BANER purana

Matki, które nie potrafią kochać tekst Anna Kotlarek

dr Susan Forward, Donna Frazier-Glynn,„Matki, które nie potrafią kochać. Uzdrawiający poradnik dla córek”

https://purana.hillconnect.pl/matki-ktore-nie-potrafia-kochac-dr-susan-forward-donna-frazier-glynn/

 Każda z nas chce dorosnąć i stać się silną, niezależną kobietą. Każda nosi w sobie inny obraz tej dorosłości, każda chce doświadczyć pochwał i akceptacji oraz tego, aby nasze wybory zostały uznane przez tę, która, świadomie i podświadomie, była i jest dla nas wzorem kobiecości przez matkę. Jak gdyby przyzwalające kiwnięcie matczyne było wszystkim, co przesądza o wartości życia dorosłej córki. Każda z nas ma zupełnie inne relacje z matką. Nie można też zmierzyć bólu i cierpienia, który niesiemy od dzieciństwa w dorosłość. Mówi się, że wszyscy szczęśliwi ludzie są podobni do siebie, a wszyscy nieszczęśliwi – są nieszczęśliwi na swój własny sposobów.

Kiedy już dojrzałość pozwala nam zobaczyć źródło cierpienia, o wiele szybciej wychodzimy z sytuacji kryzysowych. Gdy natomiast mamy tendencję do obarczania siebie winą za przydarzające się nam nieszczęścia, a tak się zazwyczaj dzieje w przypadku dziewczynek wychowanych w domach pozbawionych matczynego ciepła, jest to sygnał, aby przypatrzyć się uważnie relacji z matką. Najczęściej takie kobiety zwracają się przeciwko sobie samym, bo przecież żyjemy w kulturze, w której broń Boże nie wolno mówić źle o własnej matce.

 

Znamy słynne powiedzenie: „Ojciec jak ojciec, ale Matka jest tylko jedna”! Z takim przekazem wiele z nas rodzi się, żyje i umiera. Oczywiście jest to zupełnie zrozumiałe w odniesieniu do matki, która kocha swoje dziecko, która pomimo błędów wychowawczych – kto z nas ich nie popełnia, „niech pierwszy rzuci kamieniem” – jest matką czujną, bezpieczną przystanią, akceptującą swoje dziecko bez względu na wszystko. A jeśli cena, jaką przychodzi nam zapłacić za wyniesienie własnej matki  na wewnętrzny tron, okupiona jest łzami i bólem? Co się dzieje, gdy ten tron to jedyne, co zajmuje nasze jestestwo? Co wtedy, gdy najważniejsze jest, żeby spłacić „dług” bycia noszonym pod sercem, urodzenia i wychowania?

 

Susan Forward – psychoterapeutka z wieloletnim doświadczeniem -odczarowuje ten mit. Śmiało nazywa w swojej książce niełatwą prawdę, że są takie „Matki, które nie potrafią kochać”.

W „uzdrawiającym poradniku dla córek”, skupia się głównie na tych, które „po kądzieli” dziedziczą nie tylko nos, włosy czy oczy, ale i brak miłości do siebie samej, bo jak tu kochać siebie, skoro nigdy nie zaznało się miłości od kobiety, która cię urodziła? Jak tu mieć rozeznanie, gdzie jest twoja wina, skoro ma się poczucie, że winą samą w sobie jest już fakt, że się przyszło na świat? Jak mieć zaufanie do własnych wyborów, skoro całe życie się słyszało, że nic nie jesteś warta, od tej, która zgodnie z płynącym zewsząd przekazem jest najważniejsza? I że kocha? A co jeśli człowiek całe życie czuł, że nie jest kochany, i tej miłości szukał wszędzie, a znajdował wciąż i wciąż ten sam schemat?

 

Autorka nie zajmuje się rozgrzeszaniem matek, lecz przywracaniem córkom ich własnej wartości, wiary w to, że są i zawsze były godne kochania i że, nic co wydarzyło się w ich dzieciństwie, nie jest ich winą. Obiecuje, że na tej niełatwej drodze można znaleźć odpowiedź na pytanie, co zaprogramowało wszystkie negatywne przekonania, co doprowadziło do emocji, które każdy dzień zamieniają w walkę. Zawsze opłaca się zadać sobie trud dotarcia do zachowań będących aktem autosabotażu.

 

Susan Forward okazuje zrozumienie dla strachu, gdyż droga prowadząca wstecz, do pełnego krzywd dzieciństwa, jest bolesna. Na przykładzie kobiet, którym pomagała przebyć taką drogę, udowadnia jednak, że jest ona konieczna i, co najważniejsze, nie zmusza do ponownego przeżywania złych doświadczeń. Wystarczy je sobie przypomnieć. Bardzo istotne jest, aby o tym wiedzieć, ponieważ często mamy skłonność do masochistycznego odtwarzania chwil, które dawno minęły, a w nas wciąż żyją, wciąż sieją spustoszenie, jakby ciągle trwały.

 

Dr Susan Forward mówi: musisz przejść przez swój smutek, nie obok niego ani dookoła. Bowiem dopiero pozwalając sobie na smutek małej, skrzywdzonej dziewczynki, możesz mu pozwolić odejść, tym samym robiąc w sobie miejsce na nowe.

Wówczas uda ci się opuścić świat stworzony i zdominowany przez matkę, która nie uznawała ciebie, twoich uczuć, twoich pragnień. Dopiero kiedy staniesz naprzeciw tego małego dziecka, którego uczucia i potrzeby nigdy się nie liczyły, kiedy zobaczysz, że wszystkie jego granice były przekraczane, możesz zobaczyć, że teraz

  • nie jesteś już dzieckiem,
  • masz prawo do własnego życia,
  • jesteś jedyną osobą, która może wyznaczać granice,
  • jesteś jedyną osobą, która przytuli to małe zaniedbane dziecko tkwiące w tobie, bo są takie matki, które nie potrafią kochać, i twoja była jedną z nich.

Oczywiste jest, że trzeba przeżyć w sobie żałobę, jak po pogrzebie kogoś najbliższego,  przecież całe życie wciąż wszystko robiłaś, żeby zasłużyć na to, czego nigdy nie dostałaś i czego dostać nie możesz – i nigdy nie była to twoja wina.

Potem przyjdzie czas na zrzucenie tego ciężkiego balastu, jakim jest poczucie odpowiedzialności za życie i szczęście twojej matki, za jej nastrój, uczucia.

Pomimo ogromnego poczucia winy, które pojawi się na początku, musisz oddzielić swoje życie od życia matki, bo dopóki tego nie zrobisz, dopóki skupiasz się na matce, umyka ci wiedza, kim jesteś i czego naprawdę chcesz.

 

W książce dr Forward znajdziemy przykłady pięciu różnych typów niekochających matek.

https://purana.hillconnect.pl/matki-ktore-nie-potrafia-kochac-dr-susan-forward-donna-frazier-glynn/

  • Narcystyczna–zawsze przekierowuje uwagę na siebie.
  • Zaborcza– pod pozorem tulenia dusi.
  • Despotyczna–żąda i karze.
  • Wymagająca matkowania.
  • Zwyrodniała–albo sama jest oprawcą własnego dziecka, albo na zło wobec niego milcząco się zgadza.

 

Wszystkie przywołane typy matczynych postaw zostały przyobleczone w konkretne przykłady, znane autorce z własnej pracy psychoterapeutycznej z dorosłymi córkami takich matek. Każda skrzywdzona córka dysfunkcyjnej matki może nie tylko odkryć swoje rany emocjonalne, lecz także dostać przepis na „plaster”.

