie napotyka odpowiednie warunki do bytowania tj. osłabioną tkankę.
  • Rozwojowi grzybicy sprzyjają: niektóre lekarstwa, ( leki immunosupresyjne, sterydy , pigułki antykoncepcyjne oraz antybiotyki), również jedzenie mięsa często “nafaszerowanego” antybiotykami, dieta bogata w cukier, niepełnowartościowa, oczyszczona żywność, które są doskonałą pożywką dla Candidy powodują ich jeszcze szybszy wzrost.
  • Ale trwałe efekty może przynieść tylko likwidacja drożdżaków przy pomocy znanych od wieków metod, czyli zastosowania ziół niszczących te pasożyty, równocześnie z dieta bogatą w błonnik, z jak najmniejszą ilością cukru i węglowodanów.

Bibliografia: Grzyby Candida Ann Boroch