Książka została podzielona na dwie części, z których pierwsza opisuje różne typy matek i nasze konflikty związane z nimi, a druga jest propozycją pracy autoterapeutycznej. Daje nadzieję, że pomimo wielu zranień nie wszystko zostało zniszczone. Pomaga zobaczyć, że najważniejsze to zacząć od bycia dobrą dla siebie, od wzięcia odpowiedzialności za własne szczęście i zrozumienia, że nie jest się odpowiedzialną za szczęście i nieszczęście swojej matki.

 

Pamiętaj:

  • na miłość matki nie trzeba sobie zasłużyć,
  • nie trzeba za nią płacić,
  • jako dziecko ma się prawo do miłości bezwarunkowej,
  • ma się prawo do dzieciństwa, do własnego życia, do własnych wyborów,
  • nie trzeba rezygnować z siebie, żeby zasłużyć na miano dobrej córki.

 

Trudne dzieciństwo nie kończy się wraz z dorosłością. Mała dziewczynka wciąż chowa się w szafach kobiecych oczu. Aby ją uzdrowić, trzeba ją wypłakać, ale „pamiętaj, łzy niczym rzeka biorą początek w jednym miejscu, ale zdążają do innego – niewykluczone, że popłyniesz wraz z nimi w stronę uzdrowienia”.

 

źródło

https://www.onet.pl/…/matki-ktore-nie…/eltc4mh,30bc1058

Podróż wpis

Podroż egzystencjalna tekst Anna Kotlarek

Micah R. Sadigh, „Podróż egzystencjalna”

 

Większość z nas w tym okresie podróżuje, zwiedza, odpoczywa. Jednym słowem – cieszy się życiem. Tymczasem pojawia się informacja pod tytułem „Podróż egzystencjalna”. Ktoś może powiedzieć : „No cóż, artykuł nie na tę porę roku, może na jesień, kiedy będzie bardziej nostalgicznie, może na długie zimowe wieczory”. Ale może jednak ciągle jesteśmy w podróży i brakuje nam czasu, aby się w końcu zatrzymać i zadać sobie pytanie: Dokąd ja właściwie zmierzam?

Profesor Micah R.Sadigh zaprasza nas do odbycia podróży egzystencjalnej. Nawiązując do różnych twórców, pisze o rzeczach codziennych, ale jakże ważnych: miłości, braterstwie, prostocie i przemijaniu.

Szczególne miejsce w jego książce zajmuje dwóch wielkich myślicieli: Viktor Frankl oraz Lew Tołstoj.

Łączyły ich wspólne wartości:

  • głęboka wiara w Boga,
  • wieczność jako punkt odniesienia,
  • służba dla innych jako sposób na rozwój,
  • pisanie jako forma autoterapii i refleksji nad człowieczeństwem.

Obaj traktowali śmierć jako dar pomagający kształtować rzeczywistość. Ta wielka niewiadoma była dla nich motywacją do stawania się każdego dnia lepszym człowiekiem. Zatrzymajmy się na chwilę i spójrzmy na historię życia tych dwóch twórców. Właśnie teraz, kiedy szczególnie potrzebujemy solidarności, zjednoczenia z drugim człowiekiem. Przecież tak bardzo jesteśmy do siebie podobni.

 

Viktor Emil Frankl urodził się w 1905 roku we Wiedniu, w żydowskiej rodzinie. Już jako nastolatek uczęszczał na wykłady akademickie poświęcone psychologii. Miał nawet okazję bezpośrednio korespondować z Zygmuntem Freudem na temat jego idei ludzkich zachowań związanych z nieświadomym umysłem. Uważał, że zachowania te są zdeterminowane przez dwa główne instynkty. Pierwszym z nich jest Eros, popęd życia, czyli poszukiwanie przyjemności. Drugi to Tanatos, popęd śmierci, czyli agresywne, destrukcyjne impulsy skierowane wobec siebie i innych. Twierdził, że te dwa potężne popędy, pragnienia, kierują nami i że możemy je kontrolować tylko do pewnego stopnia. Viktor Frankl po dogłębnym przeanalizowaniu ścieżki psychoanalizy poczuł pewien niedosyt i zainteresował się pismami innego bardzo popularnego w jego czasach psychiatry – Alfreda Adlera, który stworzył nurt psychologii indywidualnej. Adler, będąc osobą wierzącą, negował postrzeganie ludzi wyłącznie przez pryzmat biologii i popędów. Uważał, że mimo wrodzonych instynktów ludzie są w stanie dokonywać wolnych wyborów, a wyznaczanie celów „napędza” człowieka do działania.

Viktor Frankl poczuł, że takie podejście, oparte w dużej mierze na egzystencjalizmie, jest mu bardzo bliskie. Przyłączył się nawet do stowarzyszenia Adlera. Niestety w pewnych kwestiach nie podzielał opinii jego członków. Zaczął podawać w wątpliwość, czy człowiek rzeczywiście kieruje się jedynie instynktami lub celem. Doszedł do wniosku, że koncentrowanie się na sensie warunkuje nasze zachowania o wiele bardziej niż libido czy plany na przyszłość. Głoszenie takich poglądów spowodowało usunięcie go ze stowarzyszenia i przyklejenie mu łatki heretyka. W takich okolicznościach Viktor Frankl przedstawił trzecie podejście, określone przez niego jako „wola sensu”. Według niego zaangażowanie, aktywne poszukiwanie, odkrywanie sensu to głęboki fundament ludzkiej egzystencji.

W latach 1942–1945, będąc więźniem obozu koncentracyjnego Auschwitz w Oświęcimiu, udowodnił, że zaakceptowanie wyższego sensu daje możliwość pokonania najgorszych dramatów życiowych. Pomógł wielu współwięźniom przejść przez niewyobrażalne cierpienia obozowej rzeczywistości. Człowiek pozbawiony ubrania i włosów, z numerem na ręku, rozdzielony z rodziną, traci w pewien sposób swoją tożsamość. W świecie, w którym wartości utraciły jakiekolwiek znaczenie, poszukiwanie sensu stało się dla wielu jedyną drogą do przeżycia. Siła fizyczna była drugorzędna wobec siły miłości i ufności. Wewnętrznej wolności nie mogły odebrać żadne kraty czy kajdany.

 

Lew Nikołajewicz Tołstoj, prawie o stulecie starszy od Frankla, urodził się w 1828 roku w Rosji w rodzinie arystokratycznej. W okresie wczesnego dzieciństwa stracił nie tylko matkę i ojca, lecz także babcię, która miała sprawować nad nim opiekę. Te wydarzenia odcisnęły się na nim trwałym piętnem na resztę życia. Pytania o sens istnienia, pragnienie rozwoju, jak również silne stany depresyjne miały ogromny wpływ na twórczość tego wielkiego powieściopisarza, dramaturga, krytyka literackiego, myśliciela oraz pedagoga i znalazły odbicie w rysach osobowościowych jego bohaterów. Podobnie jak wielu egzystencjalistów, postrzegał on akceptację śmierci jako warunek pełnego pasji, autentycznego życia.

Współcześnie Lew Tołstoj uważany jest za najwybitniejszego pisarza rosyjskiego. Dzięki wnikliwej, a czasami nawet brutalnej samoocenie posiadł on niezwykłą wiedzę na temat ludzkiej psychiki, co sprawiło, że jego dzieła są tak bardzo głębokie i fascynujące. Bohaterowie, zdejmując maski i odsłaniając swoje myśli, budzą jednocześnie zachwyt i przerażenie, ale ich autentyczność staje się bardzo bliska dawnym i współczesnym czytelnikom. Poprzez kreowanie takich postaci autor zachęca nas do retrospekcji, do niszczenia świata pozorów. Dopiero wtedy, gdy stajemy wobec świata nadzy, bez masek, zaczynamy żyć naprawdę.

Tołstoj wielokrotnie podkreślał, że dobra materialne, uznanie czy sukcesy zawodowe nie dadzą nam szczęścia i trwałego spokoju w obliczu śmierci. Sens istnienia nie może opierać się na takich wartościach, gdyż ostatecznie pozbawione są one znaczenia. Według Lwa Tołstoja to właśnie życie dla innych, okazywanie współczucia, poświęcenie siebie dla bliźnich jest fundamentem człowieczeństwa. Jego słynne idee „nie przeciwstawiania się złu przemocą” miały ogromny wpływ na poglądy Mahatmy Gandhiego czy Martina Luthera Kinga.

Miłość była postrzegana przez Tołstoja jako prawdziwy przewodnik życia, jako siła, która w zderzeniu z  cierpieniem i niesprawiedliwością „dostaje skrzydeł” i prowadzi nas w kierunku poczucia jedności i wspólnoty z drugim człowiekiem. Ten sam motyw wzajemnej służby i braterstwa ludzi znajdujemy również u Viktora Frankla.

 

Rozważania nad sensem życia są ponadczasowe, nieuniknione i od zawsze pochłaniają myśli wielu osób. Dziś, w XXI wieku, w obliczu coraz bardziej nieoczekiwanych zdarzeń, pytania te mogą się pojawiać coraz częściej. Z powodu tak wielu nowych bodźców nasze myśli są z pewnością bardziej rozproszone, a cisza stanowi dla współczesnych ludzi coraz większe wyzwanie. Ale w każdej sekundzie gdzieś za drzwiami nadal stoi śmierć i milcząco towarzyszy życiu.

Anna Kotlarek

Konsultantka Psychobiologii Vedica ® dr M. Radziszewskiej.
Łączy podejście medycyny wschodniej z tym, co nam wiadomo o zdrowiu na Zachodzie.
Mediator, filolog, autorka książki „Rozwód z samym sobą”.

źródło

https://www.onet.pl/styl-zycia/kobietaxl/podroz-egzystencjalna-gdzie-szukac-sensu-zycia/xbmb53x,30bc1058

http://www.kobietaxl.pl/ksiazki/n,228635,podroz-egzystencjalna-gdzie-szukac-sensu-zycia.html

https://purana.hillconnect.pl/podroz-egzystencjalna-micah-r-sadigh/

Dotyk

Co mówi ciało…

Warsztat fizjoterapeutyczny oparty jest w dużej mierze na dotyku, na kontakcie dwóch ciał, dwóch systemów informacyjnych, dwóch rzeczywistości – z własnymi historiami, doświadczeniami.

 Z jednej strony dotyk jest wszechobecny w naszym życiu. Tak wiele zostało powiedziane na temat ważności dotyku w okresie niemowlęcym czy dzieciństwie. Właściwy dotyk daje nam poczucie bezpieczeństwa, ukojenie, jest przejawem miłości, bliskości. Z drugiej jednak strony jest zmysłem obwarowanym największą liczbą tabu, ograniczeń, zakazów i zahamowań. Niejednokrotnie trudno nam o nim rozmawiać z naszymi dziećmi, rodzicami, partnerami.

Bartłomiej Gajowiec – fizjoterapeuta, nauczyciel aikido, twórca metody neuroaiki – opowiada czytelnikom o dotyku z perspektywy terapii dolegliwości, opierając się na doświadczeniach klinicznych w pracy z pacjentami.

„Świat dotyku” – frapujący tytuł. Dlaczego taki wybrałeś?

Dotyk jest pewną rzeczywistością, w której praktycznie wszyscy jakoś przebywamy. Jedni świadomie, inni nie. Dotyk tworzy niezwykłą łączność pomiędzy ciałami, czy to ciałami przyjaciół, kochanków, rodzica i dziecka, czy w terapii. Dotyk może więcej, niż nam się wydaje. Całe mnóstwo komunikatów dostaje się z ciała do ciała poprzez dotyk. I to on potrafi leczyć o wiele skuteczniej niż jakikolwiek inny zmysł. Zresztą spójrz – czym go zastąpić? Jak bardzo trudna jest kompensacja braku dotyku lub jak duże i głębokie blizny pozostawia tzw. zły dotyk. O wiele boleśniejsze niż choćby złe spojrzenie.

 

Czym jest dla ciebie fizjoterapia? Co daje ci motywację do kontynuowania tej pracy?

Fizjoterapia… tego, co obecnie robię, chyba nie umiem określić tym słowem. To już dawno nie mieści się w tego typu ramach, które zresztą nie pomagają ani w zrozumieniu fenomenu ludzkiego ciała, ani w procesie jego uwalniania od różnorakich obciążeń. Lubię pomagać ludziom, widzieć zmiany, które wywołuje u nich praca w gabinecie, gdy odpala w nich coś, czego nie czuli od dawna albo nawet nigdy dotąd. Gdy uwalniają się od więzów myślowych i fizycznych, gdy znika cierpienie. To wznosi i dodaje zapału.

 

 

Co można zaliczyć do największych sukcesów, ale i porażek w pracy z klientem?

Nie patrzę na pracę z klientem w kategoriach sukcesów i porażek. O całkiem co innego tu chodzi. O świadomość. O obudzenie czegoś w człowieku lub potwierdzenie jego intuicji. Bo ludzie zagubili zdolność ufania samym sobie, własnym ciałom. Temu, co jest im najbliższe. Odpowiedzi na własne pytania kierowane do wewnątrz szukają gdzieś poza sobą. Stąd się biorą różne trudności w odsłuchiwaniu odpowiedzi, bo w wielu przypadkach są to po prostu czyjeś opinie na mój temat.

 

Jak to jest z tą psychosomatyką? Bo tego nie uczą was na uczelni. Zdradź nam tajemnicę powiązań między mechanicznymi uszkodzeniami ciała a emocjami. 

Ludzie ulepieni są z emocji. Fizyczność jest tylko płótnem, na którym emocjami malujemy obraz każdego z nas z osobna. Spójrz: w atlasie anatomicznym jest rysunek tylko jednego szkieletu. A ludzi jest nieco więcej… I każdy wygląda inaczej. To dowodzi, jak bardzo różnorodną rzeczywistością psychofizyczną jesteśmy. W każdym z nas tworzą się inne zespoły połączeń pomiędzy emocjami a reakcjami w tkankach. Da się to jakoś zebrać w tzw. zespoły przyczynowo-skutkowe, które da się opisywać, proponować terapię, ale koniec końców w każdym z nas wszystko się toczy własnym rytmem i dla każdego jest to niepowtarzalna melodia.

 

 

Jakie zmiany mogą zajść w naszym postrzeganiu ciała po przeczytaniu twojej książki?

Warto spytać tych, którzy mają to już za sobą. Co w nich ona zmieniła. Jakie emocje budziła podczas czytania, do czego ich poprowadziła i co obudziła w ich myśleniu lub odczuwaniu. Pisałem ją z intencją wskazania wielorakich możliwości dogadania się z własnymi objawami. Spójrz na tę fajną grę słów: objaw objawia. Objaw i ja. Co o mnie mówi mój objaw. Idąc tym tropem, można odkryć całkowicie nowe lądy w samym sobie.

Źródło:

https://www.kobietaxl.pl/zdrowie/n,226643,ludzie-zagubili-zdolnosc-ufania-samym-sobie-wlasnym-cialom.html

wiara w siebie zdjecie

Wiara w siebie

Zaufanie do innych

Dziś rano zdemontowaliśmy dodatkowe kółka przy jej rowerku. Czterolatka z dumą siada na nim i rusza naprzód w promieniach słońca. Ojciec biegnie obok, jedną rękę trzyma na jej pleckach, a drugą na siodełku. Mała pedałuje, jak może najszybciej, uczepiona kierownicy. Tata dodaje jej odwagi: „Jedź, nie zatrzymuj się”, „patrz przed siebie”, „bardzo dobrze!”. Puszcza siodełko. Dziewczynka jedzie bez pomocy ojca. Nabiera prędkości, ale zachowuje równowagę. Kiedy zdaje sobie z tego sprawę, krzyczy z radości i jeszcze przyspiesza. Czuje się wolna i lekka: wierzy w siebie.

Ale właściwie w co wierzy? W swoje możliwości? W ojca? W tę chwilę rodzinnego szczęścia?

Ta mała dziewczynka na rowerze może nam służyć za przewodnika. Jej wiara we własne siły płynie z trzech źródeł. Najpierw jest to jej ojciec. Rusza zatem w drogę nie sama, lecz z nim, dzięki niemu. Wiara w siebie jest najpierw wiarą w kogoś innego. Potem liczą się własne umiejętności tej dziewczynki. Przyswaja sobie rady ojca jak pedałować, jak trzymać kierownicę. Zdobyła coś, bez czego nic nie byłoby możliwe, czyli wiarę w siebie. Jest to też wiara we własne umiejętności. Ale jest i coś więcej. Radość, która ją ogarnia, gdy nabiera prędkości, jest czymś więcej niż zachwyt, że nauczyła się jeździć na rowerze. To radość wszechogarniająca, głębsza, która rozbrzmiewa jak wdzięczność za życie. Wiara w siebie – jest wiarą w życie.

Wiara w siebie to coś, co się przeczuwa, co rodzi się z pewnej alchemii. Jest pochodną wielu czynników. Drogi, które do niej prowadzą, są bardzo różne, ale wiara raz zdobyta niesie nas wszystkich przez życie w ten sam sposób. Jest tylko jeden rodzaj wiary w siebie, ale istnieje wiele sposobów jej budowania.

Budowanie wiary to świadoma praca

Madonna jest na scenie bestią, jest też artystką, która przez całe swoje życie potrafi sama kreować się od nowa. Była jednak kiedyś dzieckiem nieśmiałym, złamanym przez utratę matki, która zmarła, gdy artystka miała zaledwie pięć lat. Skąd czerpała więc siłę, skąd wiedziała, jak narzucać tłumom swą osobowość?

Patrick Edlinger był jednym z pionierów wspinaczki w stylu wolnym. Gdy wspinał się samotnie, jego gesty były tak płynne, że zdawało się, iż tańczy ponad otchłanią. Przechodził od jednego chwytu do drugiego z szaloną gracją. Bez trwogi. Na czym polegał jego sekret?

Pilot, lądując w nocy na pokładzie lotniskowca niemal na ślepo, sadza pędzący z prędkością 250 km na godzinę samolot na superkrótkim pasie startowym. Co robi, żeby się nie bać?

Pośrodku ruchu ulicznego oraz wywołanego przez wypadek chaosu lekarz pogotowia ratunkowego musi natychmiast zidentyfikować rannych i obrażenia, którymi trzeba zająć się najszybciej, jak można. Co robi, aby się nie pomylić?

A muzycy, którzy improwizują przed gigantycznymi tłumami? Tenisiści, którym nie zadrży ręka, gdy odbijają piłki meczowe? Studenci, którzy nigdy nie są tak dobrzy, jak w dniu egzaminów? Skąd oni wszyscy biorą wiarę w siebie i odwagę, by wziąć los w swoje ręce? W czym są do siebie podobni?

Madonna, Patrick Edlinger, George Sand, John Lennon, Serena Williams i inni mogą posłużyć za przykład: nie rodzimy się pełni wiary w siebie, lecz możemy ją zdobyć. Ta wiara jest nieustanną walką – wymagającą cierpliwości i trudu. Czasem, gdy doskonale opanowujemy jakąś dziedzinę, zbudowana na tym wiara w siebie pozwala nam się w niej zatracić i staje się źródłem głębokiego szczęścia.

Trzy filary

Zawsze będziemy odnajdywać, w różnym stopniu i w różnych formach, te trzy filary wiary w siebie:

  • wiarę w innego,
  • wiarę w swe możliwości
  • wiarę w życie.

Zresztą, być może, wszystko się od tego zaczyna: trzeba przeć do przodu ze świeżym umysłem dziecka i mieć wiarę, nie wiedząc nawet, co jest jej źródłem.

Zaufanie to dziecięca zdolność wychodzenia naprzeciw czemuś, czego się nie zna, tak jakby się to rozpoznawało – pisze pięknie pisarz i poeta Christian Bobin. Jako dorośli mamy świadomość ryzyka i zagrożeń, której nie mieliśmy jako dzieci, gdy pierwszy raz rozpędziliśmy się na naszym rowerku. Jesteśmy pełni niepokoju, bo jesteśmy świadomi zagrożeń i ewentualnych konsekwencji. Ale ta świadomość nie powinna ograniczać naszej odwagi, zdolności, by iść naprzód. Mieć wiarę w siebie to zachować serce dziecka i duszę dziecka w umyśle osoby dorosłej.

Nasza epoka tej wiary od nas wymaga. W tradycyjnych społecznościach każdy miał swoje miejsce. Wiara w siebie nie jest konieczna, jeśli od dzieciństwa wszystko jest przesądzone i nie ma niczego, co należałoby zdobyć. Czasy współczesne – zgoła odwrotnie – czynią nas istotami wolnymi, odpowiedzialnymi za swój los. Teraz musimy sami realizować swoje plany, dowodzić własnej wartości i budować szczęście: to naszą rzeczą jest wymyślić swoje życie. A to wymaga wiary w siebie.

A jednak uzyskanie tej wiary nigdy nie było tak skomplikowane jak teraz, nigdy też nie było tak potrzebne. I nigdy jej budowanie nie było równie trudne. Naprawianie silnika w swoim samochodzie lub konstruowanie drabiny kiedyś mogło przynosić ulgę złamanemu sercu. Żywienie rodziny, gdy miało się do dyspozycji wyłącznie warzywa ze swojego ogródka, mogło wypełnić ludzkie serce, a także nakarmić bliskich. Ale spędzanie całych dni na zebraniach lub na odpowiadaniu na maile nie ma takich właściwości. Straciliśmy pierwotny kontakt z rzeczami. Nasze systemy produkcji są tak wyrafinowane, że nie wiemy już, co robimy. Szanujemy proces, ale trudno nam określić, na czym polega nasz fach.

Korzenie wiary

Aby wyjaśnić tajemnice wiary w siebie, wracamy do mądrości antyku i do filozofów współczesnych, takich jak Emerson, Nietzsche czy Bergson. Myślicieli, którzy często podejmują ten temat w sposób pośredni – snując rozważania o wolności, odwadze czy wyjątkowości, mówią do nas o zaufaniu. Będziemy też musieli szukać gdzie indziej, wśród opinii psychologów, takich jak Boris Cyrulnik, czy psychoanalityków jak Jacques Lacan, w pracach badaczy lub pedagogów, w doświadczeniach sportowców i pilotów myśliwców lub lekarzy pogotowia, w słowach poetów lub wizjach wielkich mistyków.

Wiara w siebie to kwestia tak fundamentalna w naszym życiu, że nie może być przedmiotem badań przez jedną tylko dziedzinę nauki. Aby zrozumieć jej dynamikę, nie trzeba przesiadywać w laboratorium, lecz obserwować prawdziwe życie, patrzyć, jak się rodzi i jak rośnie, dostosować się do jego rytmu i podążać za jego ruchem, jego wahaniami i meandrami, biec za nim, jak biegnie się za dzieckiem, które omal się nie przewraca, lecz po chwili łapie równowagę i rusza do przodu.

https://purana.hillconnect.pl/16785/

 

b12 3

Witamina B12 i jej ogromne znaczenie

Źródło https://www.kobietaxl.pl/

Czym jest witamina B 12 i dlaczego potocznie nazywana jest czerwoną witaminą?

Skoro nasz organizm potrzebuje jej tak niewiele, to dlaczego jest dla nas tak ważna?
Witamina B 12 , zwana inaczej kobalaminą, to związek organiczny zawierający kobalt. Pełni
on w naszym organizmie rolę regulatora produkcji czerwonych ciałek krwi (erytrocytów).
Tak jak inne witaminy z grupy B, jest koenzymem rozpuszczalnym w wodzie. Jest on
niezbędnym składnikiem białek, potrzebnym do ich aktywności. Reguluje metabolizm
węglowodanów i tłuszczów, umożliwia działanie wielu enzymów wpływających na
metabolizm aminokwasów (np. homocysteiny) oraz syntezę kwasów nukleinowych w
komórkach, szczególnie w szpiku kostnym. Jest zatem substancja niezbędną do prawidłowego
funkcjonowania organizmu, głównie układów nerwowego i krwionośnego, a także
pokarmowego, mięśniowo-szkieletowego czy moczowo-płciowego.
Gdzie występuje witamina B 12 ?
Chociaż potrzebujemy niewielkiej ilości witaminy B 12 , to jednak jest nam ona niezbędna dla
właściwego rozwoju. Jest wykorzystywana przez wszystkie komórki, gdzie uczestniczy w
syntezie DNA. Jako że jest to związek egzogenny, nasz organizm nie może jej syntetyzować i
dlatego musi być dostarczana wraz z pożywieniem. W odróżnieniu od innych witamin,
witamina B 12 nie jest niestety wytwarzana przez rośliny. Przy jej produkcji uczestniczą
drobnoustroje znajdujące się w jelitach, jak również te występujące w wodzie i glebie.
Dlaczego więc bakterie w naszych jelitach nie mogłyby produkować wystarczającej nam
ilości witaminy B 12 ? Powodem jest trudność jej wchłaniania z przewodu pokarmowego
człowieka. Owszem, kobalamina jest wytwarzana przez bakterie naszego przewodu
pokarmowego, jednak następuje to w końcowych jego częściach, a mianowicie w jelicie
grubym. Tam niestety witaminy nie są już wchłaniane, a zatem cokolwiek zdołają
wyprodukować bakterie, zaraz jest to wydalane z organizmu w procesie wypróżniania.
Nasuwa się więc pytanie, skąd w naturalny sposób, bez dodatkowej suplementacji, możemy
czerpać ten jakże potrzebny nam związek.
Otóż najprościej i naturalnie czerpiemy ją wraz z pożywieniem. Witamina B 12 występuje
głównie w produktach pochodzenia zwierzęcego, w szczególności wątrobie i nerkach, a
w mniejszych ilościach również w mięsie, mleku, serze czy jajach.
Czy spożywanie mięsa zapobiega niedoborom witaminy B 12 ?
W 1926 roku dwaj lekarze, George Richard Minot i William Parry Murphy, odkryli, że
wątroba jest bardzo dobrym źródłem witaminy B 12 i zaobserwowali, że spożywanie dwustu
gramów wątróbki dziennie znacznie poprawia stan zdrowia pacjentów, nawet tych z anemią
złośliwą. Wydawałoby się zatem, że osoby spożywające dużą ilość produktów odzwierzęcych
mogą spać spokojnie. Okazuje się jednak, że osoby w podeszłym wieku są w grupie
podwyższonego ryzyka niedoboru witaminy B 12 , często za sprawą regularnego przyjmowania
popularnych leków, które na różne sposoby pogarszają jej wchłanianie. „Niski poziom
witaminy B 12 ma od 15 do 40% osób po 60 roku życia” (S.M. Pacholok, J.J. Stuart, Niedobór
witaminy B 12 ). Niestety niedobór czerwonej witaminy diagnozuje się także u ludzi młodych, a
nawet u niemowląt.

 

A co z weganami?

Czy weganie mają szansę na dostarczenie do organizmu wystarczającej ilości tej witaminy z
pożywieniem? W niewielkich ilościach można ją znaleźć np. w pieczarkach,
niepasteryzowanym nabiale oraz w sfermentowanej czarnej herbacie. Z niektórych badań
wynika, że w pewnych glonach, jak np. spirulina, występuje podobna forma strukturalna
kobalaminy jak w witaminie B 12 . Nie jest ona jednak witaminą i nie jest przez człowieka
przyswajalna tak jak witaminy, ale może wręcz utrudniać wchłanianie właściwej witaminy.
Jeszcze inne źródła podają, że niewielką ilość witaminy B 12 można znaleźć w niektórych
glonach, takich jak nori czy chlorella. Niestety nie jest ona ich wytworem, lecz została przez
nie przyswojona z bakterii znajdujących się w ich naturalnym środowisku wodnym. Jej
zawartość zależy od natężenia skupiska tych drobnoustrojów w danym środowisku. Dlatego
uzupełnianie diety, np. wegańskiej, w tej formie nie jest wystarczające. Poleganie na niej,
jako głównym źródle kobalaminy, jest ryzykowne. W tym przypadku suplementacja jest
wysoce rekomendowana.

Czym może skutkować niedobór B 12 ?

Czy choroby takie jak Alzheimer, stwardnienie rozsiane, autyzm, depresja, choroby
psychiczne, bezpłodność mogą mieć coś wspólnego z niedoborem czerwonej witaminy?
Dlaczego u młodych ludzi diagnozuje się wczesną demencję starczą czy wczesne stadium
choroby Parkinsona?
W jakiej formie najlepiej uzupełniać niedobór witaminy B 12 ?
Dlaczego pomimo suplementacji wciąż wiele osób cierpi na niedobór kobalaminy?
W książce Niedobór witaminy B 12 . Ukryta przyczyna wielu poważnych chorób, której
autorami są dyplomowana pielęgniarka Sally Pacholok oraz lekarz medycyny
osteopatycznej Jeffrey Stuart, został bardzo rzetelnie i skrupulatnie opisany jakże często
bagatelizowany temat niedoboru witaminy B 12 . Autorzy przedstawiają wiele poważnych
chorób wywołanych brakiem możliwości naturalnego wchłaniania tej witaminy. Opierają się
na fachowej literaturze medycznej i przytaczają teksty źródłowe potwierdzające wagę
prawidłowego odżywiania oraz uzupełniania kobalaminy dla prawidłowego funkcjonowania
organizmu. Z jednej strony przytaczają świadectwa wielu osób, u których na szczęście w porę
zdiagnozowano niedobór witaminy B 12 , a z drugiej przedstawiają cenę, jaką częstokroć płacą
ci, u których lekarze nie potrafili rozpoznać tej przyczyny choroby.
Niedobór witaminy B 12 wywołuje objawy podobne do objawów innych chorób, dlatego
lekarz nie jest w stanie go określić wyłącznie na podstawie opisu symptomów.
Jakie są skutki nieleczonego czy zbyt późnego zdiagnozowania niedoboru witaminy B 12 ?
Zwyrodnienie sznurowe rdzenia kręgowego (SCD) to pojęcie opisujące uszkodzenie rdzenia
kręgowego wywołane przez przewlekły niedobór witaminy B 12 …
Poza rdzeniem kręgowym niedobór witaminy B 12 uszkadza również mózgowie i nerwy
obwodowe, w tym nerw wzrokowy. Przewlekły niedobór witaminy B 12 ostatecznie prowadzi
do SCD, zanim jednak do tego dojdzie, w wielu przypadkach występują zaburzenia psychiczne i poznawcze – od niewielkiego roztrzepania po ostrą demencję bądź psychozy oraz problemy ze wzrokiem.
Istnieje krytyczny czas na leczenie chorób wywołanych niedoborem witaminy B 12 , zanim
nastąpią trwałe zmiany poznawcze lub kalectwo.
Dobre wieści są takie, że jeśli niedobór zostanie zdiagnozowany odpowiednio wcześnie,
będzie jednym z najłatwiejszych do leczenia niedoborów na świecie.
Lektura tej książki powinna być obowiązkowa dla wszystkich osób, które cenią własne
zdrowie, jak również dla lekarzy dbających o zdrowie swoich pacjentów.
https://purana.hillconnect.pl/niedobor-witaminy-b12-sally-mpachlok-jeffrey-jstuart/

produkty magnez

Magnez i jego dobroczynny wpływ

Wzmożona drażliwość, uczucie zmęczenia, niedające się opanować drżenie powiek czy skurcze mięśni, to najczęstsze objawy niedoboru magnezu w organizmie. Mogą one pojawiać się nawet wtedy, gdy stosujemy suplementację tym pierwiastkiem, ponieważ nie każdy dostępny w sprzedaży produkt zawiera magnez w odpowiednio przyswajalnej formie.

Magnez – wszechstronnie dobroczynny
Jest uważany za jeden z najważniejszych minerałów wpływających na utrzymanie dobrego zdrowia. Pomaga regulować ponad 300 procesów chemicznych zachodzących w organach wewnętrznych. Wszystkie przemiany i funkcje naszego organizmu wymagające energii potrzebują odpowiedniej dawki magnezu. Minerał ten zapewnia naszym mięśniom możliwość odpoczynku i restytucji po wysiłku. Dotyczy to również – może najistotniejszego – mięśnia sercowego.

Dzienne zapotrzebowanie na magnezu osób dorosłych wynosi od 300 do 400mg. Niedobór tego składnika w naszej diecie manifestuje się zazwyczaj zwiększoną wrażliwością na stres, co prowadzi do zmęczenia i szybszego wyczerpania – zarówno w aspekcie fizycznym, jak i psychicznym. Niespokojny, przerywany sen, nieuzasadnione stany lękowe, problemy żołądkowe, brak apetytu i ogólny stan niepokoju mogą także wskazywać na niedostateczną ilość tego pierwiastka w naszym organizmie. Nie zapominajmy przy tym, że jego niedobór powoduje obkurczanie ścian naczyń krwionośnych, co w rezultacie może prowadzić do wzrostu ciśnienia krwi.

Dobroczynny wpływ magnezu na organizm jest nie do przecenienia, bo poza powyższym, pomaga on także w utrzymaniu zdrowych kości i zębów, w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego i odgrywa ważną rolę w procesie podziału komórek. Pomaga również w utrzymaniu równowagi elektrolitowej, w prawidłowej syntezie białka oraz
w podtrzymywaniu optymalnych funkcji psychologicznych, i wreszcie – zapobiega bolesnym skurczom łydek oraz uczuciu drętwienia kończyn.

Niestety przy normalnym odżywianiu dostarczamy organizmowi zaledwie
30–40 proc. niezbędnej ilości tego cennego pierwiastka. Zawartość magnezu w większości pokarmów jest stosunkowo niska, a w dodatku każdą filiżanką wypitej kawy i każdym drinkiem zawierającym alkohol wypłukujemy go z organizmu. Dlatego konieczne jest stosowanie diety zawierającej możliwie dużo bogatych w magnez produktów, takich jak: zielone warzywa, orzechy, nasiona, produkty pełnoziarniste, owoce morza, czekolada, kakao. Wybór takiej diety nie zawsze jest możliwy i nie zawsze odpowiedni ze względu na nasze osobiste preferencję.

Jak zatem uzupełnić niedobory?

Najskuteczniejszym rozwiązaniem jest suplementacja preparatami, które zagwarantują najlepszą przyswajalność magnezu. Kwestia biodostępności. Zawartość czystego magnezu w różnych związkach tego minerału jest różna, ale należy pamiętać, że różna jest także jego przyswajalność, czyli sposób i stopień, w jakich jest on wykorzystywany przez nasz organizm.

Większość dostępnych na rynku preparatów ma w swoim składzie cytrynian magnezu. Jednak tak popularny cytrynian magnezu zawiera zaledwie 16 proc. czystego minerału, a tlenek magnezu –aż 60 proc. I choć przyswajalność z cytrynianu wynosi 29,6 proc., a z tlenku tylko 22,8 proc., to i tak w sugerowanej dawce dziennej (667 mg związków magnezu) przyswojona ilość czystego magnezu wyniesie 17,1 mg dla cytrynianu i aż 91,2 mg dla tlenku magnezu.

Ponadto najnowsze prace badawcze wykazały, że magnez z tlenku magnezu jest nawet 2,5 razy lepiej absorbowany przez komórki organizmu, co jest bardzo istotne dla skuteczności i czasu jego
działania. Magnez z cytrynianu natomiast podwyższa poziom tego minerału we krwi, co świadczy o tym, że jest on gorzej wchłaniany przez komórki, a tym samym – mniej skuteczny.

Skuteczne rozwiązanie
Badania naukowców poświęcone magnezowi i jego wpływowi na funkcjonowanie naszych komórek jednoznacznie dowodzą, że nie każdy preparat jest w stanie zaspokoić zapotrzebowanie
organizmu na ten pierwiastek. Dlatego optymalnym rozwiązaniem jest wybór skutecznego suplementu, który dzięki wysokiej przyswajalności może zapobiec niedoborom i ich przykrym
skutkom.
Magnez+300 duńskiej firmy Biosym to najwyższej jakości preparat, który w każdej kapsułce zawiera 300 mg tego minerału. Niezwykle wysoką biodostępność uzyskano tu przez połączenie L-pidolanu i tlenku magnezu. Tlenek magnezu to jedno z najbogatszych źródeł magnezu. Jest skutecznie wykorzystywany w komórkach i tkankach organizmu.
L-pidolan jest organiczną, nowszą formą magnezu, która zapewnia jego szybkie i wydajne wykorzystanie w organizmie. Jest on doceniony i polecany przez czołowych badaczy europejskich, ponieważ we wszystkich testach wykazuje przekonującą biodostępność i efektywność.
Podstawą tych wspaniałych wyników jest to, że L-pidolan jest wchłaniany niemal błyskawicznie i skutecznie przez komórki organizmu, nie ulega tak szybkiemu ani tak całkowitemu wydaleniu,
jak ma to miejsce w przypadku innych soli mineralnych.

Wybierz to, co najlepsze
Wybierz Magnez+300 firmy Biosym. Wystarczy jedna kapsułka dziennie, by dostarczyć organizmowi odpowiednią dawkę tego cennego pierwiastka i mieć pewność, że zostanie on w pełni wykorzystany.
Wyłączny dystrybutor na Polskę:
Medi-Flowery ApS Sp z o.o.
Więcej informacji na stronie
www.medi-flowery.com
lub pod nr telefonu 506 807 654

Przypisy
1. Rude RK, Shils ME. Magnesium. In: Shils
ME, Shike M, Ross AC, Caballero B, Cousins RJ, eds. Modern Nutrition in Health
and Disease. 10th ed. Baltimore: Lippincott Williams & Wilkins; 2006:223–247.
2. Food and Nutrition Board, Institute of
Medicine. Magnesium. Dietary Reference
Intakes: Calcium, Phosphorus, Magnesium,
Vitamin D, and Fluoride. Washington D.C.:
National Academy Press; 1997:190–249.
3. https://goo.gl/Wq86CO
4. Magnesium Research 2012; 25 (1): 28–39.

Liliann Kristinn Elmborg
Autorka książek:
Skuteczne kuracje oczyszczające
Zarówno w kraju, jak i za granicą, prowadzi prelekcje na temat medycyny naturalnej.

https://purana.hillconnect.pl/magnez/

spacer

Ruch swoje DNA Katy Bowman

Ćwiczenia czy ruch

Jeżeli już jesteś aktywny fizycznie to świetnie. Ćwiczenia dają wiele pozytywnych wyników i jest to dla nas zupełnie oczywiste. Ale jest pewien haczyk: ćwiczenia nie zawsze działają korzystnie na każdą część ciała. To co dobre dla zrzucenia wagi, może być złe dla kolan, coś co świetnie wpływa na obwód pasa, może wywołać problemy w dnie miednicy.

Nasze ciało potrzebuje więcej „ruchowego odżywiania” niż zapewniają mu ćwiczenia, które lansuje obecny świat. Osoby uprawiające czynnie sport należą do grupy aktywnej fizycznie, ale w porównaniu z tzw. populacją łowców – zbieraczy,  z przed tysięcy lat,  prowadzą siedzący tryb życia.

Różnica między człowiekiem niećwiczącym, a regularnie trenującym wynosi ok 300 minut w tygodniu. Wyobraź sobie różnicę między osobą aktywną fizycznie a łowcą-zbieraczem angażującym swe ciało przez 8 godzin dziennie. Wynosi ona aż 3 tysiące minut.

Obecnie zalecane są trzy kategorię ruchu: kardio, trening siłowy, stretching. Każda z tych form wzmacnia określone partie mięśni. Niestety skupiają się one tylko na jednej formie ruchu i w związku z tym nie wszystkie części ciała zostają odżywione. Tak jak suplementy diety nie powinny stanowić podstawy naszego odżywiania, tak ćwiczenia nie mogą być podstawą ruchu.

Moc chodzenia

Czy wiesz, że żadna siłownia, klub fitness nie zastąpi nam spędzania czasu na chodzeniu boso, kucaniu, zwisaniu, kołysaniu się czy zwykłym spacerowaniu, tak jak zwykli to robić nasi przodkowie. Pierwszą rzeczą jaką warto nauczyć się na nowo to chodzenie.

Mięśniowe napięcia wywołane przez długotrwałe siedzenie, obuwie na obcasach, niewłaściwe zgięcia bioder, pozbawiły nasze mięśnie zdolności wytwarzania siły wystarczającej do stabilnego ruchu. Gdybyśmy chodzili dużo więcej  i znacznie mniej siedzieli, nasz chód wyglądałby zupełnie inaczej.  Na początek warto również pomyśleć o minimalistycznym obuwiu, które nie będzie regularnie deformować naszych stóp.

Dodatkowo planując program chodzenia warto pamiętać o następujących rzeczach:

  • Im więcej stopa może się poruszać i odkształcać na danej powierzchni, tym mniej pracy musi za nią wykonywać staw skokowy.
  • Im więcej wzniesień i spadków powierzchni, tym bardziej aktywne są kostka, kolana, biodra, miednica.
  • Im więcej piasku, korzeni, kamieni zalega na powierzchni, tym więcej mięśni zaangażowanych w twoim ciele.

Biomechanika podkreśla, że chód to skoordynowany wysiłek wszystkich części ciała, który może angażować wszystkie mięśnie jednocześnie.

Ruch swoje DNA Katy Bowman

https://purana.hillconnect.pl/produkt/rusz-swoje-dna-odzyskaj-zdrowie-poprzez-naturalny-ruch-katy-bow

Rust Mite

Kuracje oczyszczające organizm dr Huldy Clark [fragment książki]

Kim jest Dr Hulda Clark?

„Dr Hulda Clark jest dyplomowanym biologiem (ukończyła studia z wyróżnieniem na Uniwersytecie Saskatchewan w Kanadzie). Studiowała też na Uniwersytecie Mc Gill oraz na Uniwersytecie Standu Minnesota, gdzie zajmowała się biofizyką i fizjologią komórki.

W roku 1958 uzyskała stopień doktora fizjologii. W 1979 zrezygnowała z udziału w rządowym programie badań i poświęciła się prowadzeniu prywatnej praktyki. Sześć lat później opracowała technikę elektronicznego skanowania ludzkiego ciała. Dzisiaj metody dr Clark, jej rezultaty i wnioski mogą poznawać wszycy. Wystarczy przeczytać i spróbować.” Była twórczynią pierwszego zappera.

Historia zappera

„Terminem zappowanie określam poddawanie zarazków działaniu prądu elektrycznego o określonej częstotliwości. Do tego zabiegu używałam przez lata fabryczny generator.

Kuracja ŻyciaNajpierw sporządziłam listę częstotliwości dla większości bakterii i wirusów w swojej kolekcji. (…) Następnie testowałam pacjenta na ich obecność w nadziei, że nie był zainfekowany szczepem, którego próbki miałam. Nawet u osób ze zwykłym katarem stwierdziłam kilkanaście odmian. (…) Kolejną czynnością było dostrojenie generatora do kilkunastu częstotliwości – po 3 minuty dla każdej. Cały proces obejmujący testowanie i zabiegi zajmował około 2 godzin. W wielu przypadkach następowała natychmiastowa , ale często tylko doraźna poprawa. (…)

W 1993 r. mój syn Geoffrey przyłączył się do moich badań i razem spróbowaliśmy innego podejścia. Zaprojektował i zaprogramował komputerowo sterowany generator, który automatycznie pokrywał wszystkie częstotliwości wysyłane przez robaki, wirusy i bakterie w paśmie od 290 000  do 470 000 Hz. Wystarczały 3 minuty na każde 1000 Hz pasma. Przynosiło to lepsze efekty, lecz wymagało poświęcenia 10 godzin na poddanie się zabiegowi zappowania.

Rezultaty ciągle nie były zadowalające. Można było złagodzić objawy artretyzmy, przeziębienia, bólu gałek ocznych, lecz nie uzyskiwał się całkowitej poprawy z dnia na dzień. Po miesiącach zaobserwowałam, że mikroorganizmy promieniowały również w zakresie 170 000 – 690 000 Hz. Wyglądało na to, że mój wykaz próbek był niekompletny. Pokrycie szerszego zakresu pasma, przy poświęceniu 3 minut na każde 1000 Hz, zajęłoby 26 godzin. Gra była warta świeczki, jeśli metoda skutkowałaby, ale na tym etapie zappowanie nie dawało 100% efektywności z powodów, które dopiero miały zostać wyjaśnione.

W roku 1994 syn zbudował podręczny, precyzyjny generator częstotliwości z zasilaniem bateryjnym, aby przy niskich kosztach inwestycji dać każdemu możliwość zlikwidowania np. przywry jelitowej na 434 000 Hz. Kiedy przetestowałam urządzenie na jednej z własnych bakterii, okazało się, że trzy inne szczepy promieniujące na zupełnie innych częstotliwościach również wyginęły! Nigdy wcześniej nie zaobserwowałam takiej sytuacji. Gdy dokonałam testy na innych pacjentach wszystkie szczepy bakterii udało się usunąć, mimo, że były ich dziesiątki!

Dalsze badania dowiodły, że efekt nie polegał na wyjątkowej konstrukcji przyrządu, ani też na szczególnym kształcie generowanych sygnałów. Powodem było zasilanie bateryjne!  (…)

Trzy zabiegi pozwalają pozbyć się wszystkich intruzów. Dlaczego trzy? Pierwszy zapping zabija wirusy, bakterie, pasożyty, ale po kilku minutach pojawiają się inne. Wnioskuję, że zostały uwolnione z martwych robaków, które wcześniej zainfekowały. Drugi zapping niszczy uwolnione wirusy i bakterie, lecz wkrótce część wirusów mnoży się ponownie. Widocznie musiały zarazić resztę pozostałych bakterii. Po trzecim zappingu nigdy nie znajduję wirusów, bakterii ani pasożytów – nawet po kilku godzinach.

Dlaczego wirus rezydujący wewnątrz robaka nie ginie podczas pierwszego zabiegu? Prawdopodobnie dlatego, że prądy wysokiej częstotliwości wędrują po powierzchni ciał (jest to tzw. Efekt naskórkowy) – ciało pasożyta ekranowało jego wnętrze. Oto dlaczego długie godziny pracy z generatorem dawały tylko częściową i doraźną poprawę – zabieg był wykonywany raz, a nie trzy razy.. To wyjaśnia również, dlaczego jednokrotna sesja z generatorem lub zapperem często wywołuje objawy przeziębienia ! „

Medikzap – zapper, który kupisz w sklepie Purana

„Aparat Medikzap poprzez odpowiednio dobrane łagodne impulsy elektryczne energetyzuje organizm, uodparnia go na płynące z zewnątrz zagrożenia i wzmacnia działanie kuracji ziołowych. Częstotliwości emitowane przez poszczególne programy aparatu trafiają do właściwych narządów, wzmacniając je i usprawniając ich funkcjonowanie. Energia wytwarzana przez Medikzap mobilizuje system immunologiczny i przywraca naturalną równowagę w organizmie.

Pierwsze trzy programy aparatu Medikzap dostosowane są do trzech obszarów energetycznych naszego organizmu. Program czwarty jest programem mobilizującym cały organizm.

Program pierwszy – obszar pierwszy:  układ kostny, mięśnie, system immunologiczny, układ krwionośny.

Program drugi: mózg, serce, wątroba, nerki nadnercza, piersi, płuca, śledziona, tarczyca jelito grube, macica, prostata, białe i czerwone krwinki, centralny układ nerwowy.

Program trzeci:  jelito cienkie, jajniki, pęcherz moczowy, przewody moczowe, gruczoły limfatyczne, trzustka, woreczek żółciowy, miednica, żołądek, skóra, włosy, paznokcie, błona maziowa, krtań, narządy słuchu i wzroku. W obszarze tym mieści się również centrum równowagi hormonalnej i kwasowo zasadowej.

Program czwarty to program ogólnie wzmacniający.

Medikzap jest urządzeniem, które przez swoje harmoniczne drgania elektryczne przywraca równowagę we wszystkich organach ciała, zapewniając ich stabilną pracę. Przez pierwszy okres stosowania aparatu mogą u niektórych użytkowników pojawić się pewne przejściowe symptomy związane z doprowadzeniem organizmu do stanu równowagi. Mogą to być krótkotrwałe bóle głowy, uczucie zmęczenia i brak koncentracji. Jednak po  dłuższym stosowaniu aparatu organizm nasz odzyska równowagę, wytrzymałość, odporność i wewnętrzny spokój. ‘

Kuracje ziołowe zalecane przez dr Huldę Clark – jak je przeprowadzać.

„Przed rozpoczęciem ziołowych kuracji oczyszczających polecamy stosowanie aparatu Medikzap przez 3 tygodnie. Nie jest to bezwzględnie konieczne, ale warto pamiętać, że Medikzap wzmacnia organizm , wpływa korzystnie na przebieg kuracji ziołowych i jest doskonałym ich uzupełnieniem. Nie zastępuje jednak tych kuracji.

W celu pełnego oczyszczenia organizmu należy przeprowadzić następujące kuracje:

  • Kurację na oczyszczanie jelit
  • Kuracje na oczyszczanie wątroby
  • Kurację na oczyszczanie nerek
  • Kokosową kuracje oczyszczającą

Jeśli kuracje przeprowadza się po raz pierwszy, wskazane jest przeprowadzenie wszystkich podanych wyżej elementów.

Ponieważ każdy organizm reaguje indywidualnie na kuracje oczyszczające, czas potrzebny na jego czyszczenie i odzyskanie pełni sił witalnych może być dla każdego inny. Jeśli podczas przeprowadzania którejkolwiek z kuracji odczuje się dyskomfort, można zalecane dawki zmniejszyć o połowę lub wydłużyć przerwy między kolejnymi zabiegami.

W trakcie oczyszczania organizmu należy pić co najmniej 1,5 litra płynów dziennie.

Poniżej podaję kolejne etapy kuracji. Żadnej kuracji ziołowej nie należy stosować dłużej niż w zaleceniach, a pomiędzy poszczególnymi kuracjami należy zachować przerwy.

Etapy kuracji:

I.Pierwsze czyszczenie jelit (17 dni).

II.Oczyszczanie wątroby (2 dni) należy przeprowadzać 2 tygodnie po pierwszym zabiegu oczyszczania jelit. Kurację tę powinno się przeprowadzić

kilkakrotnie z zachowaniem przerwy 2-5 tygodniowej pomiędzy kolejnymi oczyszczeniami wątroby.

III. Drugie oczyszczanie jelit (17 dni)

    1. Oczyszczanie nerek (9 tygodni)
    2. Trzecie oczyszczanie jelit (17 dni)
    3. Kuracja kokosowa (4 dni)

Po zakończeniu kuracji proces oczyszczania trwa nadal, ponieważ organizm kontynuuje samooczyszczanie (do 3 tygodni w przypadku oczyszczania jelit lub nerek, a do 5 tygodni w przypadku oczyszczania wątroby). „

Źródła:

Clark H.R, Kuracja życia metodą dr Clark. W: Wydawnictwo PURANA

Elmborg L.K, Skuteczne kuracje oczyszczające W: Wydawnictwo PURANA

Dr Hulda Clark – https://en.wikipedia.org/wiki/Hulda_Regehr_Clark